02.10.2024, 06:02 ✶
Levi niekoniecznie się denerwował, ale zazwyczaj wychodził z założenia że najpierw praca, a potem przyjemności. A Scyllę zdawały się okropnie kręcić te robaki, które w gruncie rzeczy zostały już chyba przez wszystkich domowników zapomniane na tej ścianie. Chitynowe pancerzyki błyskały kolorowo, podobnie jak rozłożone starannie skrzydełka i czasy zachwytów nad nimi już dawno minęły.
Wodził za nią spojrzeniem gadzich oczu, po trochu zastanawiając się skąd ta dziwaczna fascynacja. Z założenia jeśli ktoś lubił robaki, to musiał być okropnie dziwny i wyrywający się w każdy możliwy sposób spoza schematów społeczeństwa, i to było widać po Greyback na pierwszy rzut oka, ale właściwie dlaczego. Co takie spowodowało, że te bezmózgie, obdarte z mięśni i kości istotki tak bardzo ją interesowały?
- To nie ja umieszczam je pod szkłem - odpowiedział cierpliwie, spoglądając jej w oczy, kiedy stanęła wreszcie nad nim. - Jestem bardziej fanem twierdzenia, że stworzenia najlepiej prezentują się w naturze - gdyby było inaczej, nie zajmowałby się nimi w ten konkretny sposób. Nie siedziałby na najwyższym stołku w rezerwacie, dbając o to by fauna tego miejsca żyła ze sobą w zgodzie, zachowując równowagę. By nikt z zewnątrz nie nastawał na nią i jej nie zagrażał. Leviathan mógł nie znosić ludzi, ale zwierzęta stały dla niego na innej półce. Która w pewien sposób też była przekrzywiona, bo miał swoich ulubieńców. - Ja raczej nie przysłużę się nauce. To okazy były przede wszystkim rozkładane i studiowane do prac naukowych, nawet jeśli teraz są zaledwie dekoracją.
Ale pytanie Scylli poruszyło pewną kwestię, która nieco podburzała jego wnętrze. Na dobrą sprawę mógłby pod takie szkiełko trafić. Ciążąca na nim klątwa zmieniała jego ciało i wypaczała go stopniowo coraz bardziej, nawet jeśli zachowywał wciąż ludzki kształt. Fawleyowie pewnie chętnie rozłożyliby go na stole i sprawdzili czy skóra i oczy to jedyne co było w stanie się zmienić.
- Nie martwię się tym, czy je znajdziemy. Bardziej tym czy znajdziemy je w odpowiednim miejscu - bo mimo wszystko Levi nie chciał zapuszczać się zbyt głęboko na ich teren, głównie dlatego by nie niszczyć jakichkolwiek pozorów dobrego wrażenia, które mogli stworzyć. Martwił się też, czy znajdą je w odpowiednim czasie, bo ostatnie czego chciał to powiedzieć się, że na niebie zawiśnie wtedy pełny księżyc. - To problem do rozwiązania na potem. Kiedy już ustalimy gdzie możemy je znaleźć - podciągnął do siebie złożoną mapę, która leżała do tej pory spokojnie na stole, czekając na swój moment. Rozłożył ją staranie, obracając tak żeby oboje mogli patrzyć na nią z mniej więcej odpowiedniej strony.
- Tu jesteśmy my - popukał w mapę palcem, żeby nakreślić jakiś punk orientacyjny. - A to obszar wydzielony przez ministerstwo dla centaurów w tym regionie. Jest duży i nachodzi w pewnym stopniu na Snowdonię, ale nie wiem czy to ich jasnowidzenie czy inne sztuczki, że tak cholernie trudno je znaleźć. Potrzeba chociażby przybliżonego miejsca, a potem już będzie z górki.
Wodził za nią spojrzeniem gadzich oczu, po trochu zastanawiając się skąd ta dziwaczna fascynacja. Z założenia jeśli ktoś lubił robaki, to musiał być okropnie dziwny i wyrywający się w każdy możliwy sposób spoza schematów społeczeństwa, i to było widać po Greyback na pierwszy rzut oka, ale właściwie dlaczego. Co takie spowodowało, że te bezmózgie, obdarte z mięśni i kości istotki tak bardzo ją interesowały?
- To nie ja umieszczam je pod szkłem - odpowiedział cierpliwie, spoglądając jej w oczy, kiedy stanęła wreszcie nad nim. - Jestem bardziej fanem twierdzenia, że stworzenia najlepiej prezentują się w naturze - gdyby było inaczej, nie zajmowałby się nimi w ten konkretny sposób. Nie siedziałby na najwyższym stołku w rezerwacie, dbając o to by fauna tego miejsca żyła ze sobą w zgodzie, zachowując równowagę. By nikt z zewnątrz nie nastawał na nią i jej nie zagrażał. Leviathan mógł nie znosić ludzi, ale zwierzęta stały dla niego na innej półce. Która w pewien sposób też była przekrzywiona, bo miał swoich ulubieńców. - Ja raczej nie przysłużę się nauce. To okazy były przede wszystkim rozkładane i studiowane do prac naukowych, nawet jeśli teraz są zaledwie dekoracją.
Ale pytanie Scylli poruszyło pewną kwestię, która nieco podburzała jego wnętrze. Na dobrą sprawę mógłby pod takie szkiełko trafić. Ciążąca na nim klątwa zmieniała jego ciało i wypaczała go stopniowo coraz bardziej, nawet jeśli zachowywał wciąż ludzki kształt. Fawleyowie pewnie chętnie rozłożyliby go na stole i sprawdzili czy skóra i oczy to jedyne co było w stanie się zmienić.
- Nie martwię się tym, czy je znajdziemy. Bardziej tym czy znajdziemy je w odpowiednim miejscu - bo mimo wszystko Levi nie chciał zapuszczać się zbyt głęboko na ich teren, głównie dlatego by nie niszczyć jakichkolwiek pozorów dobrego wrażenia, które mogli stworzyć. Martwił się też, czy znajdą je w odpowiednim czasie, bo ostatnie czego chciał to powiedzieć się, że na niebie zawiśnie wtedy pełny księżyc. - To problem do rozwiązania na potem. Kiedy już ustalimy gdzie możemy je znaleźć - podciągnął do siebie złożoną mapę, która leżała do tej pory spokojnie na stole, czekając na swój moment. Rozłożył ją staranie, obracając tak żeby oboje mogli patrzyć na nią z mniej więcej odpowiedniej strony.
- Tu jesteśmy my - popukał w mapę palcem, żeby nakreślić jakiś punk orientacyjny. - A to obszar wydzielony przez ministerstwo dla centaurów w tym regionie. Jest duży i nachodzi w pewnym stopniu na Snowdonię, ale nie wiem czy to ich jasnowidzenie czy inne sztuczki, że tak cholernie trudno je znaleźć. Potrzeba chociażby przybliżonego miejsca, a potem już będzie z górki.