01.10.2024, 16:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2025, 23:02 przez Rodolphus Lestrange.)
- Dzięki - mruknął, mrużąc oczy. Nienawidził fajek, nie palił ich, lecz obracał się w towarzystwie, które kopciło jak smoki. Tylko dzięki temu nie zakaszlał, gdy papierosowy dym owinął się wokół jego głowy jak szary, półprzezroczysty całun. - Nie obrażaj mnie, mordo. To moja młodsza siostra.
Prychnął, co miało imitować zarówno rozbawienie, jak i lekką irytację na samą insynuację, że ktoś taki jak on mógłby zainteresować się kimś takim jak Anna. Wsadził papierosa do gęby, lecz nie odpalał go jeszcze. Mugolskie zippo były bardzo popularne wśród czarodziejów i chyba tylko to go uratowało, gdy dostrzegł metaliczny błysk zapalniczki, znajdującej się obok przesuniętej w jego stronę paczki fajek.
- Hm? - zapytał, na chwilę przenosząc wzrok na nieznajomego. Otaksował go wzrokiem, lekko unosząc brew. Gang motocyklowy... Co to, do kurwy, było? O czym on pierdolił? Nie miał zielonego pojęcia, wiedział tylko czym są motocykle. Wiedział czym jest gang, ale nie miał pojęcia, czy dobrze interpretuje ten zlepek dwóch słów, więc tylko wzruszył ramionami. - Nie. Rozkurwiła mi się po drodze gitara.
Odrzekł, zmieniając temat, żeby przypadkiem nie zostać wciągniętym w rozmowę na temat modsów i rockersów, kimkolwiek by oni nie byli. Przesunął paczkę papierosów w stronę Anny, na chwilę pozornie tracąc z oczu rozmówcę.
- Mój stary - odpowiedział, odpalając w końcu tego papierosa. Zerknął na prawo, zezując na nieznajomego, którzy poczęstował go fajkami. Nienawidził tego rynsztokowego słownictwa, którym się w tej chwili posługiwał. Sprawiało, że czuł się jeszcze bardziej brudny niż w chwili, w której przekroczył próg tej obskurwiałej dziury. - Nasz stary. Matka zeszła na zawał przez tę durną gówniarę i zostawiła list, w którym kazała się zgłosić po alimenty.
Wyjaśnił krótko, acz treściwie, zanim Anna zaczęła pyskować. Wzruszył ramionami, bo nie widział powodu, by nie odgrywać roli troskliwego brata, który chce dla tej małej jędzy dobrze.
- Zamknij się, z łaski swojej, gdy dorośli rozmawiają, co? - Lestrange widział, jak kobieta zabierała kufel z jego piwem, ale nie zwrócił uwagi na to, co robiła potem. Nie podejrzewał, że ta szuje może mu nacharać do browara, więc całą swoją uwagę skupił na wąsaczu, chociaż w nieco inny sposób niż Anna. Wpuścił dym papierosowy do ust, lecz nie do płuc. Nie potrafił się zaciągać i wiedział, że gdy zacznie tu swoje próby, to zacznie kaszleć, a to mogłyby wyglądać co najmniej podejrzanie. Lepiej więc było zablokować przełyk i po prostu przetrzymać dym w ustach, a potem wypuścić go nosem, chociaż nie mógł powstrzymać łez, które zebrały się w jego oczach. Co za mocne, obrzydliwe gówno. By powstrzymać wzbierające w nim kaszlnięcie, sięgnął po kufel i napił się bez podejrzeń, co tam może być w środku. - Mam ją podrzucić i lecieć dalej. Gówniarze przyda się mocna łapa, bo odkąd nie ma matki, zrobiła się jeszcze gorsza.
Chcąc nie chcąc prowadzona rozmowa na ich szczęście osiągnęła zamierzony efekt, bo barman nadstawił ucha i zerknął na mężczyznę z wąsem z zaskoczeniem. Czyjeś dzieciaki? Tutaj? Kto by pomyślał.
- W sumie nie zdziwiłbym się, jakby go tu nie było. Mało kto tu wytrzymuje - odezwał się wąsacz, zerkając ponad ramieniem Charlesa na Annę. Skrzywił się widocznie, myśląc nad czymś intensywnie. Dłonie miał pozornie czyste, lecz Lorraine mogła zauważyć zgrubienia na jego palcach. Musiał mieć pracę fizyczną, a nie biurową. Raczej nie był tajniakiem, chyba że pracował głównie w terenie, a kto inny zajmował się wypełnianiem za niego raportów. - Jak się nazywa?
- Urlich Greyback - odpowiedział, odkładając papierosa na popielniczkę. Zmrużył podejrzliwie oczy. - To chyba nie ty, co? Matka pisała, że jest młodszy. I nie ma wąsa.
Niestety - mężczyzna nie wiedział. Nie wiedzieli też jego znajomi, a zarówno Lorraine, jak i Rodolphus: czy też rodzeństwo Greyback musieli obejść się smakiem.
Ale nie było tego złego, przecież na horyzoncie miała pojawić się całkiem pokaźna rodzinka Ulricha...
Koniec sesji