Umarłam.
To była pierwsza myśl, która wydarła się z ciemności i dała jej do zrozumienia, że było wręcz przeciwnie. W końcu czy po tamtej stronie byłaby nadal sobą?
Nie dane jej było odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ organizm reagował według pierwotnych zwyczajów. Otworzyła oczy i pierwsze co, to zaczęła się krztusić wodą i wykasływać ją z płuc.
Żyję.
To była druga myśl i pojawiła się tuż po tym, jak łapczywie zaczerpnęła powietrza w płuca. Zaraz też przewróciła się na brzuch i odruchowo wpiła palce w piasek, kiedy targnęło nią i wypluła kolejne porcje słonej wody.
Kaszlnęła jeszcze dwa lub trzy razy i pozbawiona sił oparła czoło na mokrym piachu. Chłód podłoża sprawiał, że przytomniała z każdą mijającą sekundą. Dzięki temu po minucie z powrotem przewróciła się na plecy i spojrzała na człowieka, który siedział obok niej.
Kobieta. Jej rudo-brązowe włosy przylgnęły do czoła i twarzy, całkowicie zmoczone. Patrzyła na Reginę i chyba coś mówiła, ale jej głos był dziwnie zniekształcony, jakby docierał z bardzo daleka. Była jak z obrazka i pewnie nawet by jej to powiedziała, gdyby nie ten szum w uszach i ćmiący ból z tyłu głowy.
Regina oparła głowę na piasku i spojrzała w górę, w szaro-niebieskie niebo. Miejscami widać było złote promienie słońca, ale to nie zdołało się jeszcze przebić przez chmury. Przymknęła oczy, zastanawiając się, czy kobieta obok to wytwór wyobraźni lub znowu mami ją morski potwór.
Jednak gdy znowu spojrzała w bok, ta nadal tam siedziała. Przemoczona do suchej nitki, tak samo, jak Rowle. Chyba zła lub zdenerwowana. Regina oblizała spierzchnięte usta, zbierając się do tego, by coś powiedzieć. Nie wiedziała, co takiego, więc spytała bardzo błyskotliwie, siląc się na uśmiech:
— Wszystko w porządku?