03.10.2024, 20:10 ✶
- Na żywo jesteś ładniejsza - odpowiedział bez mrugnięcia okiem, z kamienną twarzą. Domyślał się, że dla Victorii nie było to komfortowe co najmniej jak dla niego samego. Z tym, że ona miała więcej powodów do tego, by się zapomnieć. Co prawda on również miał sporo na głowie, lecz nic z tego nie było tak poważne, jak to co spotkało jego kuzynkę. Zastanawiał się co się stało z jego czarnym, skórzanym portfelem, ale w zasadzie to nawet jeśli go zgubił, to nic się nie stanie. Dokumenty miał gdzie indziej, a pieniądze... Pieniądze nigdy nie były problemem. - Wyglądał na zmęczonego. I, bez obrazy dla tego miejsca, ale również nie do końca świadomego tego, co się wokół dzieje.
Teraz kącik jego ust drgnął, bo przecież nie nazwie go debilem tak na wstępie i przy pomocy tych słów. Gdy zapytała o sukienkę, strzelił oczami gdzieś w bok. Czy był zażenowany? Nie, raczej nie. Prędzej zbierał myśli albo... Chciał uniknąć tego tematu. Wiedział jednak, że Victoria nie odpuści, znał ją na tyle że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli nie powie jej teraz o co chodzi, to zapewne wyciągnie tę historię w najmniej oczekiwanym momencie. Lepiej było teraz wyjaśnić.
- Wpadła na mnie pewna kobieta, a że była drobna, to odbiła się od moich pleców. Wylała na sukienkę od Rosiera czerwone wino - wzruszył ramionami, nie zdradzając o kogo chodzi ani z jakiej okazji był wtedy w Chimerze. - Nie chciałem konfliktu, poza tym wyglądała jakby miała zamiar zaraz zemdleć, więc musiałem kupić jej podobną.
W zasadzie to jeżeli Marie miałaby zemdleć, to ze złości. Była tak wściekła, że mało brakowało, a by dostał w ryj. Nie dziwił jej się: wspominała coś o tym, że ta sukienka kosztowała trzy wypłaty. Nie do końca rozumiał skalę jej rozpaczy, ale mógł się domyślić, że to była kupa pieniędzy, zwłaszcza że była tylko sekretarką.
Gdy tylko menager sali czy kimkolwiek była ta osoba, podszedł i zaczął przepraszać, Rodolphus ledwie przymrużył oczy. Nienawidził takich sytuacji, więc z ulgą pozwolił Victorii mówić. Chwycił za pióro i złożył podpis, bez słowa. Nie skomentował także wina, bo nie znał się na winach, ale skoro Victoria mówiła że było dobre, to tak musiało być. Niepodważalny fakt.
- Chodźmy stąd, zanim wezmą to pióro i zaczną cię prosić o autografy - powiedział cicho, wstając. Odrobina złośliwości nie zaszkodzi, skoro już zaczęła poruszać ten temat. - Bo najwyraźniej tylko dla tego kre... Kelnera jesteś anonimowa.
Miał rację. Wzbudzili wystarczająco dużo zamieszania i przykuli niepotrzebną uwagę. Ludzie na nich zerkali i to bardziej nachalnie niż wcześniej. Irytujące, będzie musiał zapamiętać by nie zapraszać jej w miejsca publiczne. Gdy się zebrali, otworzył przed nią drzwi i wypuścił Victorię przodem. Jego mieszkanie znajdowało się blisko, mogli więc swobodnie się przejść.
Teraz kącik jego ust drgnął, bo przecież nie nazwie go debilem tak na wstępie i przy pomocy tych słów. Gdy zapytała o sukienkę, strzelił oczami gdzieś w bok. Czy był zażenowany? Nie, raczej nie. Prędzej zbierał myśli albo... Chciał uniknąć tego tematu. Wiedział jednak, że Victoria nie odpuści, znał ją na tyle że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli nie powie jej teraz o co chodzi, to zapewne wyciągnie tę historię w najmniej oczekiwanym momencie. Lepiej było teraz wyjaśnić.
- Wpadła na mnie pewna kobieta, a że była drobna, to odbiła się od moich pleców. Wylała na sukienkę od Rosiera czerwone wino - wzruszył ramionami, nie zdradzając o kogo chodzi ani z jakiej okazji był wtedy w Chimerze. - Nie chciałem konfliktu, poza tym wyglądała jakby miała zamiar zaraz zemdleć, więc musiałem kupić jej podobną.
W zasadzie to jeżeli Marie miałaby zemdleć, to ze złości. Była tak wściekła, że mało brakowało, a by dostał w ryj. Nie dziwił jej się: wspominała coś o tym, że ta sukienka kosztowała trzy wypłaty. Nie do końca rozumiał skalę jej rozpaczy, ale mógł się domyślić, że to była kupa pieniędzy, zwłaszcza że była tylko sekretarką.
Gdy tylko menager sali czy kimkolwiek była ta osoba, podszedł i zaczął przepraszać, Rodolphus ledwie przymrużył oczy. Nienawidził takich sytuacji, więc z ulgą pozwolił Victorii mówić. Chwycił za pióro i złożył podpis, bez słowa. Nie skomentował także wina, bo nie znał się na winach, ale skoro Victoria mówiła że było dobre, to tak musiało być. Niepodważalny fakt.
- Chodźmy stąd, zanim wezmą to pióro i zaczną cię prosić o autografy - powiedział cicho, wstając. Odrobina złośliwości nie zaszkodzi, skoro już zaczęła poruszać ten temat. - Bo najwyraźniej tylko dla tego kre... Kelnera jesteś anonimowa.
Miał rację. Wzbudzili wystarczająco dużo zamieszania i przykuli niepotrzebną uwagę. Ludzie na nich zerkali i to bardziej nachalnie niż wcześniej. Irytujące, będzie musiał zapamiętać by nie zapraszać jej w miejsca publiczne. Gdy się zebrali, otworzył przed nią drzwi i wypuścił Victorię przodem. Jego mieszkanie znajdowało się blisko, mogli więc swobodnie się przejść.
Koniec sesji