01.10.2024, 11:26 ✶
Gdy mężczyzna się odezwał, Lestrange przeniósł na niego powolnie spojrzenie. W głowie zakiełkowała mu brzydka myśl: czy wiesz, kim jesteśmy? Oczywiście mógłby wypisać czek, ale problem w tym, że nie nosił przy sobie książeczki niezbędnej do wykonania takiego manewru. Podobnie jak Victoria on był dość oszczędny w wydatkach, dlatego nie musiał nosić ze sobą książeczki czekowej. Może powinien zacząć? W końcu już raz ktoś okradł kogoś przy nim, złodziei nie brakowało w tym parszywym świecie. I chociaż złodziej gryzł już glebę, bo zamordowali go z Bellatrix z zimną krwią, to jednak... Cóż, mogło być ich więcej. Ale nikt nie byłby w stanie go okraść, przecież by poczuł, prawda? Więc musiał portfel po prostu zostawić w domu. Cóż za niefart.
- Proszę się nie krępować, Victoria na pewno chętnie porozmawia ze swoimi znajomymi - odpowiedział na pytanie kelnera, a w jego oczach pojawił się złośliwy błysk. Usta jednak nie wygięły się w uśmiechu, bo cała ta sytuacja była kuriozalna i niekomfortowa: zapewne nie tylko dla niego, ale i dla Victorii. Lestrange wstał powoli ze swojego miejsca. Nie miał zamiaru wychodzić bez płacenia, ale zdawał sobie sprawę z tego, że jego wzrost i postawa często potrafiła zdziałać więcej, niż groźby. - Albo do mojego. Może pan otworzyć rachunek, Rodolphus Lestrange. Byłem tu niedawno na spotkaniu biznesowym.
Problem w tym, że płacił wtedy Robert. Ale jeżeli kelner był wtedy obecny, to może go rozpozna. Zrobiło się wtedy małe zamieszanie, gdy wstał a na jego plecy wpadła Marie Abbott. Zrobiła scenę razem ze swoją chyba kuzynką, że poplamiła winem suknię. Chociażby właściciel tego miejsca powinien to pamiętać.
Kelner przestąpił ponownie z nogi na nogę. Przeskakiwał wzrokiem od Rodolphusa do Victorii, najwyraźniej nie wiedząc jak się zachować. Przyjrzał się kobiecie, a jego mina świadczyła o tym, że coś dzwoni ale nie w tym kościele, w którym powinno. Przełknął ślinę.
- Proszę poczekać, zawołam mojego przełożonego - powiedział, zmieniając ton. Czy to dlatego, że rozpoznał kobietę? A może dlatego, że nazwisko Lestrange coś mu mówiło i nie chciał kłopotów? Rachunek jednak nie był otwarty u żadnego z nich, więc potrzebował to przegadać z kimś, kto miał większą władzę. Wycofał się, nie siląc się jednak na przeprosiny.
- Dziwne, że cię nie poznali. Po twoim ostatnim wywiadzie spodziewałem się, że posiłek będzie co najmniej na koszt restauracji - powiedział nieco kpiącym tonem, z powrotem siadając na krześle. Nie patrzył jednak na Victorię, a obserwował kelnera, który rozmawiał z inną osobą z obsługi. Wskazywali na ich stolik. - Dopiszę to do swojego rachunku, byłem tu ostatnio i powinni mnie pamiętać. Tym razem jednak nie skończyło się na zalaniu niczyjej sukienki.
Dodał ciszej, przenosząc wzrok z powrotem na kuzynkę. Wzruszył ramionami, jakby informacja, którą jej właśnie, była najnormalniejszą informacją w świecie.
- Najmocniej państwa przepraszam, Ethan nie ma uprawnień do otwierania rachunków - osoba, z którą rozmawiał kelner, zmaterializowała się niemalże natychmiast przy ich stoliku. Na tacy spoczywała mała skórzana książeczka oraz magiczny długopis. - Proszę przyjąć nasze najszczersze przeprosiny. Na które z państwa Lestrange otwieramy rachunek?
- Proszę się nie krępować, Victoria na pewno chętnie porozmawia ze swoimi znajomymi - odpowiedział na pytanie kelnera, a w jego oczach pojawił się złośliwy błysk. Usta jednak nie wygięły się w uśmiechu, bo cała ta sytuacja była kuriozalna i niekomfortowa: zapewne nie tylko dla niego, ale i dla Victorii. Lestrange wstał powoli ze swojego miejsca. Nie miał zamiaru wychodzić bez płacenia, ale zdawał sobie sprawę z tego, że jego wzrost i postawa często potrafiła zdziałać więcej, niż groźby. - Albo do mojego. Może pan otworzyć rachunek, Rodolphus Lestrange. Byłem tu niedawno na spotkaniu biznesowym.
Problem w tym, że płacił wtedy Robert. Ale jeżeli kelner był wtedy obecny, to może go rozpozna. Zrobiło się wtedy małe zamieszanie, gdy wstał a na jego plecy wpadła Marie Abbott. Zrobiła scenę razem ze swoją chyba kuzynką, że poplamiła winem suknię. Chociażby właściciel tego miejsca powinien to pamiętać.
Kelner przestąpił ponownie z nogi na nogę. Przeskakiwał wzrokiem od Rodolphusa do Victorii, najwyraźniej nie wiedząc jak się zachować. Przyjrzał się kobiecie, a jego mina świadczyła o tym, że coś dzwoni ale nie w tym kościele, w którym powinno. Przełknął ślinę.
- Proszę poczekać, zawołam mojego przełożonego - powiedział, zmieniając ton. Czy to dlatego, że rozpoznał kobietę? A może dlatego, że nazwisko Lestrange coś mu mówiło i nie chciał kłopotów? Rachunek jednak nie był otwarty u żadnego z nich, więc potrzebował to przegadać z kimś, kto miał większą władzę. Wycofał się, nie siląc się jednak na przeprosiny.
- Dziwne, że cię nie poznali. Po twoim ostatnim wywiadzie spodziewałem się, że posiłek będzie co najmniej na koszt restauracji - powiedział nieco kpiącym tonem, z powrotem siadając na krześle. Nie patrzył jednak na Victorię, a obserwował kelnera, który rozmawiał z inną osobą z obsługi. Wskazywali na ich stolik. - Dopiszę to do swojego rachunku, byłem tu ostatnio i powinni mnie pamiętać. Tym razem jednak nie skończyło się na zalaniu niczyjej sukienki.
Dodał ciszej, przenosząc wzrok z powrotem na kuzynkę. Wzruszył ramionami, jakby informacja, którą jej właśnie, była najnormalniejszą informacją w świecie.
- Najmocniej państwa przepraszam, Ethan nie ma uprawnień do otwierania rachunków - osoba, z którą rozmawiał kelner, zmaterializowała się niemalże natychmiast przy ich stoliku. Na tacy spoczywała mała skórzana książeczka oraz magiczny długopis. - Proszę przyjąć nasze najszczersze przeprosiny. Na które z państwa Lestrange otwieramy rachunek?