03.10.2024, 19:11 ✶
Uśmiechnął się pod nosem. Jasne, że była tego ciekawa.
- To zależy. Jak długo masz zamiar mnie wodzić? Do wieczora? - Spytał z uniesionym kącikiem ust, bardzo powoli muskając palcami jej ciepłą skórę.
Już trochę rozgrzaną słońcem a może tylko tak mu się wydawało. Ciepłe promienie przyjemnie otulały skórę, ale było jeszcze zbyt wcześnie, żeby mogli opalać się na piasku. Jednocześnie to była idealna pora, bo latem mogło być tu stanowczo zbyt wielu ludzi. W tym momencie widok krył w sobie tę urzekającą dzikość, szczególnie że przez poprzednie miesiące nie mogło być tu wiele osób. Roślinność wskazywała na to, że wybrali niemalże idealnie - dziewicze piaski i wysokie trawy, do tego szum morza, przyjemna bryza i wyłącznie ich wzajemne towarzystwo.
- Mam nadzieję, że nie do wieczora - zaznaczył po chwili, nie ukrywał wyraźnej nuty zaniepokojenia tą możliwością, która wydawała mu się wyjątkowo nieetyczna.
Przecież otwarcie przyznawała się do wodzenia go na pokuszenie a on nawet nie ukrywał, że to było dla niego bardziej niż kuszące i wcale nie zamierzał z tym walczyć. Nie musiała tego robić przez kolejne długie godziny. Wystarczyło, że naczekał się na nią przez długie miesiące. Teraz nie chciał już tracić czasu, którego mieli może bardzo dużo (nie aż nadto - nie sądził, by kiedykolwiek miał mieć jej nadto), ale i tak pragnął tylko błogo rozkoszować się każdą upływającą minutą.
Tak właściwie to nawet nie musieli się stąd ruszać, żeby to robił. Na zewnątrz było przyjemnie. Mieli przy sobie praktycznie wszystko, czego mogli potrzebować i własne towarzystwo. Przede wszystkim towarzystwo. Mimo to jeżanki nie były tym, co planował oglądać podczas kolejnych godzin. Mógł wylegiwać się na plaży, ale trochę inaczej to sobie wyobrażał a jak dotąd nawet nie pozwalała mu wejść do wody. Zimnej, bo zimnej, ale choć trochę ochładzającej pobudzone zmysły. Dzięki temu może trochę dłużej zostałby z nią na kocu trzymając ręce przy sobie. No, mniej więcej przy sobie.
- Możemy tu wrócić za jakiś czas - stwierdził niewzruszony tym, że próbowała wmanewrować go w poczucie winy w związku z jakimiś magicznymi rybami, które jak dotąd chyba miały ich w swoich magicznych dupach (czy ryby miały dupy?), więc nie zasługiwały na uwagę.
- Jutro, pojutrze? Za miesiąc, rok? Kupimy tu sobie mugolską, mugolską! - podkreślił znaczenie swojego poświęcenia i wkładu dla sprawy tych całych stworzeń - chatę, żeby dorwać te ryby, spędzimy pół życia na plaży a potem okaże się, że one tu nie występują, bo chodziło o inne Whitby - stwierdził, jakby naprawdę dopuszczał tę wizję, nie do końca wiedząc czy był nią rozbawiony, czy zażenowany.
Tak czy inaczej, mówił na serio - nawet z tym małym elementem, który tak znacząco podkreślił. Nie wyobrażał sobie bratania się z mugolami i życia pośród nich na dłuższą metę, ale mógłby się zgodzić na zakup czegoś niedużego przy jakiejś plaży w pewnej odległości od większych skupisk ludzkich, szczególnie tych mugolskich. Co prawda jako główne miejsce do życia widział raczej Dolinę, ewentualnie Londyn, ale dodatek w postaci sezonowego miejsca na błogie weekendy nie brzmiał źle. Mógłby to dopuścić, jeśli tak bardzo marzyła o tych swoich zwierzankach... ...jeżankach?... ...jeżykach?... ...no. Czymś, co nie było zwykłymi rybami tylko zasługiwało na specjalne traktowanie.
- To zależy. Jak długo masz zamiar mnie wodzić? Do wieczora? - Spytał z uniesionym kącikiem ust, bardzo powoli muskając palcami jej ciepłą skórę.
Już trochę rozgrzaną słońcem a może tylko tak mu się wydawało. Ciepłe promienie przyjemnie otulały skórę, ale było jeszcze zbyt wcześnie, żeby mogli opalać się na piasku. Jednocześnie to była idealna pora, bo latem mogło być tu stanowczo zbyt wielu ludzi. W tym momencie widok krył w sobie tę urzekającą dzikość, szczególnie że przez poprzednie miesiące nie mogło być tu wiele osób. Roślinność wskazywała na to, że wybrali niemalże idealnie - dziewicze piaski i wysokie trawy, do tego szum morza, przyjemna bryza i wyłącznie ich wzajemne towarzystwo.
- Mam nadzieję, że nie do wieczora - zaznaczył po chwili, nie ukrywał wyraźnej nuty zaniepokojenia tą możliwością, która wydawała mu się wyjątkowo nieetyczna.
Przecież otwarcie przyznawała się do wodzenia go na pokuszenie a on nawet nie ukrywał, że to było dla niego bardziej niż kuszące i wcale nie zamierzał z tym walczyć. Nie musiała tego robić przez kolejne długie godziny. Wystarczyło, że naczekał się na nią przez długie miesiące. Teraz nie chciał już tracić czasu, którego mieli może bardzo dużo (nie aż nadto - nie sądził, by kiedykolwiek miał mieć jej nadto), ale i tak pragnął tylko błogo rozkoszować się każdą upływającą minutą.
Tak właściwie to nawet nie musieli się stąd ruszać, żeby to robił. Na zewnątrz było przyjemnie. Mieli przy sobie praktycznie wszystko, czego mogli potrzebować i własne towarzystwo. Przede wszystkim towarzystwo. Mimo to jeżanki nie były tym, co planował oglądać podczas kolejnych godzin. Mógł wylegiwać się na plaży, ale trochę inaczej to sobie wyobrażał a jak dotąd nawet nie pozwalała mu wejść do wody. Zimnej, bo zimnej, ale choć trochę ochładzającej pobudzone zmysły. Dzięki temu może trochę dłużej zostałby z nią na kocu trzymając ręce przy sobie. No, mniej więcej przy sobie.
- Możemy tu wrócić za jakiś czas - stwierdził niewzruszony tym, że próbowała wmanewrować go w poczucie winy w związku z jakimiś magicznymi rybami, które jak dotąd chyba miały ich w swoich magicznych dupach (czy ryby miały dupy?), więc nie zasługiwały na uwagę.
- Jutro, pojutrze? Za miesiąc, rok? Kupimy tu sobie mugolską, mugolską! - podkreślił znaczenie swojego poświęcenia i wkładu dla sprawy tych całych stworzeń - chatę, żeby dorwać te ryby, spędzimy pół życia na plaży a potem okaże się, że one tu nie występują, bo chodziło o inne Whitby - stwierdził, jakby naprawdę dopuszczał tę wizję, nie do końca wiedząc czy był nią rozbawiony, czy zażenowany.
Tak czy inaczej, mówił na serio - nawet z tym małym elementem, który tak znacząco podkreślił. Nie wyobrażał sobie bratania się z mugolami i życia pośród nich na dłuższą metę, ale mógłby się zgodzić na zakup czegoś niedużego przy jakiejś plaży w pewnej odległości od większych skupisk ludzkich, szczególnie tych mugolskich. Co prawda jako główne miejsce do życia widział raczej Dolinę, ewentualnie Londyn, ale dodatek w postaci sezonowego miejsca na błogie weekendy nie brzmiał źle. Mógłby to dopuścić, jeśli tak bardzo marzyła o tych swoich zwierzankach... ...jeżankach?... ...jeżykach?... ...no. Czymś, co nie było zwykłymi rybami tylko zasługiwało na specjalne traktowanie.