18.01.2023, 00:00 ✶
Patrick mógł mieć sporo racji. Florence frustrowały własne błędy. A w przypadku francuskiego nie dało się go nauczyć od razu bezbłędnie. Próbowała dbać o gramatykę, słownictwo i akcent jednocześnie, w efekcie nie mając szans na naprawdę dobre opanowanie języka.
Nie ciągnęła jednak tematu. Milczała też wraz z Patrickiem, gdy szli w dół po stopniach, nie popędzając go. Dawała mu czas na zebranie myśli. Słowa o sprawie, nad którą pracował, trochę ją zaskoczyły – nie na tyle, by zabarwiło to jej spokojną aurę na nowe kolory, ale poczuła lekkie ukłucie zdziwienia, bo chociaż podskórnie czuła, że Steward chciał o czymś porozmawiać, chyba spodziewała się, że może to dotyczyć Clare. Zbliżającej się wielkimi krokami rocznicy śmierci.
- Zawsze jest trudniej, gdy chodzi o dzieci – odparła cicho, choć wciąż spokojnie. Może nie prowadziła spraw porwań czy dziecięcych morderstw, ale miewała małoletnich na oddziale. I nie, nie było łatwo ani, kiedy przez palce przeciekało ci życie staruszki i patrzyła na rozpacz jej córek, ani gdy było za późno dla mężczyzny w średnim wieku, któremu towarzyszyła żona, ani nikogo innego.
Ale gdy to było dziecko, stawało się to jeszcze trudniejsze. Jakby już tak ich stworzono, a może wytresowano, by to młode życie uważać za ważniejsze.
„Nieprzyjemne szczegóły” i „szantażystka” sugerowały jednak, że sprawa była jeszcze bardziej skomplikowana i trudniejsza, wcale nie przez chłopca. Florence spojrzała więc nie ku kawiarni – choć jeżeli on tam ruszył, oczywiście nie przerwała marszu – a na moment skupiła spojrzenie jasnych oczu na twarzy Patricka.
- Rozumiem, że albo szantażowała kogoś nieodpowiedniego, albo wiedziała coś, co twoim zdaniem nie powinno ujrzeć światła dziennego?
Nie, nie wpadła na to, że to mogło mieć związek z rodziną Patricka. To nawet nie przeszło jej przez głowę. Ale było mnóstwo innych możliwości, o których pomyślała, choćby w rodzaju „zabita kobieta szantażowała moją szefową” albo „jakiś ród czystej krwi naciska nas, żebyśmy zostawili tę sprawę i nie wiem, co zrobić”.
Nie ciągnęła jednak tematu. Milczała też wraz z Patrickiem, gdy szli w dół po stopniach, nie popędzając go. Dawała mu czas na zebranie myśli. Słowa o sprawie, nad którą pracował, trochę ją zaskoczyły – nie na tyle, by zabarwiło to jej spokojną aurę na nowe kolory, ale poczuła lekkie ukłucie zdziwienia, bo chociaż podskórnie czuła, że Steward chciał o czymś porozmawiać, chyba spodziewała się, że może to dotyczyć Clare. Zbliżającej się wielkimi krokami rocznicy śmierci.
- Zawsze jest trudniej, gdy chodzi o dzieci – odparła cicho, choć wciąż spokojnie. Może nie prowadziła spraw porwań czy dziecięcych morderstw, ale miewała małoletnich na oddziale. I nie, nie było łatwo ani, kiedy przez palce przeciekało ci życie staruszki i patrzyła na rozpacz jej córek, ani gdy było za późno dla mężczyzny w średnim wieku, któremu towarzyszyła żona, ani nikogo innego.
Ale gdy to było dziecko, stawało się to jeszcze trudniejsze. Jakby już tak ich stworzono, a może wytresowano, by to młode życie uważać za ważniejsze.
„Nieprzyjemne szczegóły” i „szantażystka” sugerowały jednak, że sprawa była jeszcze bardziej skomplikowana i trudniejsza, wcale nie przez chłopca. Florence spojrzała więc nie ku kawiarni – choć jeżeli on tam ruszył, oczywiście nie przerwała marszu – a na moment skupiła spojrzenie jasnych oczu na twarzy Patricka.
- Rozumiem, że albo szantażowała kogoś nieodpowiedniego, albo wiedziała coś, co twoim zdaniem nie powinno ujrzeć światła dziennego?
Nie, nie wpadła na to, że to mogło mieć związek z rodziną Patricka. To nawet nie przeszło jej przez głowę. Ale było mnóstwo innych możliwości, o których pomyślała, choćby w rodzaju „zabita kobieta szantażowała moją szefową” albo „jakiś ród czystej krwi naciska nas, żebyśmy zostawili tę sprawę i nie wiem, co zrobić”.