01.10.2024, 20:47 ✶
Granice były...
...niepotrzebne. Choć tak naprawdę nie dało się powiedzieć, kiedy tak właściwie je sobie postawili, bo przecież już wcześniej mieli tych kilka chwil, podczas których mogło być całkiem jasne, że bycie przyjaciółmi nie miało wystarczyć. Już raz ją całował, choć tamto było wyłącznie pokazowym pocałunkiem (a może wcale nie?), ale dopiero to teraz było tak słodkie. Już nie słodko gorzkie. Słodkie. Po prostu słodkie - wargi Geraldine takie były. Smakowały słodyczą i morską solą. Rozkoszował się tym i tym, upojony odwzajemnianiem coraz głębszych, mniej pohamowanych wyrazów wzajemnego pożądania i zapachem jej włosów.
Dym, leciutka nuta bryzy, wetyweria, nutą ognistej, piżmo? Coś jeszcze? Nie był ekspertem od określania takich rzeczy. Jasne, był mniej więcej w stanie wyczuć eliksir po zapachu i nawet podać jego zbliżony skład, ale w tym wypadku nawet nie próbował zgadywać. Najważniejsze, że po prostu trzymał ją w ramionach, w pewnym momencie naturalnie przenosząc ręce na talię Yaxleyówny i mocniej przyciągając ją do siebie.
Ta chwila mogła tak po prostu trwać. Już się w niej zatracił. Nie potrzebował wiele, żeby zapomnieć o tym, gdzie się znajdują. Wiedział tylko kim byli... ...i kim nie byli. Wystarczyło tak mało, by stwierdzić tak dużo. Łapiąc ciężki, urywany oddech przysunął twarz do jej twarzy, stukając ją nosem i unosząc kącik ust. Nie musieli rozmawiać, a kiedy się odezwał jego głos brzmiał inaczej - bardziej chrapliwie, zadowolenie i miękko.
- Co nieco mogę się domyślić - zaprzeczył z uniesieniem brwi, posyłając Geraldine krzywy uśmiech i ścierając palcami piasek z jej policzka dostrzegany w peryferiach wzroku.
Nie robił nic, żeby odsunąć twarz od jej twarzy, czoło od czoła, nos od nosa, łomoczące serce od serca. Nie wiedział czy to jego własne bije tak szybko czy może oboje są tak bardzo poruszeni tą nową sytuacją. Wybierał to drugie, a skoro cisza została już przerwana to również spokojniejsze, szepczące słowa wypowiedziane prosto w oczy Geraldine.
- Nie lubię się domyślać - musiała się tego po nim spodziewać.
Po prostu był sobą. Kiedy nazwała go tym osłem, nie mógł nie skomentować tego, że zwyczajnie mogła mu o tym wcześniej powiedzieć. On jej również. Wybierali niepotrzebnie ciążące myślenie i choć to nie było teraz ważne to ewidentnie oboje byli siebie warci. Ale czy to było znów aż takie złe? Miał wrażenie, że teraz wyłącznie wszystko ułatwiało a o innego rodzaju przyszłości nie próbował myśleć.
- Jestem prostym człowiekiem - przypomniał, tym razem nie wkładając jej kosmyka włosów za ucho tylko nawijając go sobie na palec a potem delikatnie puszczając.
Kręcił się od soli w morskiej bryzie i od drobnych kropelek wody.
Tak właściwie to byłby skłonny uwolnić ją i od półupięcia na głowie, skoro nie trzymało już włosów i od tej horrendalnej sukienki, która teraz i tak była mokra. Oboje byli mokrzy i utytłani w klejącym się do ciała piachu. Nie to, żeby jakoś specjalnie mu to przeszkadzało - nawet ta podmywająca plecy woda. Nie. Miał to daleko gdzieś. Mimochodem bawił się luźnymi włosami Geraldine, co przychodziło mu tym naturalniej, że wychowywał się głównie w otoczeniu eleganckich kobiet. Nie raz i nie dwa zdarzyło mu się pomagać w upięciu jakiejś fryzury. Z tym, że pierwszy raz stopniowo ją rozwalał, układając po swojemu w czułym geście.
- Żeby tak od razu. Nie ja jeden, przyjaciółko - skomentował chcąc zrewanżować się za tego osła, choć wcale go to nie ruszyło, ale momentalnie skrzywił się na to, co opuściło jego usta.
To słowo stanowiło bardzo niemiły dodatek do czegoś, co w gruncie rzeczy już dawno powinno zostać wypowiedziane, bo przynosiło wyłącznie niepotrzebne napięcia. Teraz to widział. W tym momencie chyba nie był takim znowu ślepym osłem. Czyż nie? Trochę bawiło go nawet to, jak prosto było tak po prostu wyciągnąć rękę po upragnioną zmianę i ile kosztowały te wszystkie tygodnie milczenia. Nie chciał patrzeć na to w kontekście straty i minionych dni, które chyba były już za nimi. Jasne, teraz czuł się lekko, dając napięciu opuścić jego ciało i napawając się tą chwilą, Nią. Mieli jeszcze całkiem dużo do powiedzenia, ale nie chciał burzyć tej idylli.
- Musimy czymś to zastąpić. Nienawidzę tego słowa - stwierdził jeszcze, choć nie oczekiwał teraz żadnej konkretnej odpowiedzi.
Nie sądził również, że cokolwiek sugeruje. Wydawało mu się to całkiem jasne. Szczególnie w kontraście do niedawnych przemilczeń. Chciał ją, ale tak daleko od tej sztucznej relacji jak to tylko było możliwe. To, że byli swoim częstym, coraz częstszym towarzystwem i tego też nie chciał zmieniać wraz z rezygnacją z kajdanów przyjaźni też chyba było zrozumiałe. Odnosił wrażenie, że również tak jak to, co powiedział jeszcze chwilę temu i co dokładnie w tamtej chwili zostało odrzucone. Należało spróbować ponownie?
- Ten pomysł brzmi lepiej? - Spytał, owijając na palec kolejny kosmyk. Mógł jej w ten sposób na nowo ułożyć całą fryzurę, bo przecież mieli czas.
Nie przejmował się tym, że teoretycznie powinni być obecni na przyjęciu i że ich plaża, choć odosobniona i oddzielona tyłami namiotów, nie była tak właściwie ich plażą. W każdej chwili ktoś mógł tu wpaść. Chociażby po to, by zapalić tak jak on wcześniej albo uciec od męczącego tłumu - również jak Ambroise. Mogli wywołać całkiem sporo plotek albo nawet jakiś mały skandal towarzyski. Szczególnie, że ani myślał wypuścić ją z ramion. Było mu tak wygodniej niż kiedykolwiek tego dnia. Znacznie słodziej niż wcześniej, bez goryczy, która gdzieś się rozpłynęła.
- Będzie święcie przekonana, że sukienka zadziałała - stwierdził nagle, bo może jeszcze tego nie ustalili, ale sam bezczelnie przyjął wcielanie tego wszystkiego w życie.
Nie chciał ryzykować tym, że dalej ją będą swatać. Nie było mu w smak trzymać ją w tajemnicy jak sekret, kiedy znacznie lepiej było naturalnie upublicznić to, że postanowił zająć sobą jej wszystkie myśli. Nie była mu przecież dłużna, bo już zajmowała te jego. Sam nie do końca wiedział, kiedy dokładnie wygodnie zamieszkała w jego głowie, ale najpewniej było to jeszcze przed kapciami w smoki. Już przed nimi zaczęła się tam wprowadzać a on mimowolnie jej na to pozwolił. To nie było coś nienaturalnego. Już nie. Wypowiedziane zyskało inny wymiar wydźwięku.
- No. Może trochę - wrócił myślami do tej sukienki, teraz już raczej nadającej się do kosza, choć teoretycznie magia była ją jeszcze w stanie naprawić.
Ambroise nie mówił jednak, że niespecjalnie podobała mu się ta kreacja, bo chciał urazić czy sprowokować Geraldine. Jasne, było na czym zawiesić oko czy przesunąć wierzchem dłoni po gładkim, mokrym materiale, unosząc kąciki ust i kołysząc głową w przód i w tył z tym konkretnym, całkiem pożądliwym uśmieszkiem. Jednakże to do niej po prostu nie pasowało. Wyglądała świetnie. Jak milion galeonów, ale jedną sprawą było to, że wolał ją w tym prawdziwym, jej wydaniu a drugą, że teraz mógłby czuć się zobligowany do zastraszenia każdego, kto niewłaściwie na nią spojrzał. Zaskakujące jak szybko zrobił się otwarcie terytorialny, choć tak naprawdę już wcześniej chciał myśleć, że jest jego.
- Spadamy stąd? - trzecia wilgotna sprężynka zsunęła mu się z palca, kiedy znowu sięgnął po jej usta.
Chyba mogli stąd spadać w takim wypadku? Nie przeszkadzało mu bycie publicznym, ale chciał nacieszyć się ich nowoodkrytą rzeczywistością w bardziej prywatnych warunkach. Oczywiście, wyjątkowo bez zdrożności. Obiecał się nie narzucać, czyż nie? Zbytnio się nie narzucać. Tak właściwie i to mógłby zmienić.
...niepotrzebne. Choć tak naprawdę nie dało się powiedzieć, kiedy tak właściwie je sobie postawili, bo przecież już wcześniej mieli tych kilka chwil, podczas których mogło być całkiem jasne, że bycie przyjaciółmi nie miało wystarczyć. Już raz ją całował, choć tamto było wyłącznie pokazowym pocałunkiem (a może wcale nie?), ale dopiero to teraz było tak słodkie. Już nie słodko gorzkie. Słodkie. Po prostu słodkie - wargi Geraldine takie były. Smakowały słodyczą i morską solą. Rozkoszował się tym i tym, upojony odwzajemnianiem coraz głębszych, mniej pohamowanych wyrazów wzajemnego pożądania i zapachem jej włosów.
Dym, leciutka nuta bryzy, wetyweria, nutą ognistej, piżmo? Coś jeszcze? Nie był ekspertem od określania takich rzeczy. Jasne, był mniej więcej w stanie wyczuć eliksir po zapachu i nawet podać jego zbliżony skład, ale w tym wypadku nawet nie próbował zgadywać. Najważniejsze, że po prostu trzymał ją w ramionach, w pewnym momencie naturalnie przenosząc ręce na talię Yaxleyówny i mocniej przyciągając ją do siebie.
Ta chwila mogła tak po prostu trwać. Już się w niej zatracił. Nie potrzebował wiele, żeby zapomnieć o tym, gdzie się znajdują. Wiedział tylko kim byli... ...i kim nie byli. Wystarczyło tak mało, by stwierdzić tak dużo. Łapiąc ciężki, urywany oddech przysunął twarz do jej twarzy, stukając ją nosem i unosząc kącik ust. Nie musieli rozmawiać, a kiedy się odezwał jego głos brzmiał inaczej - bardziej chrapliwie, zadowolenie i miękko.
- Co nieco mogę się domyślić - zaprzeczył z uniesieniem brwi, posyłając Geraldine krzywy uśmiech i ścierając palcami piasek z jej policzka dostrzegany w peryferiach wzroku.
Nie robił nic, żeby odsunąć twarz od jej twarzy, czoło od czoła, nos od nosa, łomoczące serce od serca. Nie wiedział czy to jego własne bije tak szybko czy może oboje są tak bardzo poruszeni tą nową sytuacją. Wybierał to drugie, a skoro cisza została już przerwana to również spokojniejsze, szepczące słowa wypowiedziane prosto w oczy Geraldine.
- Nie lubię się domyślać - musiała się tego po nim spodziewać.
Po prostu był sobą. Kiedy nazwała go tym osłem, nie mógł nie skomentować tego, że zwyczajnie mogła mu o tym wcześniej powiedzieć. On jej również. Wybierali niepotrzebnie ciążące myślenie i choć to nie było teraz ważne to ewidentnie oboje byli siebie warci. Ale czy to było znów aż takie złe? Miał wrażenie, że teraz wyłącznie wszystko ułatwiało a o innego rodzaju przyszłości nie próbował myśleć.
- Jestem prostym człowiekiem - przypomniał, tym razem nie wkładając jej kosmyka włosów za ucho tylko nawijając go sobie na palec a potem delikatnie puszczając.
Kręcił się od soli w morskiej bryzie i od drobnych kropelek wody.
Tak właściwie to byłby skłonny uwolnić ją i od półupięcia na głowie, skoro nie trzymało już włosów i od tej horrendalnej sukienki, która teraz i tak była mokra. Oboje byli mokrzy i utytłani w klejącym się do ciała piachu. Nie to, żeby jakoś specjalnie mu to przeszkadzało - nawet ta podmywająca plecy woda. Nie. Miał to daleko gdzieś. Mimochodem bawił się luźnymi włosami Geraldine, co przychodziło mu tym naturalniej, że wychowywał się głównie w otoczeniu eleganckich kobiet. Nie raz i nie dwa zdarzyło mu się pomagać w upięciu jakiejś fryzury. Z tym, że pierwszy raz stopniowo ją rozwalał, układając po swojemu w czułym geście.
- Żeby tak od razu. Nie ja jeden, przyjaciółko - skomentował chcąc zrewanżować się za tego osła, choć wcale go to nie ruszyło, ale momentalnie skrzywił się na to, co opuściło jego usta.
To słowo stanowiło bardzo niemiły dodatek do czegoś, co w gruncie rzeczy już dawno powinno zostać wypowiedziane, bo przynosiło wyłącznie niepotrzebne napięcia. Teraz to widział. W tym momencie chyba nie był takim znowu ślepym osłem. Czyż nie? Trochę bawiło go nawet to, jak prosto było tak po prostu wyciągnąć rękę po upragnioną zmianę i ile kosztowały te wszystkie tygodnie milczenia. Nie chciał patrzeć na to w kontekście straty i minionych dni, które chyba były już za nimi. Jasne, teraz czuł się lekko, dając napięciu opuścić jego ciało i napawając się tą chwilą, Nią. Mieli jeszcze całkiem dużo do powiedzenia, ale nie chciał burzyć tej idylli.
- Musimy czymś to zastąpić. Nienawidzę tego słowa - stwierdził jeszcze, choć nie oczekiwał teraz żadnej konkretnej odpowiedzi.
Nie sądził również, że cokolwiek sugeruje. Wydawało mu się to całkiem jasne. Szczególnie w kontraście do niedawnych przemilczeń. Chciał ją, ale tak daleko od tej sztucznej relacji jak to tylko było możliwe. To, że byli swoim częstym, coraz częstszym towarzystwem i tego też nie chciał zmieniać wraz z rezygnacją z kajdanów przyjaźni też chyba było zrozumiałe. Odnosił wrażenie, że również tak jak to, co powiedział jeszcze chwilę temu i co dokładnie w tamtej chwili zostało odrzucone. Należało spróbować ponownie?
- Ten pomysł brzmi lepiej? - Spytał, owijając na palec kolejny kosmyk. Mógł jej w ten sposób na nowo ułożyć całą fryzurę, bo przecież mieli czas.
Nie przejmował się tym, że teoretycznie powinni być obecni na przyjęciu i że ich plaża, choć odosobniona i oddzielona tyłami namiotów, nie była tak właściwie ich plażą. W każdej chwili ktoś mógł tu wpaść. Chociażby po to, by zapalić tak jak on wcześniej albo uciec od męczącego tłumu - również jak Ambroise. Mogli wywołać całkiem sporo plotek albo nawet jakiś mały skandal towarzyski. Szczególnie, że ani myślał wypuścić ją z ramion. Było mu tak wygodniej niż kiedykolwiek tego dnia. Znacznie słodziej niż wcześniej, bez goryczy, która gdzieś się rozpłynęła.
- Będzie święcie przekonana, że sukienka zadziałała - stwierdził nagle, bo może jeszcze tego nie ustalili, ale sam bezczelnie przyjął wcielanie tego wszystkiego w życie.
Nie chciał ryzykować tym, że dalej ją będą swatać. Nie było mu w smak trzymać ją w tajemnicy jak sekret, kiedy znacznie lepiej było naturalnie upublicznić to, że postanowił zająć sobą jej wszystkie myśli. Nie była mu przecież dłużna, bo już zajmowała te jego. Sam nie do końca wiedział, kiedy dokładnie wygodnie zamieszkała w jego głowie, ale najpewniej było to jeszcze przed kapciami w smoki. Już przed nimi zaczęła się tam wprowadzać a on mimowolnie jej na to pozwolił. To nie było coś nienaturalnego. Już nie. Wypowiedziane zyskało inny wymiar wydźwięku.
- No. Może trochę - wrócił myślami do tej sukienki, teraz już raczej nadającej się do kosza, choć teoretycznie magia była ją jeszcze w stanie naprawić.
Ambroise nie mówił jednak, że niespecjalnie podobała mu się ta kreacja, bo chciał urazić czy sprowokować Geraldine. Jasne, było na czym zawiesić oko czy przesunąć wierzchem dłoni po gładkim, mokrym materiale, unosząc kąciki ust i kołysząc głową w przód i w tył z tym konkretnym, całkiem pożądliwym uśmieszkiem. Jednakże to do niej po prostu nie pasowało. Wyglądała świetnie. Jak milion galeonów, ale jedną sprawą było to, że wolał ją w tym prawdziwym, jej wydaniu a drugą, że teraz mógłby czuć się zobligowany do zastraszenia każdego, kto niewłaściwie na nią spojrzał. Zaskakujące jak szybko zrobił się otwarcie terytorialny, choć tak naprawdę już wcześniej chciał myśleć, że jest jego.
- Spadamy stąd? - trzecia wilgotna sprężynka zsunęła mu się z palca, kiedy znowu sięgnął po jej usta.
Chyba mogli stąd spadać w takim wypadku? Nie przeszkadzało mu bycie publicznym, ale chciał nacieszyć się ich nowoodkrytą rzeczywistością w bardziej prywatnych warunkach. Oczywiście, wyjątkowo bez zdrożności. Obiecał się nie narzucać, czyż nie? Zbytnio się nie narzucać. Tak właściwie i to mógłby zmienić.