18.01.2023, 02:37 ✶
- Doskonale, to znaczy, że warto było tyle ćwiczyć przed lustrem.
Chociaż nie ćwiczyła. I nawet nie uważała, że ma szczególnie morderczy wzrok. Acz z pewnością patrzenie z dezaprobatą wychodziło jej całkiem nieźle, może na skutek praktyki, wprawdzie nie przed odbiciem, a młodszym kuzynostwem oraz rodzeństwem.
- Wiedziałam, że wpadniesz na jakiś plan - odparła na jego słowa. Sama nie czuła się ani trochę niekomfortowo, ale było to pewnie związane z tym, że dla niej leczenie było rutyną. A na wydziale miała naprawdę różne przypadki. Często tak dziwne, ze prawie nie do uwierzenia. Zdarzało się też, wprawdzie rzadko, ale jednak, że pod jej opiekę trafiali jacyś znajomi. Złamanie Patricka nie było więc dla niej czymś nadzwyczajnym.
- Hm... - mruknęła. Żeby zyskać na czasie. Nie dlatego, że potrzebowała się zastanowić czy przypomnieć. Bo nie potrzebowała: każdy szczegół snu utkwił w jej pamięci. Spojrzała na niego, gdy szukał spojrzenia i uśmiechnęła się, trochę blado.
Nie wiedziała, że dopytywał dla Zakonu. Ale owszem, szeptała mu teraz informacje cichym głosem, bo pomyślała, że może - a nuż - coś stanie się z siecią Fiuu albo podczas jakiegoś sabatu? I on jako auror powinien o tym wiedzieć?
Chociaż sama, tak naprawdę, wcale nie pragnęła takich snów.
- Właściwie to chyba nie. Wzięłam garść popiołu. Ale zamiast ognia i podróży zakrztusiłam się dymem. Pomyślałam, że sieć Fiuu nie działa: nie mogłam się nigdzie teleportować. Wszystko było tak realne, jakbym wcale nie spała. A... może jedno. Z jakichś powodów bardzo chciałam spojrzeć w tym śnie na kalendarz. Nie zdążyłam, bo się obudziłam - wyrecytowała Florence, po czym wstała. Cała procedura była już zakończona. – Wszystko gotowe. Jeżeli nie boli cię przy chodzeniu, możesz już wracać na sabat. Jeżeli noga by sztywniała albo cokolwiek się działo, zgłoś się koniecznie do uzdrowiciela – powiedziała. Chciałaby dać mu więcej szczegółów, ale ich nie miała. I nie domyślała się, co mogła oznaczać ta wizja. Była nazbyt niejasna. Nie miała też okazji dowiedzieć się, że nie ona jedna doznała niepokojącego snu.
Potem Florence zamierzała sprawdzić, czy Seraphina nie potrzebuje jeszcze jakiejś pomocy. Spędziła w namiocie jakiś czas, upewniając się, czy ktoś po wycieczce do lasu nie będzie chciał skorzystać z pomocy i uzdrowiciela, by później zwinąć swoje mini stanowisko. Chciała w końcu jeszcze zerknąć na stragany oraz później odnieść koszyk miejscowym kapłankom. (I, choć tego pozostawała nieświadoma: odebrać nagrodę za zebranie dużej ilości czekoladowych jajek. Wypatrywanie uchybień stażystów najwyraźniej ułatwiało także znajdowanie słodkości ukrytych w głębokim lesie…)
Chociaż nie ćwiczyła. I nawet nie uważała, że ma szczególnie morderczy wzrok. Acz z pewnością patrzenie z dezaprobatą wychodziło jej całkiem nieźle, może na skutek praktyki, wprawdzie nie przed odbiciem, a młodszym kuzynostwem oraz rodzeństwem.
- Wiedziałam, że wpadniesz na jakiś plan - odparła na jego słowa. Sama nie czuła się ani trochę niekomfortowo, ale było to pewnie związane z tym, że dla niej leczenie było rutyną. A na wydziale miała naprawdę różne przypadki. Często tak dziwne, ze prawie nie do uwierzenia. Zdarzało się też, wprawdzie rzadko, ale jednak, że pod jej opiekę trafiali jacyś znajomi. Złamanie Patricka nie było więc dla niej czymś nadzwyczajnym.
- Hm... - mruknęła. Żeby zyskać na czasie. Nie dlatego, że potrzebowała się zastanowić czy przypomnieć. Bo nie potrzebowała: każdy szczegół snu utkwił w jej pamięci. Spojrzała na niego, gdy szukał spojrzenia i uśmiechnęła się, trochę blado.
Nie wiedziała, że dopytywał dla Zakonu. Ale owszem, szeptała mu teraz informacje cichym głosem, bo pomyślała, że może - a nuż - coś stanie się z siecią Fiuu albo podczas jakiegoś sabatu? I on jako auror powinien o tym wiedzieć?
Chociaż sama, tak naprawdę, wcale nie pragnęła takich snów.
- Właściwie to chyba nie. Wzięłam garść popiołu. Ale zamiast ognia i podróży zakrztusiłam się dymem. Pomyślałam, że sieć Fiuu nie działa: nie mogłam się nigdzie teleportować. Wszystko było tak realne, jakbym wcale nie spała. A... może jedno. Z jakichś powodów bardzo chciałam spojrzeć w tym śnie na kalendarz. Nie zdążyłam, bo się obudziłam - wyrecytowała Florence, po czym wstała. Cała procedura była już zakończona. – Wszystko gotowe. Jeżeli nie boli cię przy chodzeniu, możesz już wracać na sabat. Jeżeli noga by sztywniała albo cokolwiek się działo, zgłoś się koniecznie do uzdrowiciela – powiedziała. Chciałaby dać mu więcej szczegółów, ale ich nie miała. I nie domyślała się, co mogła oznaczać ta wizja. Była nazbyt niejasna. Nie miała też okazji dowiedzieć się, że nie ona jedna doznała niepokojącego snu.
Potem Florence zamierzała sprawdzić, czy Seraphina nie potrzebuje jeszcze jakiejś pomocy. Spędziła w namiocie jakiś czas, upewniając się, czy ktoś po wycieczce do lasu nie będzie chciał skorzystać z pomocy i uzdrowiciela, by później zwinąć swoje mini stanowisko. Chciała w końcu jeszcze zerknąć na stragany oraz później odnieść koszyk miejscowym kapłankom. (I, choć tego pozostawała nieświadoma: odebrać nagrodę za zebranie dużej ilości czekoladowych jajek. Wypatrywanie uchybień stażystów najwyraźniej ułatwiało także znajdowanie słodkości ukrytych w głębokim lesie…)