18.01.2023, 02:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 03:02 przez Elliott Malfoy.)
Mylił się - była prawdziwa. Bardzo szybko uświadomił mu to chłód, jaki czuł od jej prześwitującego światłem księżyca ciała. Włoski zjeżyły mu się na karku, bo choć nie była pierwszą zjawą, którą w życiu widział, tak nie był przyzwyczajony do konwersacji ze zmarłymi, zwłaszcza jeżeli ci mogli być zagrożeniem dla jego przyszłego życia. Duch nie mógł go opętać, nie było to Beltane, nikt nie odprawił tez obrządków, aby mogło się to stać poza świętem, więc Elliott po prostu patrzył jak dłonie martwej żony zatapiają się w jego ciele. Dreszcze, jakie przy tym czuł były conajmniej nieprzyjemne, ale chłód zawsze był dla niego drugą naturą, zziębnięty, przesiąknięty podręcznikową sztywnością odmawiał porywania się emocjom.
Chciał położyć dłoń na jej policzku, a na twarzy wykwitł mu najbardziej fałszywy wyraz współczucia, jaki tylko można było zobaczyć. Nawet nie starał się, aby być wiarygodnym. Dłoń nie zatrzymała się na twarzy zjawy, przeszła przez jej głowę, więc Malfoy wodził nią w jedną i drugą stronę jakby sprawdzający czy Simone na pewno nie może się zmaterializować. Kolejne, chłodne impulsy przyzwyczaiły go do zimna, jakie opanowało cały pokój. Automatycznie spojrzał w kierunku drzwi, te były uchylone - pomyślał o Nicholasie i czy mógłby się obudzić z powodu wiejącego chłodu. Czy matka jego też postanowiła odwiedzić?
- Zaskakująco satysfakcjonująco - skłamał gładko, a na jego twarz wkradł się pobłażliwy uśmiech, zupełnie jakby musiał tłumaczyć małej dziewczynce jak działają zasady świata, w którym funkcjonują - Aż się zastanawiam dlaczego zrobiłem to tak późno, jakbym wszystkich traktował w ten sposób moje sumienie pogrzebałbym dawno temu, a nie z twoim martwym ciałem. - oczywiście, że czuł się winny, okropnie. Łzy, wbrew temu, na co sobie pozwalał w towarzystwie innych, popłynęły z jego oczu, gdy siedział w gabinecie Perseusa i nie były one fałszywe, nie tak, jak słowa, którymi teraz karmił niedawno zmarłą żonę.
- Nie uważam jednak, że to coś, do czego się ludzi powinno zmuszać. Nicholas powinien mieć normalne życie, nie polegające na ambicji, sukcesie i wyścigu po to, kto jest największym psychopatą w rodzinie - stwierdził, a rysy jego twarzy poniekąd zelżały. Mimo wszystko, zanim żona wbiła mu nóż prosto w plecy nie akceptując tego, jakim człowiekiem był, wczesniej ją kochał, snuł plany w jaki sposób wychowają przyszłe dziecko.
- Gdybyś tylko nie była tak zapatrzona w idiotyczne przekonania i ideały, które sprzedało ci podobne wychowanie do tego, jakie ja odebrałem, prawdopodobnie moglibyśmy w spokoju wychować go na najszczęśliwszego człowieka w tej rodzinie. - wyrzucił jej w twarz to, że nie zaakceptowała tego, w jaki sposób kochał, mimo że przyrzekł jej, że ona była jedyną osobą w jego życiu. Nie wiedział na ile rozmowa z duchem miała sens, co jeżeli był przepełniony taką ilością złości i negatywnymi emocjami, że nic, z tego, co mówił miało do niej nie dotrzeć?
Odmawiał brania winy za to, co sie stało jedynie na swoje barki, ślepo wierzył w to, że Simone sama sobie była winna takiemu losowi.
Chciał położyć dłoń na jej policzku, a na twarzy wykwitł mu najbardziej fałszywy wyraz współczucia, jaki tylko można było zobaczyć. Nawet nie starał się, aby być wiarygodnym. Dłoń nie zatrzymała się na twarzy zjawy, przeszła przez jej głowę, więc Malfoy wodził nią w jedną i drugą stronę jakby sprawdzający czy Simone na pewno nie może się zmaterializować. Kolejne, chłodne impulsy przyzwyczaiły go do zimna, jakie opanowało cały pokój. Automatycznie spojrzał w kierunku drzwi, te były uchylone - pomyślał o Nicholasie i czy mógłby się obudzić z powodu wiejącego chłodu. Czy matka jego też postanowiła odwiedzić?
- Zaskakująco satysfakcjonująco - skłamał gładko, a na jego twarz wkradł się pobłażliwy uśmiech, zupełnie jakby musiał tłumaczyć małej dziewczynce jak działają zasady świata, w którym funkcjonują - Aż się zastanawiam dlaczego zrobiłem to tak późno, jakbym wszystkich traktował w ten sposób moje sumienie pogrzebałbym dawno temu, a nie z twoim martwym ciałem. - oczywiście, że czuł się winny, okropnie. Łzy, wbrew temu, na co sobie pozwalał w towarzystwie innych, popłynęły z jego oczu, gdy siedział w gabinecie Perseusa i nie były one fałszywe, nie tak, jak słowa, którymi teraz karmił niedawno zmarłą żonę.
- Nie uważam jednak, że to coś, do czego się ludzi powinno zmuszać. Nicholas powinien mieć normalne życie, nie polegające na ambicji, sukcesie i wyścigu po to, kto jest największym psychopatą w rodzinie - stwierdził, a rysy jego twarzy poniekąd zelżały. Mimo wszystko, zanim żona wbiła mu nóż prosto w plecy nie akceptując tego, jakim człowiekiem był, wczesniej ją kochał, snuł plany w jaki sposób wychowają przyszłe dziecko.
- Gdybyś tylko nie była tak zapatrzona w idiotyczne przekonania i ideały, które sprzedało ci podobne wychowanie do tego, jakie ja odebrałem, prawdopodobnie moglibyśmy w spokoju wychować go na najszczęśliwszego człowieka w tej rodzinie. - wyrzucił jej w twarz to, że nie zaakceptowała tego, w jaki sposób kochał, mimo że przyrzekł jej, że ona była jedyną osobą w jego życiu. Nie wiedział na ile rozmowa z duchem miała sens, co jeżeli był przepełniony taką ilością złości i negatywnymi emocjami, że nic, z tego, co mówił miało do niej nie dotrzeć?
Odmawiał brania winy za to, co sie stało jedynie na swoje barki, ślepo wierzył w to, że Simone sama sobie była winna takiemu losowi.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦