02.10.2024, 18:35 ✶
Oschłość Cassandry nie robiła na nim żadnego wrażenia. Poczuł jednak coś w rodzaju ulgi, gdy jej ton głosu się zmienił, bo najpewniej zrozumiała, że nie przyszli tu na plotki i rozmowę o tym, czy wędrowali po otwartej części mauzoleum raz czy drugi. Truchła, które mijali po drodze, niezbyt mu się podobały. Uważał, że pasowały do tego miejsca, lecz jednocześnie sprawiały, że mauzoleum i cała ta wycieczka nabierała zupełnie innego, dość... martwego sensu. Podejrzewał, ale tylko podejrzewał, że wysłano ich tu by zbadać te sekrety, które kryły się głęboko pod ziemią. Louvain miał nosa, że postanowił zwerbować akurat tę kobietę, chociaż osobiście czuł pewien niedosyt. Nie lubił wchodzić do paszczy lwa nie wiedząc, co dokładnie mają robić i czego dokładnie mają szukać. Podejrzewał że skoro oni nie wiedzą, to Cassandra również tego nie wiedziała. Musieli więc w całej tej swojej tajemniczej, milczącej otoczce sprawiać wrażenie kogoś, kto zdaje sobie sprawę po co tu przyszedł i z czym ma wyjść: obojętnie czy to będzie jakaś relikwia, czy po prostu wiedza.
Gdy stanęli przed posągiem, przyjrzał mu się. Nadstawił też ucha*, by wyłapać szept Fawley, który być może odbił się echem od kamiennych, mrocznych ścian. Kto wie, być może wypowiadane zaklęcie okaże się im kiedyś przydatne? Poprawił uścisk dłoni na różdżce, a gdy kobieta wyciągnęła w ich stronę pochodnię, wziął ją ostrożnie w lewą rękę. Nie krył się już z tym, że w jego prawej dłoni spoczywała różdżka. Trzymał ją tak, by nie machać nią przed oczami kobiety. Co prawda jego różdżka należała do niezbyt ozdobnych i rzucających się w oczy, ale strzeżonego Czarny Pan strzeże, czy jakoś tak to leciało.
- Ty pierwsza - powiedział spokojnie, obracając się bokiem w stronę Nicholasa. Jednocześnie i mu skinął głową, by szedł jako drugi. On będzie zamykał ten dziwny pochód, oświetlając Traversowi drogę tą dziwną pochodnią i ewentualnie pilnując, by nic ani nikt nie miotnął w niego czarem, gdy będą schodzić w dół.
* Rzut na percepcję by dosłyszeć to, co szepcze Cassandra
Gdy stanęli przed posągiem, przyjrzał mu się. Nadstawił też ucha*, by wyłapać szept Fawley, który być może odbił się echem od kamiennych, mrocznych ścian. Kto wie, być może wypowiadane zaklęcie okaże się im kiedyś przydatne? Poprawił uścisk dłoni na różdżce, a gdy kobieta wyciągnęła w ich stronę pochodnię, wziął ją ostrożnie w lewą rękę. Nie krył się już z tym, że w jego prawej dłoni spoczywała różdżka. Trzymał ją tak, by nie machać nią przed oczami kobiety. Co prawda jego różdżka należała do niezbyt ozdobnych i rzucających się w oczy, ale strzeżonego Czarny Pan strzeże, czy jakoś tak to leciało.
- Ty pierwsza - powiedział spokojnie, obracając się bokiem w stronę Nicholasa. Jednocześnie i mu skinął głową, by szedł jako drugi. On będzie zamykał ten dziwny pochód, oświetlając Traversowi drogę tą dziwną pochodnią i ewentualnie pilnując, by nic ani nikt nie miotnął w niego czarem, gdy będą schodzić w dół.
* Rzut na percepcję by dosłyszeć to, co szepcze Cassandra
Rzut O 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!