04.10.2024, 23:50 ✶
– Przypomnij mi... dlaczego się więc z nią widzimy? – zapytał w lekkim rozkojarzeniu Anthony, który ledwie dwa dni temu miał swój najlepszy i najgorszy dzień w życiu. No może wczorajszy poranek był najlepszy, a wieczór najgorszy, tak to bodaj było w tej kolejności. Eliksiry przeciwbólowe działały niestety za dobrze i mężczyzna zamiast zgodnie z prośbą lekarza odpoczywać i nie nadwerężać się, zdecydowanie zapominał się mając obok siebie ukochaną osobę, bez której spędził dwa ostatnie lata. Tak więc... nie czuł się najlepiej i czuł się doskonale. W tym samym momencie.
Nie zdążył jednak usłyszeć odpowiedzi, bo oto goście nadchodzili. Siostra Prewetta nie obchodziła go za bardzo, tak długo jak nie łamała serca starszemu z bliźniaków, choć Anthony wierzył, że nie był w stanie docenić prawdziwie miłości ten, kto nie miał choć raz problemów kardiologicznych z tego tytułu.
Tymczasem Anthony przybrał uśmiech polityka roku, który rozświetlał oblicza wielu magom podążającym do pracy i zmuszonym do oglądania przystojnej twarzy z ruchomych plakatów Rosiera. Stanął za swoją kuzynką, która jak zawsze wyglądała promieniująco, rozmyślając w cichości serca o sprawach, które chciał przed nią poruszyć, ale jednak wciąż się obawiał to zrobić. Aura jaką roztaczała wokół siebie była zawsze zastraszająca i Anthony był jej wdzięczny za to za każdym razem, gdy spotykał się z zagranicznym dyplomatą, który uważał siebie za zastraszającego. Charlotte wyznaczyła w okresie jego dorastania taką skalę, że w gruncie rzeczy dzięki niej przestał bać się konfrontacji z własnym ojcem. To, że teraz się nie widywali było tylko i wyłącznie jego wyborem.
Ale teraz się uśmiechała i on się uśmiechał i wszystko wyglądało jak na pięknym obrazku.
– Anthony Shafiq, bardzo miło mi Ciebie poznać młoda damo. – Uścisnął jej dłoń, wyzbyty salonowej kokieterii, w końcu byli w domu Charlotte, rozpaczliwie próbując sobie przypomnieć co i czy w ogóle Jessie mówił mu o tej dziewczynie. Kiedy widzieli się ostatnio poruszali zupełnie inne tematy, a potem to co wydarzyło się przez te przeklęte lustro... Nie żeby był zaskoczony - w końcu żyli w świecie, w którym czasem drzwi do kuchni mogły się nagle okazać portalem do innego wymiaru, a niezbyt rozsądnie kupiony szampon w promocji obrastał głowę kakstusem, niemniej...
– Długi dzień w pracy? – spróbował, bo przecież jego prawie-że-chrześniak przecież nie spotykał się z bezrobotną i bezrozumną pannicą. A nóż, dzięki temu pytaniu dowie się czym niewiasta się zajmuje? Przy okazji zmierzali już do salonu, bez sensu było stać w progu, gdy ciasto czekało.
Nie zdążył jednak usłyszeć odpowiedzi, bo oto goście nadchodzili. Siostra Prewetta nie obchodziła go za bardzo, tak długo jak nie łamała serca starszemu z bliźniaków, choć Anthony wierzył, że nie był w stanie docenić prawdziwie miłości ten, kto nie miał choć raz problemów kardiologicznych z tego tytułu.
Tymczasem Anthony przybrał uśmiech polityka roku, który rozświetlał oblicza wielu magom podążającym do pracy i zmuszonym do oglądania przystojnej twarzy z ruchomych plakatów Rosiera. Stanął za swoją kuzynką, która jak zawsze wyglądała promieniująco, rozmyślając w cichości serca o sprawach, które chciał przed nią poruszyć, ale jednak wciąż się obawiał to zrobić. Aura jaką roztaczała wokół siebie była zawsze zastraszająca i Anthony był jej wdzięczny za to za każdym razem, gdy spotykał się z zagranicznym dyplomatą, który uważał siebie za zastraszającego. Charlotte wyznaczyła w okresie jego dorastania taką skalę, że w gruncie rzeczy dzięki niej przestał bać się konfrontacji z własnym ojcem. To, że teraz się nie widywali było tylko i wyłącznie jego wyborem.
Ale teraz się uśmiechała i on się uśmiechał i wszystko wyglądało jak na pięknym obrazku.
– Anthony Shafiq, bardzo miło mi Ciebie poznać młoda damo. – Uścisnął jej dłoń, wyzbyty salonowej kokieterii, w końcu byli w domu Charlotte, rozpaczliwie próbując sobie przypomnieć co i czy w ogóle Jessie mówił mu o tej dziewczynie. Kiedy widzieli się ostatnio poruszali zupełnie inne tematy, a potem to co wydarzyło się przez te przeklęte lustro... Nie żeby był zaskoczony - w końcu żyli w świecie, w którym czasem drzwi do kuchni mogły się nagle okazać portalem do innego wymiaru, a niezbyt rozsądnie kupiony szampon w promocji obrastał głowę kakstusem, niemniej...
– Długi dzień w pracy? – spróbował, bo przecież jego prawie-że-chrześniak przecież nie spotykał się z bezrobotną i bezrozumną pannicą. A nóż, dzięki temu pytaniu dowie się czym niewiasta się zajmuje? Przy okazji zmierzali już do salonu, bez sensu było stać w progu, gdy ciasto czekało.