03.10.2024, 19:53 ✶
Faye chwilę patrzyła na Nicholasa. Na moment spoważniała, a głupi uśmiech zszedł jej z twarzy. Ta mimika była u niej dosyć niespotykana, lecz dobitnie wtedy świadczyła o tym, że mimo różnic wciąż są rodzeństwem. W takich chwilach, gdy jej rysy twarzy się wygładzały, a skóra przestawała być tak pognieciona od wiecznego uśmiechu, mogliby nawet uchodzić za podobnych. Gdyby nie oczy. Wzrost. I włosy.
- Masz mnie - powiedziała cicho, a orzechowe oczy na powrót rozbłysły wesołym blaskiem. Powaga na jej twarzy zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Zupełnie jakby jej nigdy nie było, a to wszystko mu się przywidziało. Ale przecież wiedział, że tak nie było. Faye radziła sobie lepiej niż dobrze, gdyby była głupią dziewuchą z prowincji to nigdy nie byłaby w stanie żyć na jako-takim, przyzwoitym poziomie. Nie była również kompletnie głupia, bo gdyby tak było, to coś w tym lesie w końcu by ją zeżarło. Można było jej zarzucić naprawdę wiele: nadmierną ekspresję, otwartość, optymizm i przede wszystkim naiwność i niechęć do przemocy, ale nie to że była kompletnie durna. - Guzik wiem co u rodziców, nie było mnie tam od zeszłej pełni.
Wzruszyła ramionami, zupełnie nie robiąc sobie nic z tego, że Nicholas przejrzał jej mały, dziurawy plan.
- Wiesz doskonale, że wracam tam raz w miesiącu. Ale cóż... Wiedziałeś, że z twojego pokoju zrobili biuro? Mój też przerobili - zachichotała, zbijając jego pytanie. Niby na nie odpowiedziała, ale w zasadzie to wcale nie, bo to że bywała w domu rodzinnym co pełnię wcale nie oznaczało, że widywała się z rodzicami. Mogła ich unikać, to nie było przecież trudne. - Kupiłam mieszkanie, to może dlatego. W Dolinie Godryka. Fajnie tam, wiesz? Dużo do roboty, ale pech chciał, że w Kniei zalęgły się jakieś widmowe gówna, przez które nie można tam wchodzić. Wiedziałeś o tym?
Błysnęła chciwym informacji spojrzeniem w kierunku Nicholasa. Czyżby nie pamiętała, w jakim departamencie pracował? A może pamiętała lecz liczyła na to, że być może będzie w stanie powiedzieć jej coś więcej? Czy to dlatego chciała się z nim spotkać?
- Dziękuję, jest pani CU-DOW-NA! - zapiszczała, gdy nagle przed nią wylądował sok pomarańczowy i duży kawał czekoladowego ciasta z wiórkami kokosowymi. Gdyby nie była w miejscu publicznym, to niechybnie zaczęłaby się ślinić. Niemalże od razu chwyciła za widelec i ukroiła sobie porządny kawałek. - No, to co z tą Knieją, wiesz coś? Bo wszyscy nabrali wody w usta, a nie mogę grzybów zbierać. A wiesz przecież, że zaraz będzie jesień, a ja lubię chodzić nad ranem z nożem po lesie.
- Masz mnie - powiedziała cicho, a orzechowe oczy na powrót rozbłysły wesołym blaskiem. Powaga na jej twarzy zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Zupełnie jakby jej nigdy nie było, a to wszystko mu się przywidziało. Ale przecież wiedział, że tak nie było. Faye radziła sobie lepiej niż dobrze, gdyby była głupią dziewuchą z prowincji to nigdy nie byłaby w stanie żyć na jako-takim, przyzwoitym poziomie. Nie była również kompletnie głupia, bo gdyby tak było, to coś w tym lesie w końcu by ją zeżarło. Można było jej zarzucić naprawdę wiele: nadmierną ekspresję, otwartość, optymizm i przede wszystkim naiwność i niechęć do przemocy, ale nie to że była kompletnie durna. - Guzik wiem co u rodziców, nie było mnie tam od zeszłej pełni.
Wzruszyła ramionami, zupełnie nie robiąc sobie nic z tego, że Nicholas przejrzał jej mały, dziurawy plan.
- Wiesz doskonale, że wracam tam raz w miesiącu. Ale cóż... Wiedziałeś, że z twojego pokoju zrobili biuro? Mój też przerobili - zachichotała, zbijając jego pytanie. Niby na nie odpowiedziała, ale w zasadzie to wcale nie, bo to że bywała w domu rodzinnym co pełnię wcale nie oznaczało, że widywała się z rodzicami. Mogła ich unikać, to nie było przecież trudne. - Kupiłam mieszkanie, to może dlatego. W Dolinie Godryka. Fajnie tam, wiesz? Dużo do roboty, ale pech chciał, że w Kniei zalęgły się jakieś widmowe gówna, przez które nie można tam wchodzić. Wiedziałeś o tym?
Błysnęła chciwym informacji spojrzeniem w kierunku Nicholasa. Czyżby nie pamiętała, w jakim departamencie pracował? A może pamiętała lecz liczyła na to, że być może będzie w stanie powiedzieć jej coś więcej? Czy to dlatego chciała się z nim spotkać?
- Dziękuję, jest pani CU-DOW-NA! - zapiszczała, gdy nagle przed nią wylądował sok pomarańczowy i duży kawał czekoladowego ciasta z wiórkami kokosowymi. Gdyby nie była w miejscu publicznym, to niechybnie zaczęłaby się ślinić. Niemalże od razu chwyciła za widelec i ukroiła sobie porządny kawałek. - No, to co z tą Knieją, wiesz coś? Bo wszyscy nabrali wody w usta, a nie mogę grzybów zbierać. A wiesz przecież, że zaraz będzie jesień, a ja lubię chodzić nad ranem z nożem po lesie.