Kochała rośliny, kochała kwiaty i otaczała się z nimi w codziennym życiu, a jednak do Towarzystwa Herbologicznego nie należała. Czemu? Zapytana nie potrafiłaby odpowiedzieć na to pytanie, bo nie miało to najmniejszego sensu. Przecież to ona zajmowała się przydomowym ogródkiem w rodzinnej rezydencji w Dolinie Godryka, a po tym, gdy po Beltane został doszczętnie zniszczony, musiała się przyłożyć jeszcze bardziej. I chyba od jakiegoś czasu brakowało jej takiego dodatkowego zajęcia, czegoś, co odciągnie myśli od smutków, Zimnych i innych tego typu… Ostatnie tygodnie nie były dla niej łaskawe i może właśnie dlatego to popchnęło ją, by zacząć się interesować tematem wstąpienia do Towarzystwa. Nie sądziła jednak, że pani Mirabella Abbott zaprosi ją do siebie tak nagle – jakież więc szczęście, że tego dnia miała wolne ze względu na pracę w weekend… Ani nie spodziewała się, że będzie mogła zobaczyć coś tak osobliwego.
Stawiła się w siedzibie klubu punktualnie, prezentując się schludnie jak zwykle: miała na sobie zapewne drogą, prawie czarną, choć wpadającą w ciemnozielone tony, codzienną suknię z długimi rękawami, na której wyszyte były roślinne motywy, choć by je dostrzec, trzeba było się przyjrzeć. Buty na lekkim obcasie ledwo wystawały spod dołu sukni, a prawie czarne włosy opadały jej miękko na ramiona. Jedyną biżuterią, jaką miała, był pierścionek zdobiący jej serdeczny palec lewej ręki.
Z ciekawością rozejrzała się po zebranych, uśmiechnęła się lekko i krótko – stojąc bardziej z boku, gdyż nie chciała wywoływać w nikim dyskomfortu zimnem, jakim ziała jej obecność, choć znając życie w końcu będzie musiała się do kogoś zbliżyć… Kiedy szli za panią Abbott, mimo wszystko starała się trzymać kawałek z tyłu. Z ciekawością rozglądała się po budynku, jego wystroju i roślinom, jakie były widoczne.
Ale chyba nie do końca gotowa była na to, co mieli zobaczyć w pomieszczeniu, do którego ich zaprowadzono. Victoria zdziwiła się wyraźnie, z uwagą obserwując roślinę znajdującą się w przezroczystej tubie. Na moment wstrzymała oddech, ale zaraz zaczęła miarowo, płytko oddychać, choć trochę starając się nie chłonąc tego dziwacznego zapachu. Tym bardziej, że w tym zapachu było coś jeszcze. Coś, co postawiło jej zmysły w gotowości.
Kiwnęła głową do zebranych i leciutko pomachała ręką trzymaną przy brzuchu, kiedy Mirabella dotarła do jej nazwiska i znowu uśmiechnęła się lekko. Tak, miała pieniądze, które pewnie przysłużyłyby się Towarzystwu, ale przede wszystkim była żywo zainteresowana roślinami i ciągle się przyuczała, w czasie wolnym, starając pogłębić tę wiedzę.
Odpowiedziała Urquartowi na ciemne spojrzenie w nią skierowane, równie ciemnym, choć być może pytającym, nim całą swoją uwagę skupiła ponownie na dziwacznej roślinie, próbując zrozumieć, na co właściwie patrzy. Wiedziała, co czuje i absolutnie jej się to nie podobało, lecz nim rzuci osądem, chciała spróbować… zrozumieć.
Wiedza o przyrodzie III
Akcja nieudana