01.10.2024, 08:58 ✶
Wywrócił oczami na jego słowa bo to trochę brzmiało jak jego niezdrowa relacja, którą miał ze swoim sztucznym wąsem. Ale raczej nie powinno go to dziwić, bo przecież Icarus całe swoje życie kochał Rzym trochę za bardzo i trochę zbyt specyficznie.
Atreus nie był tez pewien do końca, jak właściwie powinien wyglądać ten Cezar, ale miał nadzieję że miłość nie zaślepia jakoś Prewetta i ta figurka faktycznie jest podobna do osoby która miała przedstawiać. Bo jakby się okazało że kuzyn kupił jakieś szkaradztwo tylko dlatego że nie miał alternatyw to... to chyba niechcący by Bulstrode musiał trącić ten posążek i potłuc, bo się nie godziło.
O-Bogowie. Pomyślał ze zgrozą i przekąsem Atreus, patrząc na kuzyna i tego gówniarza. Jest ich dwóch. Przymknął na moment powieki, zatracając się w tragedii tego momentu i fakcie, ze sam to zaczął. To był jego pomysł żeby zapytać chłopaka. Ten kamyk już się toczył i nic nie było w stanie powstrzymać lawiny, którą miał rozpocząć.
- Fakt, że jest tak bezczelny, to niewątpliwie jego atut. Słyszysz młody, nie taki Prewett straszny, jak go malują. Tym razem ci się upiecze - opróżnił do końca zawartość szklanki. Szybko, prawie że na jeden haust, bo on nie mógł tak tutaj bez jakiegokolwiek zabezpieczenia przed przyjmowaniem rzeczywistości 1:1.
Chłopaczek wyraźnie się ucieszył, ale tak niepewnie i wciąż strachliwie. Wiedział, ze to się tak nie powinno skończyć i że chyba właśnie wygrał los na loterii i też nie do końca chyba wciąż w to wierzył.
- Jak się nazywasz?
Atreus nie był tez pewien do końca, jak właściwie powinien wyglądać ten Cezar, ale miał nadzieję że miłość nie zaślepia jakoś Prewetta i ta figurka faktycznie jest podobna do osoby która miała przedstawiać. Bo jakby się okazało że kuzyn kupił jakieś szkaradztwo tylko dlatego że nie miał alternatyw to... to chyba niechcący by Bulstrode musiał trącić ten posążek i potłuc, bo się nie godziło.
O-Bogowie. Pomyślał ze zgrozą i przekąsem Atreus, patrząc na kuzyna i tego gówniarza. Jest ich dwóch. Przymknął na moment powieki, zatracając się w tragedii tego momentu i fakcie, ze sam to zaczął. To był jego pomysł żeby zapytać chłopaka. Ten kamyk już się toczył i nic nie było w stanie powstrzymać lawiny, którą miał rozpocząć.
- Fakt, że jest tak bezczelny, to niewątpliwie jego atut. Słyszysz młody, nie taki Prewett straszny, jak go malują. Tym razem ci się upiecze - opróżnił do końca zawartość szklanki. Szybko, prawie że na jeden haust, bo on nie mógł tak tutaj bez jakiegokolwiek zabezpieczenia przed przyjmowaniem rzeczywistości 1:1.
Chłopaczek wyraźnie się ucieszył, ale tak niepewnie i wciąż strachliwie. Wiedział, ze to się tak nie powinno skończyć i że chyba właśnie wygrał los na loterii i też nie do końca chyba wciąż w to wierzył.
- Jak się nazywasz?