03.10.2024, 20:48 ✶
Słuchał. Do tego się nadawał. Zranione, złamane dusze. Kiedyś gdy był w Japonii zafascynował się sztuką kintsugi, ale jego ręce nie były dedykowane tego typu rzemiosłu. Z drugiej strony szybko odkrył pełnię satysfakcji, gdy nie miał w swoich dłoniach ceramiki, a małe, potrzaskane dzieci w ciałach dorosłych ludzi, którzy wciąż nie mogli się pozbierać, wzrosnąć, znaleźć sposobu by znów odetchnąć pełnią piersią przystosowaną do życia w magicznej społeczności. Oczywiście, swoje działania i potrzebę bycia mentorem w życiach poszukujących przesłaniał całkiem merkantylnymi potrzebami posiadania lojalnych pracowników o pełnym przekroju umiejętności.
Isaac był jednym z nich, choć ten eksperyment przebiegał w sposób chaotyczny. Nie przeszkadzało mu to w żadnej mierze, ryzyko utrzymania tej relacji wciąż nie było tak ryzykowne, jak możliwe zyski. Teraz jednak zastanawiał się, oceniał kawałki miski, którą za moment trzeba będzie posklejać złotem. Możliwe że Bagshot był za stary, że za późno trafili na siebie, by była przestrzeń na ingerencję.
Z drugiej strony był wobec niego szczery, pierwszy raz od Neapolu, którego ewidentnie nie pamiętał. Anthony zasłuchał się pozwalając wtulać twarz w okrywające go materie, kładąc dłonie na barkach, ojcowsko, niczym ucieleśnienie rodzica z rembrandtowskiego obrazu. Spijał każde słowo, które mogło go przybliżyć do informacji o tym, co podejrzewał już wcześniej, umiejętności, które balansują, albo wprost przekraczają granice prawa. Druga książka i informacje w niej zawarte... To był jeden z tropów. I teraz to, popękana dusza.
Rozmyślania przerwał mu atak... czegoś. Nie miał pojęcia co ma zrobić, jak zareagować, wezwanie skrzatki Isaaca też było niewykonalne - gdzie mogła się teraz znajdować. Na tym etapie Anthony nie znał miejsca zamieszkania swojego stażysty, research nie przebiegł tak głęboko, nie w pierwszej fazie przysposabiania.
– Wergiliuszu! – krzyknął jednak patrząc w przejęciu na drgającego czarodzieja. – Rychło! Natychmiast, po Prewetta! – sam odwrócił się pospiesznie do sekretarzyka, skąd wyciągnął niewielką zieloną fiolkę eliksiru wiggenowego. Nie miał prawa zaszkodzić. Najprawdopodobniej.
Isaac był jednym z nich, choć ten eksperyment przebiegał w sposób chaotyczny. Nie przeszkadzało mu to w żadnej mierze, ryzyko utrzymania tej relacji wciąż nie było tak ryzykowne, jak możliwe zyski. Teraz jednak zastanawiał się, oceniał kawałki miski, którą za moment trzeba będzie posklejać złotem. Możliwe że Bagshot był za stary, że za późno trafili na siebie, by była przestrzeń na ingerencję.
Z drugiej strony był wobec niego szczery, pierwszy raz od Neapolu, którego ewidentnie nie pamiętał. Anthony zasłuchał się pozwalając wtulać twarz w okrywające go materie, kładąc dłonie na barkach, ojcowsko, niczym ucieleśnienie rodzica z rembrandtowskiego obrazu. Spijał każde słowo, które mogło go przybliżyć do informacji o tym, co podejrzewał już wcześniej, umiejętności, które balansują, albo wprost przekraczają granice prawa. Druga książka i informacje w niej zawarte... To był jeden z tropów. I teraz to, popękana dusza.
Rozmyślania przerwał mu atak... czegoś. Nie miał pojęcia co ma zrobić, jak zareagować, wezwanie skrzatki Isaaca też było niewykonalne - gdzie mogła się teraz znajdować. Na tym etapie Anthony nie znał miejsca zamieszkania swojego stażysty, research nie przebiegł tak głęboko, nie w pierwszej fazie przysposabiania.
– Wergiliuszu! – krzyknął jednak patrząc w przejęciu na drgającego czarodzieja. – Rychło! Natychmiast, po Prewetta! – sam odwrócił się pospiesznie do sekretarzyka, skąd wyciągnął niewielką zieloną fiolkę eliksiru wiggenowego. Nie miał prawa zaszkodzić. Najprawdopodobniej.