- Oczywiście, rozumiem to, sam pan jednak wie, że niektóre wysiłki są dużo bardziej widoczne i potrzebne. - Jasne, nadal mimo trwającej wojny koncertowała, jednak nie wydawało jej się, żeby rozrywka była aktualnie szczególnie istotna, kiedy wokół umierało tyle osób. Powinni zająć się ogarnięciem tego wszystkiego, a nie nadal się zabawiać, jakby nic się nie działo. Nie do końca jej się to podobało, ale sama Avery raczej nie widziała siebie jako obrońcę ucieśnionych. Nie była odpowiednią osobą, która mogłaby się tym zająć. Dobrze jej było w jej jaskini, w której się zaszywała. To było całkiem wygodne, była tam bezpieczna, chociaż trochę podupadała na duchu.
Jej świat robił się coraz bardziej szary, przestawała w nim widzieć światło. Było to dosyć mocno przytłaczające, ale artyści posiłkowali się przecież również i smutkiem. To też było rozwiązanie, chociaż ból egzystencjalny powoli zaczynał ją przytłaczać. Zamykała się w sobie i w swoim mieszkaniu i tam trwała. To bylo chwilowe rozwiązanie, ale nie widziała aktualnie dla siebie przyszłości. Czuła się nieco opuszczona przez świat. Brakowało jej bliskości z innymi ludźmi, ale od śmierći siostry nie potrafiła jakoś odnaleźć się w kuluarach.
- Wspaniale, wtedy podeślę panu więcej szczegółów. - Tak, na pewno to zrobi. Oczywiście, zawsze dotrzymywała słowa.
Pozwoliła Erikowi za siebie zapłacić, nie zamierzała na siłę udawać, że jest silną i niezależną kobietą. Została jednak tu jeszcze chwilę i obserwowała ludzi, którzy siedzieli w kawiarni.