03.10.2024, 15:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2024, 15:55 przez Isaac Bagshot.)
Baldwin
Isaac siedział wpatrzony w scenę, w napięciu nasłuchując każdego słowa, które wyrzucał z siebie Baldwin. Miał wrażenie, że nie tylko obserwuje przedstawienie, ale jest świadkiem czegoś znacznie większego - jakby duch historii przemawiał przez artystę. „Ozymandias” rozbrzmiewał w jego myślach jak echo przeszłych cywilizacji, które upadły pod ciężarem własnej pychy. Było w tym coś poruszającego. Coś, co wyrywało go z codzienności i przeniosło w inne czasy.
Gdy cisza rozciągnęła się po zakończeniu recytacji, poczuł dreszcz na karku. To była TA cisza - głęboka, bolesna, zmuszająca do refleksji. Jego serce przyspieszyło, a jednocześnie czuł, jakby czas stanął w miejscu. Uśmiechnął się lekko i dołączył do bijących brawo.
-Historia zawsze wraca, aby nas uczyć i ostrzegać.- Szepnął do Enzo.
Rita
Isaac był zaskoczony, gdy zobaczył Ritę w takiej odsłonie. Znał ją jako powściągliwą, zawsze profesjonalną i opanowaną. Tymczasem na scenie przy fortepianie, była zupełnie inna. Jej palce z gracją sunęły po klawiszach, jakby każdy dźwięk był naturalnym przedłużeniem jej samej. Nie było w tym ani krzty napięcia. Dziewczyna całkowicie oddała się swojej pasji, jakby świat wokół przestał istnieć.
Gdy zbliżała się do końca utworu, nie mógł się nie uśmiechnąć.
-To była prawdziwa ona… artystka w prawdziwym tego słowa znaczeniu.- Podzielił się przemyśleniami z Enzo.
Lorraine
Isaac nie mógł oderwać wzroku od Lorraine, gdy ta zasiadła przy fortepianie. Jej długie, srebrzyste włosy delikatnie spływały na ramiona, a cała postać zdawała się niemal eteryczna. Jak wiła… pomyślał. Miał jednak wrażenie, że jej piękno nie ograniczało się tylko do fizycznej powłoki. Promieniowało z niej jak blask księżyca.
Dzięki swojej wyostrzonej inteligencji emocjonalnej, rozpoznał w melodii którą grała coś głębszego, bardzo osobistego. Może to była miłość niespełniona, może miłość utracona - ale na pewno była to miłość, ukryta pod powłoką chłodnej elegancji. Kiedy utwór dobiegł końca, odczuł pewną pustkę, jakby dźwięki, które jeszcze chwilę temu wypełniały przestrzeń, nagle zniknęły, zabierając ze sobą historię, której autorka nie miała odwagi wypowiedzieć na głos.
-Piękna, prawda?- Dla niego każdy człowiek na swój sposób był piękny, ale dzisiaj Lorraine wyjątkowo go zachwyciła.
Oleander
Uczta dla uszu, ale również i dla oczu. Oleander wcale nie musiał mówić, o czym będzie jego utwór. Isaac już po pierwszych nutach zrozumiał, że ten utwór jest walką - pełną napięcia i kontrastów. Od pierwszego dźwięku wyczuł starcie emocji, a każda kolejna nuta potwierdzała jego przypuszczenia. Ale czy miłość i namiętność naprawdę się wykluczały? Dla niego te dwa uczucia mogły współistnieć, a nawet tworzyć idealny duet, dopełniając się nawzajem. Miłość potrzebowała namiętności, aby płonąć żywym ogniem, a namiętność zyskiwała głębię, gdy była podsycana przez miłość. Jednak każda interpretacja była unikalna, bo każdy widział świat inaczej. I to właśnie było niesamowite. O każdym człowieku który stąpał po tej ziemi, mógłby napisać książkę.
Isaac słuchał przemowy z uwagą, a kiedy dobiegła końca, poczuł zadowolenie. Zgadzał się ze słowami gospodyni i cieszył się, że poruszyła tak ważny temat. Doskonale oddała to, co sam od dawna myślał. Podziały oparte na czystości krwi są bezsensowne
Był jedną z pierwszych osób, które zaczęły klaskać kiedy wyróżniono Enzo.
-Piekna, to prawda. I dobra robota, chce coś podobnego we własnym ogrodzie.- Powiedział ze śmiechem i rozejrzał się po gościach. Chciał się przypatrzeć, kto był najmniej zadowolony z faktu pochodzenia Remingtona.
Percepcja III:
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!