18.01.2023, 00:12 ✶
To była sprawa ambicji. Lekkiego, acz bolesnego nadepnięcia na odcisk, który z siłą toczącej się kuli śniegowej sprowadził na uporządkowany świat Daisy lawinę nieprzewidzianych zdarzeń. Najpierw usłyszała przypadkiem (wcale nie), że w swojej pracy dziennikarskiej zbyt wiele uwagi poświęca celebrytom czarodziejskiego świata i bogaczom a kompletnie pomija sprawy, które dotykały zwykłych czarodziei. Potem dotarły do niej plotki o podejrzanych zaginięciach w Allhalows i tym, że w sprawę mogły być zamieszane istoty należące do czarodziejskiego świata. Wreszcie dostrzegła w tym swoją szansę. Bo jak bardziej miałaby udowodnić swoją dziennikarską przydatność, przenikliwy umysł, bycie blisko zwykłych, ludzkich spraw, jak angażując się we właśnie takie, dziennikarskie śledztwo?
I tak wylądowała w Allhallows. Ubrana w ciepły zielony płaszcz i różowe, pluszowe nauszniki musiała wyglądać dla miejscowych jak turystka, która przypadkiem zabłądziła do ich mieściny. Nie zdając sobie sprawy z tego, że tak naprawdę powielała kroki Reginy, właśnie je powielała. Daisy, kiedy chciała – a tym razem bardzo chciała, a poza tym nie była jakoś specjalnie uprzedzona do mugoli – potrafiła być nie tylko bardzo przekonująca, ale również miła. Słuchała uważnie wypowiadanych przez swoich rozmówców słów, patrzyła na nich wielkimi, pełnymi zrozumienia oczami i zachowywała się tak, jakby naprawdę, ale to naprawdę stali się nagle całym jej światem.
Wsłuchiwała się, odławiając z ich słów to, co wydawało jej się nieprzydatne i to, co było przydatne. Czy przeszło jej przez myśl, że w sprawę może być zaangażowana syrena? Tak. Ale wcale nie dlatego, żeby przesadnie interesowała się magicznymi stworzeniami i miała jakieś wielkie doświadczenie w ich sprawach. W grę wchodziła raczej niezastąpiona wyobraźnia Daisy a ta od razu podpowiedziała jej: o, to na pewno syrena!
W stronę molo wędrowała nie po to, by złapać (albo pokonać) syrenę, ale Pomyślała tylko, że mogłaby się po nim przespacerować a potem zrobić zdjęcie. Albo kilka zdjęć. Ładnie by potem wyglądały w artykule o zaginięciach w Allhalows. Och, a gdyby przypadkiem sfotografowała syrenę…
Mniej więcej takie myśli krążyły po głowie Daisy, gdy dostrzegła stojącą na molo sylwetkę Reginy. Nie znała jej, ale też widok kogoś na molo, nie wzbudził w niej jakichkolwiek podejrzeń. W pierwszej chwili wzięła ją nawet za jakąś rybaczkę, która obserwowała morze, sprawdzając czy to nadawało się tego dnia na wypłynięcie. Znajdowała się zresztą jeszcze dość daleko od niej, więc…
Ale wystarczyło mrugnięcie powieki by znajdująca się na molo kobieta zniknęła.
A to wzbudziło nagły niepokój w sercu Daisy. I może powinna, jak rasowa dziennikarka, ucieszyć się, że właśnie była świadkiem ataku syreny (bo ciągle, z uporem lepszej sprawy wierzyła, że w wodzie siedzi krwiożercza syrena), ale wcale się nie ucieszyła. Odwrotnie, oczy otworzyły jej się szerzej, nie zastanawiając się nad tym co robi, ruszyła biegiem w stronę molo. Za nim na nie wbiegła, schyliła się po garść kamieni (a razem z nimi złapała też trochę piasku, bo działa pod wpływem nerwów i nie bardzo miała czas na staranne zbiory).
- Wypuść ją ty cholerny potworze! – wykrzyknęła, ciskając na oślep kamieniami w wodę.
Nie wiedziała czy poskutkowało, ale po chwili dostrzegła wynurzające się z wody ciało. Daisy wymamrotała pod nosem zaklęcie bąblogłowy i rzuciła się by wyciągnąć Reginę na brzeg.
I tak wylądowała w Allhallows. Ubrana w ciepły zielony płaszcz i różowe, pluszowe nauszniki musiała wyglądać dla miejscowych jak turystka, która przypadkiem zabłądziła do ich mieściny. Nie zdając sobie sprawy z tego, że tak naprawdę powielała kroki Reginy, właśnie je powielała. Daisy, kiedy chciała – a tym razem bardzo chciała, a poza tym nie była jakoś specjalnie uprzedzona do mugoli – potrafiła być nie tylko bardzo przekonująca, ale również miła. Słuchała uważnie wypowiadanych przez swoich rozmówców słów, patrzyła na nich wielkimi, pełnymi zrozumienia oczami i zachowywała się tak, jakby naprawdę, ale to naprawdę stali się nagle całym jej światem.
Wsłuchiwała się, odławiając z ich słów to, co wydawało jej się nieprzydatne i to, co było przydatne. Czy przeszło jej przez myśl, że w sprawę może być zaangażowana syrena? Tak. Ale wcale nie dlatego, żeby przesadnie interesowała się magicznymi stworzeniami i miała jakieś wielkie doświadczenie w ich sprawach. W grę wchodziła raczej niezastąpiona wyobraźnia Daisy a ta od razu podpowiedziała jej: o, to na pewno syrena!
W stronę molo wędrowała nie po to, by złapać (albo pokonać) syrenę, ale Pomyślała tylko, że mogłaby się po nim przespacerować a potem zrobić zdjęcie. Albo kilka zdjęć. Ładnie by potem wyglądały w artykule o zaginięciach w Allhalows. Och, a gdyby przypadkiem sfotografowała syrenę…
Mniej więcej takie myśli krążyły po głowie Daisy, gdy dostrzegła stojącą na molo sylwetkę Reginy. Nie znała jej, ale też widok kogoś na molo, nie wzbudził w niej jakichkolwiek podejrzeń. W pierwszej chwili wzięła ją nawet za jakąś rybaczkę, która obserwowała morze, sprawdzając czy to nadawało się tego dnia na wypłynięcie. Znajdowała się zresztą jeszcze dość daleko od niej, więc…
Ale wystarczyło mrugnięcie powieki by znajdująca się na molo kobieta zniknęła.
A to wzbudziło nagły niepokój w sercu Daisy. I może powinna, jak rasowa dziennikarka, ucieszyć się, że właśnie była świadkiem ataku syreny (bo ciągle, z uporem lepszej sprawy wierzyła, że w wodzie siedzi krwiożercza syrena), ale wcale się nie ucieszyła. Odwrotnie, oczy otworzyły jej się szerzej, nie zastanawiając się nad tym co robi, ruszyła biegiem w stronę molo. Za nim na nie wbiegła, schyliła się po garść kamieni (a razem z nimi złapała też trochę piasku, bo działa pod wpływem nerwów i nie bardzo miała czas na staranne zbiory).
- Wypuść ją ty cholerny potworze! – wykrzyknęła, ciskając na oślep kamieniami w wodę.
Nie wiedziała czy poskutkowało, ale po chwili dostrzegła wynurzające się z wody ciało. Daisy wymamrotała pod nosem zaklęcie bąblogłowy i rzuciła się by wyciągnąć Reginę na brzeg.