04.10.2024, 09:00 ✶
Możliwe, że była to kwestia szoke, ale Basilius na ten moment był wściekle przekonany, że kilkudniową głową, a przynajmniej na taką wyglądała, jakoś z niego szydzi. Może należała do jasnowidza, który doznał ostatniej wizji przed samą śmiercią i umarł z uśmiechem na ustach, że może I jego życie się kończy, ale przynajmniej jakiś frajer kilka dni później wpadnie do tej samej dziury, do której wrzucono jego głowę? On na pewno miał być jakąś złośliwą satysfakcję z tego powodu.
– Nie, chyba nie – odkrzyknął Brennie, wciąż wpatrując się w głowę i właśnie w tym momencie przypomniał mu się tytuł najnowszego artykułu Octaviana Uzdrowicielem jestem i nic co zgniłe nie jest mi obce. Jakoś nie poprawiło mu to humoru.
Bardzo powoli się podniósł i syknął z bólu, bo nic sobie raczej nie złamał, ale jego kostka chyba była boleśnie obita, jednak nie było na tyle źle, aby nie chwycić ręki Brenny i nie wydostać się z jej pomocą z miejsca zbrodni.
Miejsca zbrodni. No tak, bo przecież wpadł na miejsce kurwa zbrodni.
– Przepraszam – mruknął otrzepując się z ziemi, nie do końca wiedząc, czy przepraszał za klnięcie, przestraszenie się Brenny, czy też wpadniecie do dołu i potencjalne utrudnienie wszystkim śledztwa. – Nie sądziłem, że mnie tak zaskoczysz. – Skrzywił się nieco i kilka razy poruszał ostrożnie obitą stopą. Bolała i miał wrażenie, że była nieco mniej stabilna, ale buty i tak mocno jà trzymały, a on mógł chodzić. – Nie, chyba nie. To nic takiego. Jestem tylko trochę obity – zapewnił ją. Był rzeczywiście nieco bardziej blady niż zwykle, ale to chyba bardziej z szoku, bólu wywołanego upadkiem i wcześniejszego osłabienia, niż poważnych obrażeń. Już chciał się zgodzić, aby usiąść na kamieniu, kiedy nagle coś przyszło mu do głowy, a on chwycił gwałtownie Brennę za ramię, tak by nie robiła, ani kroku.
– Poczekaj Brenno, droga do pnia jest bezpieczna, ławce nie ufam, ale kamień... – Rozejrzał się uważnie po krajobrazie grozy i rozpaczy. – Ciało miało ucięte więcej kończyn. Myślę, że tu może być więcej takich dołów.
– Nie, chyba nie – odkrzyknął Brennie, wciąż wpatrując się w głowę i właśnie w tym momencie przypomniał mu się tytuł najnowszego artykułu Octaviana Uzdrowicielem jestem i nic co zgniłe nie jest mi obce. Jakoś nie poprawiło mu to humoru.
Bardzo powoli się podniósł i syknął z bólu, bo nic sobie raczej nie złamał, ale jego kostka chyba była boleśnie obita, jednak nie było na tyle źle, aby nie chwycić ręki Brenny i nie wydostać się z jej pomocą z miejsca zbrodni.
Miejsca zbrodni. No tak, bo przecież wpadł na miejsce kurwa zbrodni.
– Przepraszam – mruknął otrzepując się z ziemi, nie do końca wiedząc, czy przepraszał za klnięcie, przestraszenie się Brenny, czy też wpadniecie do dołu i potencjalne utrudnienie wszystkim śledztwa. – Nie sądziłem, że mnie tak zaskoczysz. – Skrzywił się nieco i kilka razy poruszał ostrożnie obitą stopą. Bolała i miał wrażenie, że była nieco mniej stabilna, ale buty i tak mocno jà trzymały, a on mógł chodzić. – Nie, chyba nie. To nic takiego. Jestem tylko trochę obity – zapewnił ją. Był rzeczywiście nieco bardziej blady niż zwykle, ale to chyba bardziej z szoku, bólu wywołanego upadkiem i wcześniejszego osłabienia, niż poważnych obrażeń. Już chciał się zgodzić, aby usiąść na kamieniu, kiedy nagle coś przyszło mu do głowy, a on chwycił gwałtownie Brennę za ramię, tak by nie robiła, ani kroku.
– Poczekaj Brenno, droga do pnia jest bezpieczna, ławce nie ufam, ale kamień... – Rozejrzał się uważnie po krajobrazie grozy i rozpaczy. – Ciało miało ucięte więcej kończyn. Myślę, że tu może być więcej takich dołów.