02.10.2024, 11:38 ✶
Perseus Black nigdy nie przepadał za latem. Nie znosił materiału koszuli lepiącego się do wilgotnych pleców, nie widział w palącym słońcu swojego sprzymierzeńca i trudno znosił pełne tęsknoty wyczekiwanie na listy od przyjaciół, którzy korzystając ze sprzyjającej pogody rozjeżdżali się po świecie. Lato było więc dla niego okresem samotności, a tym samym wzmożonej melancholii. Zwłaszcza tegoroczne, ze wszystkimi tymi wydarzeniami, które spadły na niego tak gwałtownie i zdawały się swym ciężarem przygniatać go do ziemi, coraz mocniej i mocniej, aż zdawało mu się, że nie może zaczerpnąć tchu.
Elliott z pewnością znalazłby jakieś wyjście z opresji; przez ponad dwadzieścia lat ich przyjaźni jawił mu się niczym kot spadający na cztery łapy. Piękny, pełen naturalnej gracji i owiany nimbem tajemniczości, z umysłem ostrym jak brzytwa i chłodną trzeźwością arktycznego nieba w swoim spojrzeniu. Ufał mu bezgranicznie, całym sobą i wierzył, że pomoże mu rozwikłać tę trudną dla niego sytuację. Malfoy przecież zawsze wiedział, co zrobić, podczas gdy jemu wydawało się, że wszystkie drzwi zostały przed nim zamknięte. Ale Perseus nie był jeszcze gotowy na szukanie rozwiązania - potrzebował przestrzeni na swoje emocje, na przeżycie ich w spokoju (choć miejsce, które tego wieczora wybrał nigdy do spokojnych nie należało), przeczekania paniki wzbierającej pod jego skórą, ukojenia - a może nawet przytępienia - swoich zmysłów, nim będzie gotowy podjąć jakiekolwiek działania.
— Jeszcze jedną — wymamrotał, podczas gdy złota moneta potoczyła się po nakrapianym wilgocią blacie i zniknęła we wprawnej dłoni barmana. Zaraz też znalazła się przed nim niska szklanka wypełniona bursztynem, a znajdujące się w niej kostki lodu zadzwoniły o szkło. Upił łyk i skrzywił się nieznacznie; nie lubił whisky, ale smakowała lepiej niż czysta wódka i równie szybko zwalała go z nóg. Tego potrzebował - lekkiej głowy i miękkiej poduszki. Nie miał jeszcze sił, by mierzyć się ze światem. A może raczej - wcale nie chciał ich w sobie szukać, poddając się wygodnemu przekonaniu o własnej bezradności.
Niby od niechcenia omiótł wzrokiem pub. Było głośno, zdecydowanie zbyt tłoczno, aż powietrze zrobiło się nieprzyjemnie ciężkie od wymieszanych oddechów. Sądził, że przyjście do Fontanny Szczęśliwego Losu uczyni go mniej samotnym tego wieczora. Przeliczył się jednak; Perseus czuł się w tym miejscu tak samotny, jak można czuć się samotnym w tłumie ludzi. I wtedy poczuł na sobie ciężar czyjegoś spojrzenia, a dłoń zaciskająca się na lasce mimowolnie zadrżała. Usta rozchyliły się w grymasie niemego zdziwienia, gdy jego oczy natrafiły na Rudolphsa Lestrange; zaraz jednak się zreflektował i posłał mu najserdeczniejszy uśmiech, na jaki było go stać w tej sytuacji. Chciał do niego podejść, poruszył się nawet niespokojnie, jakby zamierzał wykonać krok, ale ostatecznie uznał to za zły pomysł. Jeśli młodzieniec będzie chciał z nim porozmawiać, zapewne przywoła go gestem lub sam podejdzie. Nieuprzejmie było się wtrącać, kiedy widocznie na kogoś czekał.
Elliott z pewnością znalazłby jakieś wyjście z opresji; przez ponad dwadzieścia lat ich przyjaźni jawił mu się niczym kot spadający na cztery łapy. Piękny, pełen naturalnej gracji i owiany nimbem tajemniczości, z umysłem ostrym jak brzytwa i chłodną trzeźwością arktycznego nieba w swoim spojrzeniu. Ufał mu bezgranicznie, całym sobą i wierzył, że pomoże mu rozwikłać tę trudną dla niego sytuację. Malfoy przecież zawsze wiedział, co zrobić, podczas gdy jemu wydawało się, że wszystkie drzwi zostały przed nim zamknięte. Ale Perseus nie był jeszcze gotowy na szukanie rozwiązania - potrzebował przestrzeni na swoje emocje, na przeżycie ich w spokoju (choć miejsce, które tego wieczora wybrał nigdy do spokojnych nie należało), przeczekania paniki wzbierającej pod jego skórą, ukojenia - a może nawet przytępienia - swoich zmysłów, nim będzie gotowy podjąć jakiekolwiek działania.
— Jeszcze jedną — wymamrotał, podczas gdy złota moneta potoczyła się po nakrapianym wilgocią blacie i zniknęła we wprawnej dłoni barmana. Zaraz też znalazła się przed nim niska szklanka wypełniona bursztynem, a znajdujące się w niej kostki lodu zadzwoniły o szkło. Upił łyk i skrzywił się nieznacznie; nie lubił whisky, ale smakowała lepiej niż czysta wódka i równie szybko zwalała go z nóg. Tego potrzebował - lekkiej głowy i miękkiej poduszki. Nie miał jeszcze sił, by mierzyć się ze światem. A może raczej - wcale nie chciał ich w sobie szukać, poddając się wygodnemu przekonaniu o własnej bezradności.
Niby od niechcenia omiótł wzrokiem pub. Było głośno, zdecydowanie zbyt tłoczno, aż powietrze zrobiło się nieprzyjemnie ciężkie od wymieszanych oddechów. Sądził, że przyjście do Fontanny Szczęśliwego Losu uczyni go mniej samotnym tego wieczora. Przeliczył się jednak; Perseus czuł się w tym miejscu tak samotny, jak można czuć się samotnym w tłumie ludzi. I wtedy poczuł na sobie ciężar czyjegoś spojrzenia, a dłoń zaciskająca się na lasce mimowolnie zadrżała. Usta rozchyliły się w grymasie niemego zdziwienia, gdy jego oczy natrafiły na Rudolphsa Lestrange; zaraz jednak się zreflektował i posłał mu najserdeczniejszy uśmiech, na jaki było go stać w tej sytuacji. Chciał do niego podejść, poruszył się nawet niespokojnie, jakby zamierzał wykonać krok, ale ostatecznie uznał to za zły pomysł. Jeśli młodzieniec będzie chciał z nim porozmawiać, zapewne przywoła go gestem lub sam podejdzie. Nieuprzejmie było się wtrącać, kiedy widocznie na kogoś czekał.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory