04.10.2024, 21:20 ✶
—27/08/72—
Ptolemeusz przybył w bardziej zaawansowanych godzinach porannych
Little Hangleton, 27.08.72
Mam dwie sprawy. Trzy.
Pierwsza - nie było mnie w biurze przez ostatnie dni bo zostałem pobity. Widzisz, do Ciebie strzelają, a mnie porywają jacyś lunatycy, którzy utrzymują że JA zahipnotyzowałem ich znajomą i wmówiłem jej, że jest w ciąży. Nie wiem o co chodzi, wszelkie próby przetłumaczenia im, że z kimś mnie pomylili kończyły się bolesnymi uderzeniami, na szczęście nie byłem tamtej nocy sam i pomoc w końcu nadeszła. Zbiedzy niestety uciekli, ale nie martw się, wysłano za nimi śledczych, zwłaszcza, że przyznawali się do tego, że wcześniej zgłaszali tę sytuację policji, łatwo było więc odnaleźć ich dane.
Druga - dostałem zbyt silne leki przeciwbólowe i nadwerężyłem swoje ciało w sposób znaczący i opóźniający rekonwalescencję. Nie jestem w stanie nawet spojrzeć w twarz swojemu lekarzowi, wina jest w całości po mojej stronie. Na bogów jednak trudno, żebym tego nie uczynił, gdy po dwóch latach tęsknoty i czekania obudziłem się obok osoby, której już spodziewałem się nigdy nie zobaczyć w takich okolicznościach. Tak mój przyjacielu, moje obawy o których mówiłem Ci ostatnio pierzchły. Pojawiły się oczywiście nowe związane z trzecią sprawą, w której chciałem się z Tobą namówić.
Morpheus jest mało pomocny, co rusz grozi mi zastraszaniem wiadomej osoby.
A więc trzecia, wczorajsze wyjście rozszarpało moją duszę na piętnaście tysięcy kawałków. Sądziłem, że klarowność moich pragnień i oczekiwań jest czytelna. Sądziłem, że jestem w stanie odpowiednio zawoalować afekt, aby móc go wyrażać i otrzymywać nawet w publicznym miejscu. Nic bardziej mylnego. Odchodzę od zmysłów z zazdrości i wściekłości na siebie, że nie umiem jej okiełznać. I to jestem zazdrosny o kobietę, wyobrażasz to sobie? Mam poczucie, że wszelkie moje zabiegi, wszelkie słowne ornamentacje w których ja w oczywisty sposób widzę lśniące deklaracje moich najgłębszych uczuć i tęsknot, że to wszystko rozbija się o żelazną ścianę niezrozumienia. Nie wiem już co mam mówić, jak się zachowywać. Daleko mi do bezpośredniości Yaxleyów, ale boli mnie to, że ja, ze wszystkich ludzi właśnie JA radzę sobie w tym układzie gorzej, a owa osoba zdaje się totalnie niewzruszona, ślepa i głucha na moje publiczne awanse, jakby nic się między nami nie zmieniło przez ostatni miesiąc. A może tego nie chce? Może robię to w niewłaściwy sposób? Teraz, kiedy od kilku dni przymusowo siedzę w domu, widzimy się mniej, bo nie mam jak łapać okazji w Ministerstwie na najkrótsze choćby spotkania i choć wszystko jest tak wspaniale, odkryłem w sobie lęk, że to wszystko działa jednostronnie i jeśli tylko na moment przysiądę w zmęczeniu... to znów będę sam.
Dzisiaj będę siedzieć więc w domu, przymusowo odpoczywać, perweryjnie zatopiony w spirali goniących myśli, a każda jedna gorsza od drugiej. Poprosiłbym, żebyś przyjechał, dotrzymał mi towarzystwa, tylko na bogów, musisz iść tam i oklaskać za mnie Ritę, mieć oko na Jaspera i Morpheusa, na tego ostatniego najbardziej, bo przez wiadomą wizję stał się mocno drażliwy i niestabilny.
Ponad wszystkie te zmartwienia, na jaki strój się zdecydowałeś? Mam nadzieje, że ten jasny, ze złotym haftem. Wyglądasz w nim oszałamiająco królewsko, szczerze wątpię aby ktokolwiek był w stanie przyćmić Cię z mecenasów. Widzisz, taka prawda, dlatego nie idę, bo nie byłbym w stanie wyglądać lepiej od Ciebie druhu.
z Krukońskiej wieży
A.
A.