04.10.2024, 07:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2024, 08:44 przez Anthony Shafiq.)
– Mural.... – powiedział cicho, jakby wybrał z tego mrowia jakiekolwiek słowo na którym dało się zaczepić przez moment. Słowotok i och, tak to był PRAWDZIWY słowotok, a nie kilka zdań myśli utkane w głębokiej wymianie zdań, wystawiał decyzję Shafiq'a na ciężką próbę. Śmieć nie dość, że był brudny, to jeszcze paszcza mu się nie zamykała i na prawdę czarodziej dałby wiele, żeby mieć nieco więcej czasu na przemyślenie swojej decyzji.
Ale też pośród tego całego bełkotu, przebijała się prawda: nikt nie da pracy dzieciakowi w łachmanach, nikt nie da pracy komuś kto DOSŁOWNIE miał wytatuowane charłactwo na swoim ciele. Palec wskazujący i kciuk powędrował do nasady nosa, gdy mężczyzna zamyślił się nad następnymi krokami. Zwolnił nieco kroku, wciąż trzymając różdżkę. Nigdy nie inwestował czasu w magię zauroczeń - potrzeba różdżki i ryzyko niepowodzenia z wprawionym magiem byłaby zbyt duża, ale teraz gdy był czas i miejsce, by zasiać w jego umyśle sugestię, żeby mówił mniej, najlepiej w ogóle...
...różdżka wciąż była uniesiona, charłak w twarz wpatrzony, jakby co najmniej Anthony planował mu Avadą strzelić w plecy.
– Ach, próbowałem poprawić szatę i dodać przyjemną woń... z tyłu ukształtowałem jej zły krój. Ona i tak zaraz zniknie, nie ważne. Proszę, nie mów za wiele, dobrze? O dalszych krokach możemy zdecydować już po tej małej przemianie. I rozumiem Twoje przywiązanie do tatuaży – zrównał się z nim ponownie krokiem, spychając utyskiwania na temat własnej indolencji magicznej na dalszy plan. Wizyta Kambodżańskiej dyplomatki gwarantowała mu dostęp do lekcji i wiedzy związanych ze splotem surowej magii bez pośredniczenia różdżce, a to oznaczało konieczność szlifów w magii zauroczeń. Z resztą... trzeba było znać wroga lepiej, szczególnie jeśli ściągnęło się z Włoch niesprawdzonego leglimentę. – ... ten jednak musi zniknąć na pewno. Moja pracownica będzie wiedziała jak to zrobić, więc możesz też na spokojnie przemyśleć, które błędy młodości zarchiwizować we wspomnieniach, kiedy będą już zabrane ze skóry. – i owszem, wskazał na ten, który dał rozpoznać cherłactwo i który zrobił chwilę temu wielkie zamieszanie. Miał odruch teleportacji na powrót do Londynu, miał ochotę zostawić chłopaka tutaj, ale żelaznym uściskiem woli trzymał się w postanowieniu pomocy mu - nie połowicznej, bez podtekstu, bez wzajemności, bo cóż taki śmieć miał do zaoferowania? Czy tak właśnie smakował altruizm?
Powoli wchodzili w zabudowania i jeśli młodzik cokolwiek chciał mówić z tak gwałtownym entuzjazmem, Anthony tonował go gestem i spojrzeniem, ewentualnie krótką uwagą. Ich kroki prowadziły wprost do Trzech Mioteł, z oczywistych względów nie zamierzał z nim iść do pokoju aby asystować mu jakkolwiek w kąpieli. Preferował kupić sobie podwójną ognistą i sutym napiwkiem zadbać o milczenie właścicieli i obsługi. Listownie uprzedził też Dolores o dodatkowym kliencie.
I gdzieś rozmyślał o tym, gdzie taki charłak mógłby znaleźć pracę inną niż magiczne testy w Mungu, ale finalnie nie przedstawił mu żadnej oferty. Był tylko na kilka godzin jego wróżką chrzestną, która dała ładną sukienkę i wyprawiła na bal. Był lepszy niż wróżka chrzestna - sukienka od niego nie znikała po dwunastej.
I gdy wieczorem wracał do domu i gdy w końcu w przestrzeni nie brzęczał cherłacki głosik, odkrył ze zdziwieniem, że w sumie czuje się całkiem dobrze z tą sytuacją i tym jak ją rozwiązał. Że czuje się całkiem dobrze z tym, że nie jest jak swój ojciec. I nigdy nie będzie.
Ale też pośród tego całego bełkotu, przebijała się prawda: nikt nie da pracy dzieciakowi w łachmanach, nikt nie da pracy komuś kto DOSŁOWNIE miał wytatuowane charłactwo na swoim ciele. Palec wskazujący i kciuk powędrował do nasady nosa, gdy mężczyzna zamyślił się nad następnymi krokami. Zwolnił nieco kroku, wciąż trzymając różdżkę. Nigdy nie inwestował czasu w magię zauroczeń - potrzeba różdżki i ryzyko niepowodzenia z wprawionym magiem byłaby zbyt duża, ale teraz gdy był czas i miejsce, by zasiać w jego umyśle sugestię, żeby mówił mniej, najlepiej w ogóle...
Rzut O 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
...różdżka wciąż była uniesiona, charłak w twarz wpatrzony, jakby co najmniej Anthony planował mu Avadą strzelić w plecy.
– Ach, próbowałem poprawić szatę i dodać przyjemną woń... z tyłu ukształtowałem jej zły krój. Ona i tak zaraz zniknie, nie ważne. Proszę, nie mów za wiele, dobrze? O dalszych krokach możemy zdecydować już po tej małej przemianie. I rozumiem Twoje przywiązanie do tatuaży – zrównał się z nim ponownie krokiem, spychając utyskiwania na temat własnej indolencji magicznej na dalszy plan. Wizyta Kambodżańskiej dyplomatki gwarantowała mu dostęp do lekcji i wiedzy związanych ze splotem surowej magii bez pośredniczenia różdżce, a to oznaczało konieczność szlifów w magii zauroczeń. Z resztą... trzeba było znać wroga lepiej, szczególnie jeśli ściągnęło się z Włoch niesprawdzonego leglimentę. – ... ten jednak musi zniknąć na pewno. Moja pracownica będzie wiedziała jak to zrobić, więc możesz też na spokojnie przemyśleć, które błędy młodości zarchiwizować we wspomnieniach, kiedy będą już zabrane ze skóry. – i owszem, wskazał na ten, który dał rozpoznać cherłactwo i który zrobił chwilę temu wielkie zamieszanie. Miał odruch teleportacji na powrót do Londynu, miał ochotę zostawić chłopaka tutaj, ale żelaznym uściskiem woli trzymał się w postanowieniu pomocy mu - nie połowicznej, bez podtekstu, bez wzajemności, bo cóż taki śmieć miał do zaoferowania? Czy tak właśnie smakował altruizm?
Powoli wchodzili w zabudowania i jeśli młodzik cokolwiek chciał mówić z tak gwałtownym entuzjazmem, Anthony tonował go gestem i spojrzeniem, ewentualnie krótką uwagą. Ich kroki prowadziły wprost do Trzech Mioteł, z oczywistych względów nie zamierzał z nim iść do pokoju aby asystować mu jakkolwiek w kąpieli. Preferował kupić sobie podwójną ognistą i sutym napiwkiem zadbać o milczenie właścicieli i obsługi. Listownie uprzedził też Dolores o dodatkowym kliencie.
I gdzieś rozmyślał o tym, gdzie taki charłak mógłby znaleźć pracę inną niż magiczne testy w Mungu, ale finalnie nie przedstawił mu żadnej oferty. Był tylko na kilka godzin jego wróżką chrzestną, która dała ładną sukienkę i wyprawiła na bal. Był lepszy niż wróżka chrzestna - sukienka od niego nie znikała po dwunastej.
I gdy wieczorem wracał do domu i gdy w końcu w przestrzeni nie brzęczał cherłacki głosik, odkrył ze zdziwieniem, że w sumie czuje się całkiem dobrze z tą sytuacją i tym jak ją rozwiązał. Że czuje się całkiem dobrze z tym, że nie jest jak swój ojciec. I nigdy nie będzie.
Koniec sesji