05.10.2024, 00:19 ✶
Postukał w teczkę palcami, uważnie wpatrując się w roślinę.
- Micranthocereus estevesii jak na moje oko - skwitował, choć bardziej dla siebie i do swojego raportu aniżeli dla pacjenta, który najpewniej i tak nie znał się na rodzajach kaktusów.
Pan Flitwick wyglądał raczej na konkretnego człowieka, dla którego kaktus to kaktus a kaktusy nie rosną na głowach, proszę pana, należy mi go zlikwidować, toteż Ambroise nie planował rozwodzić się nad detalami w zbyt dokładny sposób. Najprawdopodobniej wystarczyło tylko zająć się zażegnaniem kryzysu bez specjalnego wdawania się w szczegóły, czemu pacjent miał wyjątkowe szczęście, że nie trafił choćby na przykład na Mammillaria plumosa, którego pozbycie się byłoby bardziej problematyczne.
- W sprzyjających warunkach mogą dorastać do sześciu metrów w górę i piętnastu centymetrów w średnicy - odpowiedział dając tym samym do zrozumienia, że o ile czubek głowy nie był zbyt żyznym miejscem do wzrostu, o tyle kaktus miał jeszcze całkiem duże pole, żeby rosnąć.
Na pewno robił to w dalszym ciągu, bo nawet w tym momencie wydawał się trochę wyższy i odrobinę grubszy, gibiąc się na głowie pacjenta. Poddany takiemu stresowaniu niechybnie mógł się bardziej zakorzenić i rosnąć jeszcze szybciej, a tego niewątpliwie nie chcieli. Trzeba było interweniować jak najszybciej.
- Będę potrzebować więcej informacji odnośnie tego sprzedawcy do raportu dla Ministerstwa, które już przygląda się tej sprawie - uprzedził, bo nie łamał tym tajemnicy lekarskiej a najzwyczajniej stwierdzał fakt, że to nie był pierwszy (ani najpewniej ostatni) przypadek w ostatnim czasie.
Na ten moment nie notował odpowiedzi, ponieważ cała historia mniej więcej pokrywała się ze znanym scenariuszem.
Magiczny żartowniś próbujący konkurować z Potterami od jakiegoś czasu kręcił się to tu, to tam sprzedając swoje produkty i zapewniając uzdrowicielom w Mungu stałą dawkę rozrywki, którą zmienili w swoją bardzo specyficzną i nieoficjalną grę zgadnij jaki kaktus - zresztą z uwagi na to również musiał odnotować w głowie, że tym razem to był Micranthocereus estevesii. Szczególnie, że jeszcze takiego nie mieli.
- Jesteśmy niemal w połowie drogi do kolejnej pełni, która wypada - zawahał się, przy czym rzucił okiem na kalendarz na ścianie, gładko kontynuując - dwudziestego piątego. To dobrze - dodał dla uświadomienia pacjenta, co tak właściwie miało dla niego znaczyć to, w jakiej kwadrze był akurat księżyc.
Co do pełni, pełnie zawsze wszystko komplikowały. Były jednymi z najbardziej szalonych dni w Mungu i Ministerstwie. Stanowiły nieodmienny zlepek ciągłych dziwnych przypadków medycznych wynikających z osobliwego wpływu księżyca nawet na ludzi niebędących wilkołakami. Rośliny również reagowały wtedy inaczej. W tym momencie mieli raczej ułatwiony przypadek, choć nie tak banalnie prosty, żeby załatwiać go w sposób nagle zasugerowany przez Flitwicka.
Greengrass słyszał już różne głupoty toteż obcinanie kaktusa jakimś ostrym narzędziem nie było zaskakującym pomysłem, natomiast wywołało u Ambroisa uniesienie brwi. Uniósł rękę w przeczącym geście, przy czym powstrzymał głębokie westchnienie.
- Nie sądzę, żeby pragnął pan wyciąć sobie przy tym dziurę w mózgu - stwierdził spokojnie, nie dając po sobie poznać czy w ogóle brał pod uwagę istnienie takowego przy takich pomysłach, pacjenci trochę przestali go zadziwiać, choć zawsze trafił się ktoś kreatywny. - Ten rodzaj kaktusa jest znany ze specyficznych wymogów pod kątem światła i temperatury. Sądzę, że zwykłe zaklęcie mrożące wspomagane maścią po zabiegu wystarczy, żeby móc podjąć się usuwania problemu w mniej bolesny sposób. Najpewniej nie zajmie to dłużej niż znalezienie i odkażenie sztyletu - objaśnił.
To chyba było dostateczne wyczerpanie tematu na ten moment.
- Czy ktoś z personelu pomocniczego przekazywał panu jakieś dokumenty do wypełnienia? - Spytał jeszcze, chcąc upewnić się, że nic takiego nie zostało pochopnie zrobione, ponieważ stażyści na jego oddziale bywali przesadnie pomocni a Ambroise chciał mieć kompletną, ułożoną dokumentację ze wszystkimi zgodami i informacjami o wskazaniach do zabiegu.
Jednym określeniem: dupokryjki. Nawet przy luźnym podejściu czarodziejów do BHP i standardów ochrony zdrowia wolał mieć tu pełną jasność.
- Micranthocereus estevesii jak na moje oko - skwitował, choć bardziej dla siebie i do swojego raportu aniżeli dla pacjenta, który najpewniej i tak nie znał się na rodzajach kaktusów.
Pan Flitwick wyglądał raczej na konkretnego człowieka, dla którego kaktus to kaktus a kaktusy nie rosną na głowach, proszę pana, należy mi go zlikwidować, toteż Ambroise nie planował rozwodzić się nad detalami w zbyt dokładny sposób. Najprawdopodobniej wystarczyło tylko zająć się zażegnaniem kryzysu bez specjalnego wdawania się w szczegóły, czemu pacjent miał wyjątkowe szczęście, że nie trafił choćby na przykład na Mammillaria plumosa, którego pozbycie się byłoby bardziej problematyczne.
- W sprzyjających warunkach mogą dorastać do sześciu metrów w górę i piętnastu centymetrów w średnicy - odpowiedział dając tym samym do zrozumienia, że o ile czubek głowy nie był zbyt żyznym miejscem do wzrostu, o tyle kaktus miał jeszcze całkiem duże pole, żeby rosnąć.
Na pewno robił to w dalszym ciągu, bo nawet w tym momencie wydawał się trochę wyższy i odrobinę grubszy, gibiąc się na głowie pacjenta. Poddany takiemu stresowaniu niechybnie mógł się bardziej zakorzenić i rosnąć jeszcze szybciej, a tego niewątpliwie nie chcieli. Trzeba było interweniować jak najszybciej.
- Będę potrzebować więcej informacji odnośnie tego sprzedawcy do raportu dla Ministerstwa, które już przygląda się tej sprawie - uprzedził, bo nie łamał tym tajemnicy lekarskiej a najzwyczajniej stwierdzał fakt, że to nie był pierwszy (ani najpewniej ostatni) przypadek w ostatnim czasie.
Na ten moment nie notował odpowiedzi, ponieważ cała historia mniej więcej pokrywała się ze znanym scenariuszem.
Magiczny żartowniś próbujący konkurować z Potterami od jakiegoś czasu kręcił się to tu, to tam sprzedając swoje produkty i zapewniając uzdrowicielom w Mungu stałą dawkę rozrywki, którą zmienili w swoją bardzo specyficzną i nieoficjalną grę zgadnij jaki kaktus - zresztą z uwagi na to również musiał odnotować w głowie, że tym razem to był Micranthocereus estevesii. Szczególnie, że jeszcze takiego nie mieli.
- Jesteśmy niemal w połowie drogi do kolejnej pełni, która wypada - zawahał się, przy czym rzucił okiem na kalendarz na ścianie, gładko kontynuując - dwudziestego piątego. To dobrze - dodał dla uświadomienia pacjenta, co tak właściwie miało dla niego znaczyć to, w jakiej kwadrze był akurat księżyc.
Co do pełni, pełnie zawsze wszystko komplikowały. Były jednymi z najbardziej szalonych dni w Mungu i Ministerstwie. Stanowiły nieodmienny zlepek ciągłych dziwnych przypadków medycznych wynikających z osobliwego wpływu księżyca nawet na ludzi niebędących wilkołakami. Rośliny również reagowały wtedy inaczej. W tym momencie mieli raczej ułatwiony przypadek, choć nie tak banalnie prosty, żeby załatwiać go w sposób nagle zasugerowany przez Flitwicka.
Greengrass słyszał już różne głupoty toteż obcinanie kaktusa jakimś ostrym narzędziem nie było zaskakującym pomysłem, natomiast wywołało u Ambroisa uniesienie brwi. Uniósł rękę w przeczącym geście, przy czym powstrzymał głębokie westchnienie.
- Nie sądzę, żeby pragnął pan wyciąć sobie przy tym dziurę w mózgu - stwierdził spokojnie, nie dając po sobie poznać czy w ogóle brał pod uwagę istnienie takowego przy takich pomysłach, pacjenci trochę przestali go zadziwiać, choć zawsze trafił się ktoś kreatywny. - Ten rodzaj kaktusa jest znany ze specyficznych wymogów pod kątem światła i temperatury. Sądzę, że zwykłe zaklęcie mrożące wspomagane maścią po zabiegu wystarczy, żeby móc podjąć się usuwania problemu w mniej bolesny sposób. Najpewniej nie zajmie to dłużej niż znalezienie i odkażenie sztyletu - objaśnił.
To chyba było dostateczne wyczerpanie tematu na ten moment.
- Czy ktoś z personelu pomocniczego przekazywał panu jakieś dokumenty do wypełnienia? - Spytał jeszcze, chcąc upewnić się, że nic takiego nie zostało pochopnie zrobione, ponieważ stażyści na jego oddziale bywali przesadnie pomocni a Ambroise chciał mieć kompletną, ułożoną dokumentację ze wszystkimi zgodami i informacjami o wskazaniach do zabiegu.
Jednym określeniem: dupokryjki. Nawet przy luźnym podejściu czarodziejów do BHP i standardów ochrony zdrowia wolał mieć tu pełną jasność.