18.01.2023, 03:00 ✶
Bywały takie momenty w życiu, w których nawet obecność Psuja pokroju Brenny Longbottom była mile widziana. I tak właściwie to Daisy zazwyczaj uważała się za niezwykle dzielną. Ale nie tym razem. W tej chwili była przekonana, że jest parszywym tchórzem, który niepotrzebnie pchał się do ratowania kota, który wcale nie chciał być uratowany.
I im dłużej o tym myślała, tym bardziej to do niej docierało. Cała ta historia z łapaniem kotka od początku była podejrzana. Niby dlaczego ukochany mruczek miałby uciekać przed swoją właścicielką? Ale takie myśli pojawiły się w głowie Daisy dopiero po czasie, kiedy wreszcie było po wszystkim i mogła bezpiecznie usiąść na ziemi.
Obserwowała Brennę, dziewczynkę i kota z nieodgadnionym wyrazem twarzy. O ile ją samą korciło wypuszczenie kota w cholerę a potem obserwowanie ryku małej, o tyle nie spodziewała się, że Brenna Longbottom może zrobić coś podobnego.
Uśmiechnęła się nieco szerzej, gdy zwierzę uciekło a zaraz za nim pobiegła mała płaksa. Czyli nawet Psuja potrafiła czasem czymś przyjemnym zaskoczyć. Oczywiście nie zmieniało to tego, że Daisy prawidłowo oceniła ją podczas balu. Po prostu teraz przeszło jej przez myśl, że nawet Psuja czasem mogła nie być taka najgorsza.
- Trochę ręce – wyjaśniła, łaskawie przyjmując pomoc i wstając. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z krwawiącego policzka. Inna sprawa, że po wszystkim, co się wydarzyło w ciągu ostatniego pół godziny, Daisy w ogóle wyglądała tak, jakby przeszła przynajmniej jedną bardzo zaciekłą walkę ze szwadronem podejrzanych typków. – W życiu nie spotkałam się jeszcze z tak wściekłym małym kotem. Szkoda, że nie pomyślałam, żeby zapytać dziewczynkę o to, czy jest jego właścicielką zanim postanowiłam… - wzdrygnęła się.
Popatrzyła na śmietnik, drabinę i balkon. I pomyśleć, że naprawdę wlazła aż tak wysoko, żeby złapać bezpańskiego kota! Zamrugała szybko. Sama siebie nie podejrzewała o podobną brawurę, dzielność i głupotę.
- Chyba powinnam teraz napisać artykuł o tym, jak szybka i jak sprawnie działająca jest Brygada Uderzeniowa – podsumowała, skupiając uwagę na mundurze Brenny.
Razem z nią skierowała się do wyjścia z zaułku.
I im dłużej o tym myślała, tym bardziej to do niej docierało. Cała ta historia z łapaniem kotka od początku była podejrzana. Niby dlaczego ukochany mruczek miałby uciekać przed swoją właścicielką? Ale takie myśli pojawiły się w głowie Daisy dopiero po czasie, kiedy wreszcie było po wszystkim i mogła bezpiecznie usiąść na ziemi.
Obserwowała Brennę, dziewczynkę i kota z nieodgadnionym wyrazem twarzy. O ile ją samą korciło wypuszczenie kota w cholerę a potem obserwowanie ryku małej, o tyle nie spodziewała się, że Brenna Longbottom może zrobić coś podobnego.
Uśmiechnęła się nieco szerzej, gdy zwierzę uciekło a zaraz za nim pobiegła mała płaksa. Czyli nawet Psuja potrafiła czasem czymś przyjemnym zaskoczyć. Oczywiście nie zmieniało to tego, że Daisy prawidłowo oceniła ją podczas balu. Po prostu teraz przeszło jej przez myśl, że nawet Psuja czasem mogła nie być taka najgorsza.
- Trochę ręce – wyjaśniła, łaskawie przyjmując pomoc i wstając. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z krwawiącego policzka. Inna sprawa, że po wszystkim, co się wydarzyło w ciągu ostatniego pół godziny, Daisy w ogóle wyglądała tak, jakby przeszła przynajmniej jedną bardzo zaciekłą walkę ze szwadronem podejrzanych typków. – W życiu nie spotkałam się jeszcze z tak wściekłym małym kotem. Szkoda, że nie pomyślałam, żeby zapytać dziewczynkę o to, czy jest jego właścicielką zanim postanowiłam… - wzdrygnęła się.
Popatrzyła na śmietnik, drabinę i balkon. I pomyśleć, że naprawdę wlazła aż tak wysoko, żeby złapać bezpańskiego kota! Zamrugała szybko. Sama siebie nie podejrzewała o podobną brawurę, dzielność i głupotę.
- Chyba powinnam teraz napisać artykuł o tym, jak szybka i jak sprawnie działająca jest Brygada Uderzeniowa – podsumowała, skupiając uwagę na mundurze Brenny.
Razem z nią skierowała się do wyjścia z zaułku.