01.10.2024, 13:08 ✶
Czy wiedziała, że udawał? Być może tak, ale nie dała tego po sobie poznać. W gruncie rzeczy przez te wszystkie lata Faye zdążyła się przyzwyczaić do tego, że Nicholas miał zupełnie inny sposób bycia, niż ona sama. Możliwe jednak, że w swoim pokrętnym umyśle zakodowała, że mimo wszystko mężczyzna ją kochał. Byli w końcu rodzeństwem, wyszli z tego samego matczynego łona. I chociaż gdyby postawić ich obok siebie to mało kto by stwierdził, że jest jej bratem, to kobieta czuła z Nickiem jakąś więź, nawet jeżeli była jednostronna. Być może życie w swoim własnym delulu było łatwiejsze - myśleć, że skoro ona go kocha, to i on ją także, tylko nie potrafi tego okazać.
- To tylko świadczy o tym, że musimy się częściej widywać - odparowała, nie robiąc sobie nic z tego, że powstrzymał ją przed złożeniem buziaka na policzku. Pewnie normalnie wygięłaby usta w podkówkę i to skomentowała, ale w zasadzie wiedziała, że to było bez sensu, więc tylko się roześmiała. Nie to nie. Cofnęła się na dwa kroki, unosząc dłonie w poddańczym geście. - Boisz się, że odkryję, że jesteś chodzącym, zimnym trupem?
Zagaiła, siadając naprzeciwko niego. Oczywiście że nie był zimnym trupem, bo mógł robić co chciał a i tak nie będzie zimny jak nieboszczyk. Mógł się tak zachowywać, ale czuła ciepło bijące od jego ciała. Uspokoiło ją to odrobinę, bo gdy tak jej nie odpowiadał na listy, to przez myśl przemknęło jej, że być może coś się stało. Ale był tutaj, żywy, zdrowy, więc mogła przestać tworzyć we własnej głowie dziwne scenariusze.
- Jak zwykle ciepły i czuły - zamruczała, opierając łokcie o blat stolika. Faye złączyła dłonie i oparła na nich podbródek, wlepiając orzechowe oczy w twarzy Nicholasa. Chwilę ją studiowała, jakby chciała się upewnić, że nie przybyło mu zmarszczek (na Merlina, on się nawet nie uśmiechał, taka kamienna twarz nie mogła mieć zmarszczek) czy siwych włosów. Milczała, ale nie było to milczenie, które oczekiwałby brat. Zazwyczaj gdy jego siostra zamykała jadaczkę, to tylko po to, by nabrać oddechu i wylać z siebie potok kolejnych słów. Na jego szczęście do stolika podeszła kelnerka.
- Poproszę sok. Obojętnie jaki. I coś słodkiego, niech pani wybierze, potrzebuję cukru - rozpromieniła się, roztaczając wokół siebie aurę dzieciucha, którym w zasadzie była, jeśli patrzeć na jej zachowanie. Zerknęła na Nicholasa, czy i on również coś zamówi, czy... Być może ma to zrobić za niego. Ale o ile kochała go drażnić, tak wiedziała, że gdyby przekroczyła cienką granicę, to dostałaby w łeb. Dlatego nie zrobiła tego, tylko lekko uniosła brwi. - Co u ciebie słychać, Nick? Jesteś tak pochłonięty pracą, że praktycznie nie odwiedzasz rodziców. Nie piszesz, nie odzywasz się. Mama się martwi, wiesz? Oczywiście przekażę jej, że jesteś cały i zdrowy, ale muszę mieć jakiś głodny kawałek, by to łyknęła.
I odpierdoliła się od niej samej, ale tego już nie dodała. Traversówna poprawiła się na krześle, zupełnie jakby nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż kilka chwil.
- To tylko świadczy o tym, że musimy się częściej widywać - odparowała, nie robiąc sobie nic z tego, że powstrzymał ją przed złożeniem buziaka na policzku. Pewnie normalnie wygięłaby usta w podkówkę i to skomentowała, ale w zasadzie wiedziała, że to było bez sensu, więc tylko się roześmiała. Nie to nie. Cofnęła się na dwa kroki, unosząc dłonie w poddańczym geście. - Boisz się, że odkryję, że jesteś chodzącym, zimnym trupem?
Zagaiła, siadając naprzeciwko niego. Oczywiście że nie był zimnym trupem, bo mógł robić co chciał a i tak nie będzie zimny jak nieboszczyk. Mógł się tak zachowywać, ale czuła ciepło bijące od jego ciała. Uspokoiło ją to odrobinę, bo gdy tak jej nie odpowiadał na listy, to przez myśl przemknęło jej, że być może coś się stało. Ale był tutaj, żywy, zdrowy, więc mogła przestać tworzyć we własnej głowie dziwne scenariusze.
- Jak zwykle ciepły i czuły - zamruczała, opierając łokcie o blat stolika. Faye złączyła dłonie i oparła na nich podbródek, wlepiając orzechowe oczy w twarzy Nicholasa. Chwilę ją studiowała, jakby chciała się upewnić, że nie przybyło mu zmarszczek (na Merlina, on się nawet nie uśmiechał, taka kamienna twarz nie mogła mieć zmarszczek) czy siwych włosów. Milczała, ale nie było to milczenie, które oczekiwałby brat. Zazwyczaj gdy jego siostra zamykała jadaczkę, to tylko po to, by nabrać oddechu i wylać z siebie potok kolejnych słów. Na jego szczęście do stolika podeszła kelnerka.
- Poproszę sok. Obojętnie jaki. I coś słodkiego, niech pani wybierze, potrzebuję cukru - rozpromieniła się, roztaczając wokół siebie aurę dzieciucha, którym w zasadzie była, jeśli patrzeć na jej zachowanie. Zerknęła na Nicholasa, czy i on również coś zamówi, czy... Być może ma to zrobić za niego. Ale o ile kochała go drażnić, tak wiedziała, że gdyby przekroczyła cienką granicę, to dostałaby w łeb. Dlatego nie zrobiła tego, tylko lekko uniosła brwi. - Co u ciebie słychać, Nick? Jesteś tak pochłonięty pracą, że praktycznie nie odwiedzasz rodziców. Nie piszesz, nie odzywasz się. Mama się martwi, wiesz? Oczywiście przekażę jej, że jesteś cały i zdrowy, ale muszę mieć jakiś głodny kawałek, by to łyknęła.
I odpierdoliła się od niej samej, ale tego już nie dodała. Traversówna poprawiła się na krześle, zupełnie jakby nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż kilka chwil.