02.10.2024, 18:46 ✶
Dwadzieścia minut. Tyle czekał, zanim ich spojrzenia się skrzyżowały. Dobrze zinterpretował sylwetkę, omiecioną barowym oświetleniem. Ciężko było w zasadzie nie przypasować jej do właściwej osoby - nie znał zbyt wielu osób, które poruszały się przy pomocy laski. Chociaż mała poprawka: nie znał zbyt wielu osób w tym wieku, które poruszały się przy pomocy laski. Tak, to było zdecydowanie dokładniejsze określenie. Gdy zauważył uśmiech, nie tak promienny jak można by się spodziewać po świeżo upieczonym mężu, ostrożnie skinął głową na powitanie. Jeszcze czekał, jeszcze nie podchodził, chociaż zauważył że Black poruszył się niespokojnie. On sam jednak odwrócił wzrok i utkwił go w drzwiach.
Po kolejnych pięciu minutach, które urozmaicał sobie bębniąc palcami o blat stolika, zrezygnował. Nie przyjdzie. Nie przyjdzie tak, jak nie odpowiadała na jego listy. Westchnął ciężko i wstał ze swojego miejsca. Niemalże od razu, jako że nie miał ze sobą żadnego napoju, na krzesło które zwolnił pojawiły się dwie chętne osoby. Nawet nie czekali, aż zrobi kilka kroków, tylko po prostu usiedli, oddychając z ulgą, że nie przyjdzie im tu stać w nieskończoność. Jeżeli więc chodziło o miejscówkę, to była spalona, nie będzie mógł tu wrócić. Na ich szczęście jednak wcale nie zamierzał tam wracać. Planował wyjść, ale kolejny rzut oka na Perseusa sprawił, że zrezygnował ze swojego początkowego planu. Ruszył więc do baru, przy którym siedział Black, lawirując pomiędzy bardziej i mniej upitym towarzystwem. Dbał o to, by nikt przypadkowo się o niego nie otarł - jeszcze tego mu brakowało. I tak będzie musiał oddać ubranie do czyszczenia. Najlepiej podwójnego.
- Perseuszu - przywitał się jak zwykle bez klasycznego "dzień dobry" czy chociażby "dobry wieczór", stając przy wolnym miejscu obok mężczyzny. Nie miał bladego pojęcia o tym, jakie emocje targały w tej chwili Blackiem. Głównie dlatego, że on sam dopiero co uporał się ze swoimi, chociaż część własnych emocji wciąż była świeża i bolesna. Ale czuł dziwny spokój, od kiedy był zwolniony z przysięgi. Nie wiedział jeszcze co to w praktyce dla niego oznacza, lecz czuł się z tym zadziwiająco dobrze. - Wróciłeś z podróży poślubnej?
Niby zadał pytanie, lecz w zasadzie to stwierdził fakt, zajmując krzesło obok niego. Ruchem dłoni odmówił barmanowi, gdy ten posłał mu pytające spojrzenie, zapewne chcąc wiedzieć czy chce coś do picia. Nie chciał, na razie nie. A być może i w ogóle nie. Czy te szklanki tutaj w ogóle były czyste, czy może po prostu wielokrotnie przecierano je tą samą szmatą, którą czyszczono blat lady?
Po kolejnych pięciu minutach, które urozmaicał sobie bębniąc palcami o blat stolika, zrezygnował. Nie przyjdzie. Nie przyjdzie tak, jak nie odpowiadała na jego listy. Westchnął ciężko i wstał ze swojego miejsca. Niemalże od razu, jako że nie miał ze sobą żadnego napoju, na krzesło które zwolnił pojawiły się dwie chętne osoby. Nawet nie czekali, aż zrobi kilka kroków, tylko po prostu usiedli, oddychając z ulgą, że nie przyjdzie im tu stać w nieskończoność. Jeżeli więc chodziło o miejscówkę, to była spalona, nie będzie mógł tu wrócić. Na ich szczęście jednak wcale nie zamierzał tam wracać. Planował wyjść, ale kolejny rzut oka na Perseusa sprawił, że zrezygnował ze swojego początkowego planu. Ruszył więc do baru, przy którym siedział Black, lawirując pomiędzy bardziej i mniej upitym towarzystwem. Dbał o to, by nikt przypadkowo się o niego nie otarł - jeszcze tego mu brakowało. I tak będzie musiał oddać ubranie do czyszczenia. Najlepiej podwójnego.
- Perseuszu - przywitał się jak zwykle bez klasycznego "dzień dobry" czy chociażby "dobry wieczór", stając przy wolnym miejscu obok mężczyzny. Nie miał bladego pojęcia o tym, jakie emocje targały w tej chwili Blackiem. Głównie dlatego, że on sam dopiero co uporał się ze swoimi, chociaż część własnych emocji wciąż była świeża i bolesna. Ale czuł dziwny spokój, od kiedy był zwolniony z przysięgi. Nie wiedział jeszcze co to w praktyce dla niego oznacza, lecz czuł się z tym zadziwiająco dobrze. - Wróciłeś z podróży poślubnej?
Niby zadał pytanie, lecz w zasadzie to stwierdził fakt, zajmując krzesło obok niego. Ruchem dłoni odmówił barmanowi, gdy ten posłał mu pytające spojrzenie, zapewne chcąc wiedzieć czy chce coś do picia. Nie chciał, na razie nie. A być może i w ogóle nie. Czy te szklanki tutaj w ogóle były czyste, czy może po prostu wielokrotnie przecierano je tą samą szmatą, którą czyszczono blat lady?