Być może kelner nie obracał się na salonach czystokrwistych, mógł nie rozpoznawać więc wszystkich twarzy, nawet charakterystycznych, ale był taki moment, że o Victorii rozpisywano się tyle w gazetach, że już nie mogła udawać, że jest jakąś anonimową aurorką o ładnej buzi. Nie, ta sytuacja nie była komfortowa, a co gorsza – już raz to przerabiała kilka miesięcy temu, z tą różnicą, że wtedy nie była jeszcze tak szeroko rozpoznawalna dla ogółu. Rozumiała, że można nie rozpoznać Rodolphusa, nie był tak popularny i znany, nawet jeśli był bywalcem tej wyjątkowo drogiej restauracji, ale w takich miejscach liczyły się też inne rzeczy, których być może temu panu zabrakło – taktu. No bo wołać Brygadę Uderzeniową od startu? Czy oni mu wyglądali na obdartusów z ulicy, którzy wpadli tu przypadkowo?
– W porządku – odparła kulturalnie mężczyźnie, a gdy tylko się oddalił, na nowo zainteresowała się swoją lampką wina. Była zirytowana, ale nawet nie samym zachowaniem mężczyzny i na pewno nie tym, że Rodolphus też zapomniał portfela – a samym tym, że jej to się w ogóle przydarzyło. Gdzie miała głowę? Sprawa z Zimnymi, Saurielem i zaręczynami musiała ją jednak za mocno przygniatać i ta poukładana kobieta czuła, że rzeczy wymykają się z jej rąk. – Aż tak się różnię na żywo od zdjęć w gazetach? – lekko przekrzywiła głowę, kierując ciemne spojrzenie na kuzyna. – Mam wrażenie, że wzrok obcych mnie nie opuszcza, pokazują mnie sobie palcami, a tu? – uniosła brwi. Może to było trochę próżne z jej strony, na co dzień starała się nie zachowywać, jakby wyżer srała, niż dupę miała, ale w takich momentach fakt, że gość jej nie rozpoznał, było wręcz jak pewnego rodzaju cios w trzewia. Na pewno nie oczekiwała, że dostanie coś za darmo, ale żeby od razu mieć ich za złodziei, którzy chcą się najeść na koszt restauracji? – Obojętnie mi. Jak chcesz, to niech będzie na ciebie – stwierdziła równie cicho. – Jakiej sukienki? – zainteresowała się zaraz, bo najwyraźniej Rodolphus miewał tutaj znacznie więcej przygód niż zgubiony/zapomniany portfel.
– Nic się nie stało. To będzie w takim wypadku na Rodolphusa – z ledwością uniosła kąciki ust do, najwyraźniej, menagera sali, chcąc ściągnąć nieco ciężkość atmosfery i wskazała ruchem głowy na swojego kuzyna. – Wspaniałe wino, proszę podziękować panu Ethanowi za doskonały wybór – bo to on w pewnym sensie podpowiedział co mogą się napić. Chciała tu pokazać wspaniałomyślność ich rodziny, nie chcąc by ta sytuacja odbiła się z niechęcią na kimkolwiek. Nie było warto w ten sposób palić sobie mostów.