Była stosunkowo świeżym narybkiem Zakonu Feniksa, jednak nie oznaczało to, że nie zamierzała się pojawić na spotkaniu, ba, wręcz przeciwnie, to chyba miało być jej pierwsze, oficjalne, większe zgromadzenie z pozostałymi Zakoniarzami. Nie mogła tego odpuścić, oczywiście. Zależało jej na tym, aby się pojawić w Księżycowym Stawie. Swoją drogą jej ostatnia wizyta w tym miejscu zakończyła się dosyć dziwnie. Piła herbatę z tymi zdecydowanie starszymi od siebie członkami organizacji i odleciała, tak jak jeszcze nigdy. Nie miała pojęcia, czego jej dosypali do herbaty i dlaczego. Nie mogła zaprzeczyć, że może było fajnie, ale na pewno nie chciała tego powtórzyć.
W rezydencji zjawiła się pod wieczór, miała do załatwienia jeszcze kilka spraw w Londynie, pojawiła się a jakże na miotle, wleciała na teren posiadłości szybko niczym strzała, zrobiła efektowny piruet tuż przed trawnikiem, po czym zaparkowała miotłę przed drzwiami wejściowymi (tak naprawdę to pizgła nią w ścianę, ale nikt tego nie widział, jakby ktoś pytał to zrobiła to kulturalnie).
Weszła do środka z uśmiechem namalowanym na twarzy. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać, jak w ogóle będzie wyglądało to spotkanie. Nie czuła się nieswojo, chociaż nie była zbyt blisko z wszystkimi członkami zakonu, jasne poznawała ich powoli, jednak te relacje były dosyć świeże, oczywiście nie licząc Brenny - z którą spędzała naprawdę dużo czasu.
Weszła do kuchni, rozejrzała się po pomieszczeniu. - NO HEJKA - Powiedziała może ze zbyt dużym entuzjazmem, chciała przywitać się z wszystkimi, bo tego przecież wymagała kultura. Dostrzegła Erika, Thomasa, Mille, tego starszego Longbottoma, i jeszcze kilka znajomych twarzy. Od razu sięgnęła po pączka i wsadziła go sobie do paszczy, był to jeden z największych profitów wynikających z należenia do tej organizacji. Na herbatę nawet nie spojrzała, miała do niej uraz po ostatnim razie.