05.10.2024, 00:34 ✶
– Szpitalne bingo mówisz? – zapytal, po wysłuchaniu całego kuszenia na Ciemną Stronę mocy. Nie ukrywał, że awans byłby miły, ale jednocześnie jakieś resztki zdrowego rozsądku podpowiadały mu, że przy swoim nastawieniu do pracy i jeszcze przyjmowaniu prywatnych klientów, skończy się to tak, że w ogóle zapomni o odpoczynku innym, niż kasyna. A już I tak dzisiaj rano leciała mu krew z nosa i Prewett nie był pewny, czy było to spowodowane ogólnym stanem zdrowia, czy przemęczeniem. – No nie wiem, aż do teraz nie byłem do tego przekonany, ale skoro mówisz, że macie bingo to chyba jednak poważnie pomyślę o awansie. – Gdyby tylko Ambroise nie żartował i rzeczywiście w nie grali i do tego stawiali zakłady... Praca w Mungu była o tyle problematyczna, że generowała milion okazji do stawiania zakładów (Na przykład ilu awanturujących się pacjentów będzie dzisiaj na danym oddziale), a jednocześnie szpital był niestety miejscem, w którym najbardziej pilnował się, by nie przesadzać z... losowymi grami o pewnym stopniu ryzyka. Nie znaczyło to oczywiście, że nigdy nie grał z nikim stąd w karty. Nie bez powodu miał przecież zawsze w służbowej szacie talię kart. A w płaszczu dwie kolejne, ale to nie było teraz istotne.
Zresztą ta rozmowa bardzo szybko odeszła w zapomnienie, kiedy przyszło im się zmierzyć z zielonym pacjentem. Prewett skrzywił się słysząc pytanie kolegi z pracy, bo sam naprawdę nie miał pojęcia czemu rodzina pacjenta postanowiła rzucić na niego czar, służący do naprawiania niewielkich urazów takich jak rozcięta warga, czy uszkodzona chrząstka w celu ratowania kogoś, kto zatruł się eliksirem.
Basilius przygladał się pacjentowi, a następnie korzystając z zaklęć diagnostycznych, spróbowałbocenić, jak zła jest sytuacja i dopiero potem zerknął na Ambroise'a.
– Efekty zaklęć są dokuczliwe, ale w mojej opinii nie powinny się nasilać, przynajmniej nie przez kolejne pół godziny, wiec może najpierw zajmijmy się efektami zatrucia? – To ostatnie wypowiedział odrobinę pytająco, bo to przecież Greengrass był z ich dwójki tym, który lepiej znał się na zatruciach eliksirami. – Z tego co zdążyłem rozpoznać, te zdźbła są efektem ubocznym jakiegoś zaklęcia, ale coś musi je... – Nawozić. – Utrzymywać, zakładam, że eliksir.
Nie wyglądało to wszystkie tragicznie, a po prostu... Bardzo upierdliwie.
W tym momencie pacjent, nagle nieco oprzytomniał, spojrzał Greengrassowi prosto w oczy i pokazał trzy palce, po czym udał, że pije coś z niewidzialnej butelki.
Zresztą ta rozmowa bardzo szybko odeszła w zapomnienie, kiedy przyszło im się zmierzyć z zielonym pacjentem. Prewett skrzywił się słysząc pytanie kolegi z pracy, bo sam naprawdę nie miał pojęcia czemu rodzina pacjenta postanowiła rzucić na niego czar, służący do naprawiania niewielkich urazów takich jak rozcięta warga, czy uszkodzona chrząstka w celu ratowania kogoś, kto zatruł się eliksirem.
Basilius przygladał się pacjentowi, a następnie korzystając z zaklęć diagnostycznych, spróbowałbocenić, jak zła jest sytuacja i dopiero potem zerknął na Ambroise'a.
– Efekty zaklęć są dokuczliwe, ale w mojej opinii nie powinny się nasilać, przynajmniej nie przez kolejne pół godziny, wiec może najpierw zajmijmy się efektami zatrucia? – To ostatnie wypowiedział odrobinę pytająco, bo to przecież Greengrass był z ich dwójki tym, który lepiej znał się na zatruciach eliksirami. – Z tego co zdążyłem rozpoznać, te zdźbła są efektem ubocznym jakiegoś zaklęcia, ale coś musi je... – Nawozić. – Utrzymywać, zakładam, że eliksir.
Nie wyglądało to wszystkie tragicznie, a po prostu... Bardzo upierdliwie.
W tym momencie pacjent, nagle nieco oprzytomniał, spojrzał Greengrassowi prosto w oczy i pokazał trzy palce, po czym udał, że pije coś z niewidzialnej butelki.