05.10.2024, 01:29 ✶
kupuję świeczkę i kręcę kołem, a potem adios
Okropnie jej nie pasowało, że w tym roku Lammas odbywało się w Londynie. Jakoś tak te rozstawione stragany na placu wydawały się nieco wrogie, z potencjałem na odbieranie klientów, nawet jeśli ci zachodzący do Rejwachu nie byli śmietanką towarzyską, która dodatkowo mogła poszczycić się bogobojnością. Ale przez to że stoiska zaśmiecały miejskie ulice to jakoś tak było bliżej. Większość osób, wracając z pracy albo chociażby przechodząc, mogło stwierdzić mimochodem żeby się przejść i skorzystać ze wszystkich dobrodziejstw rozstawionych dla klientów. Wypatrzyła całe trzy stoiska poświęcone tylko alkoholowi i już się skrzywiła, bo to jakby potwierdzało całe jej przekonanie, że kiermasz odbiera klientów ciężko pracującym ludziom. A dalej jeszcze stał przecież punkt z jedzeniem i tam na sto procent też serwowali picie, w tym alkohole.
Na całe szczęście, powtórzyła sobie, że nie ma na to wszystko czasu. Co miała zrobić to przebić się przez plac, zajrzeć jeszcze do spożywczego, a potem droga prosta do Rejwachu, poskarżyć się komukolwiek na niesprawiedliwości losu. I tłumy ludzi, przez które musiała się przecisnąć. I tak chyba nie było aż tak źle, bo niebo czerniało, zachęcając innych do powrotu do domu i dokończenia celebracji święta w prywatnym zaciszu.
Sena zatrzymała się gwałtownie, kiedy zobaczyła stoisko Kowenu, przypominając sobie że w Lammas powinno się obskoczyć jakiś rytuał. Niby nic specjalnego, niby niekoniecznie dla niej, ale bezpieczeństwa nigdy za wiele, szczególnie kiedy pracowało się na Nokturnie i nie było się w najlepszych stosunkach z własnym rodzicem, który był jaki był. Dlatego jeszcze kupiła parę zwykłych białych świec i ruszyła dalej.
Tylko po to by znowu się zatrzymać, bo coś odwróciło jej uwagę. Tym razem było to koło, którym można było sobie zakręcić i jak się miało szczęście to dostać coś fajnego. Skorzystała, bo czemu nie, płacąc tych parę monet za bon, a potem wprawiając loteryjną tarczę w ruch. Strzałka zaturkotała o graniczniki nagród, zatrzymała się i Greyback po odebraniu swojej nagrody zrobiła to, po co tu właściwie przyszła - przeszła przez plac, unikając dalszych rozpraszaczy i znikła w jednej z Londyńskich alejek.
Okropnie jej nie pasowało, że w tym roku Lammas odbywało się w Londynie. Jakoś tak te rozstawione stragany na placu wydawały się nieco wrogie, z potencjałem na odbieranie klientów, nawet jeśli ci zachodzący do Rejwachu nie byli śmietanką towarzyską, która dodatkowo mogła poszczycić się bogobojnością. Ale przez to że stoiska zaśmiecały miejskie ulice to jakoś tak było bliżej. Większość osób, wracając z pracy albo chociażby przechodząc, mogło stwierdzić mimochodem żeby się przejść i skorzystać ze wszystkich dobrodziejstw rozstawionych dla klientów. Wypatrzyła całe trzy stoiska poświęcone tylko alkoholowi i już się skrzywiła, bo to jakby potwierdzało całe jej przekonanie, że kiermasz odbiera klientów ciężko pracującym ludziom. A dalej jeszcze stał przecież punkt z jedzeniem i tam na sto procent też serwowali picie, w tym alkohole.
Na całe szczęście, powtórzyła sobie, że nie ma na to wszystko czasu. Co miała zrobić to przebić się przez plac, zajrzeć jeszcze do spożywczego, a potem droga prosta do Rejwachu, poskarżyć się komukolwiek na niesprawiedliwości losu. I tłumy ludzi, przez które musiała się przecisnąć. I tak chyba nie było aż tak źle, bo niebo czerniało, zachęcając innych do powrotu do domu i dokończenia celebracji święta w prywatnym zaciszu.
Sena zatrzymała się gwałtownie, kiedy zobaczyła stoisko Kowenu, przypominając sobie że w Lammas powinno się obskoczyć jakiś rytuał. Niby nic specjalnego, niby niekoniecznie dla niej, ale bezpieczeństwa nigdy za wiele, szczególnie kiedy pracowało się na Nokturnie i nie było się w najlepszych stosunkach z własnym rodzicem, który był jaki był. Dlatego jeszcze kupiła parę zwykłych białych świec i ruszyła dalej.
Tylko po to by znowu się zatrzymać, bo coś odwróciło jej uwagę. Tym razem było to koło, którym można było sobie zakręcić i jak się miało szczęście to dostać coś fajnego. Skorzystała, bo czemu nie, płacąc tych parę monet za bon, a potem wprawiając loteryjną tarczę w ruch. Strzałka zaturkotała o graniczniki nagród, zatrzymała się i Greyback po odebraniu swojej nagrody zrobiła to, po co tu właściwie przyszła - przeszła przez plac, unikając dalszych rozpraszaczy i znikła w jednej z Londyńskich alejek.
Postać opuszcza sesję