21.10.2022, 21:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2022, 21:26 przez Theseus Fletcher.)
Szedł dziarsko, z rozciętą wargą, która z każdym kolejnym krokiem pobolewała coraz mocniej i przyprawiała chłopca o kwaśny grymas. Theseus Fletcher przyjął karę bez zbędnego narzekania. Bywały gorsze, a pomoc gajowemu w Zakazanym Lesie nie należała do tych z kategorii uciążliwych. Przynajmniej nie dla niego.
- Najwyraźniej nie na tyle Zakazany. – mruknął pod nosem, Brenna wyrwała go ze swoich myśli. Nie zauważył nawet, że gajowy oddalił się od nich już chwilę temu. – Może chcieli nas przestraszyć? – powiedział niby do koleżanki, niby do samego siebie.
- Myślisz, że mają tutaj jakąś chatkę w środku lasu? – zaśmiał się, szczerze rozbawiony tym pomysłem. Wątpił w to, że włodarze tego szkoły i terenów należących do Hogwartu, chcieliby zrobić im coś złego.
Przeszedł parę kroków do przodu, mieli między sobą może dwa, trzy metry. Przez myśl mu przeszło, że chciałby wspiąć się po drzewie i trochę posiedzieć na tej dużej, pewnie wiekowej gałęzi, która zakręcała się od pnia w kąt prosty. Zrezygnował jednak, wzdychając pod nosem. Wyglądałby jeszcze gorzej niż teraz, poszarpany i brudny po niedawnej bitce.
- Yhmm... Ścigałem się ze Ślizgonem... – przyznał. Nie była to cała prawda, przecież zaczęli się tłuc, a jeden z nich dostał nawet miotłą przez głowę. Było mu jednak głupio przyznać się do wszystkiego. Ojciec zawsze mu powtarzał, że przemoc nie jest najlepszym rozwiązaniem. Inna sprawa, że sam był zwykłym hipokrytą.
- A ciebie? – odbił szybko. Zrobił duży krok naprzód, pomiędzy wysoką trawę i nieprzyjemnie wyglądające krzaki. – Te musiały być z ogona. – uznał, bo nie musiał wysilać się tak jak panna Longbottom.
- Znasz się na grzybach? – palnął nagle.
- Najwyraźniej nie na tyle Zakazany. – mruknął pod nosem, Brenna wyrwała go ze swoich myśli. Nie zauważył nawet, że gajowy oddalił się od nich już chwilę temu. – Może chcieli nas przestraszyć? – powiedział niby do koleżanki, niby do samego siebie.
- Myślisz, że mają tutaj jakąś chatkę w środku lasu? – zaśmiał się, szczerze rozbawiony tym pomysłem. Wątpił w to, że włodarze tego szkoły i terenów należących do Hogwartu, chcieliby zrobić im coś złego.
Przeszedł parę kroków do przodu, mieli między sobą może dwa, trzy metry. Przez myśl mu przeszło, że chciałby wspiąć się po drzewie i trochę posiedzieć na tej dużej, pewnie wiekowej gałęzi, która zakręcała się od pnia w kąt prosty. Zrezygnował jednak, wzdychając pod nosem. Wyglądałby jeszcze gorzej niż teraz, poszarpany i brudny po niedawnej bitce.
- Yhmm... Ścigałem się ze Ślizgonem... – przyznał. Nie była to cała prawda, przecież zaczęli się tłuc, a jeden z nich dostał nawet miotłą przez głowę. Było mu jednak głupio przyznać się do wszystkiego. Ojciec zawsze mu powtarzał, że przemoc nie jest najlepszym rozwiązaniem. Inna sprawa, że sam był zwykłym hipokrytą.
- A ciebie? – odbił szybko. Zrobił duży krok naprzód, pomiędzy wysoką trawę i nieprzyjemnie wyglądające krzaki. – Te musiały być z ogona. – uznał, bo nie musiał wysilać się tak jak panna Longbottom.
- Znasz się na grzybach? – palnął nagle.