18.01.2023, 08:34 ✶
Zima była przyjemną porą roku, jeżeli miało się ciepły dom i szczlne okna, zaa których można był podziwiać opady puchu osadzajacego się na trawnikach, drzewach i chodnikach. Czarodzieje nie musieli się martwić docieraniem do miejsc na piechotę czy tez za pomocą samochodów, zaśnieżone przez noc drogi nie były dla nich problemem, mogli więc w spokoju cieszyć oczy przyjemnym widokiem opadów, którym przyświecały domy ubrane w świąteczne ozdoby.
Odprowadził Simone do łóżka, chcąc życzyć jej dobrej nocy. W końcu dopiero w bliskiej przyszłości los tej relacji miał się całkowicie wykoleić, rozłączyć małżonków zostawiajac Elliotta z dzieckiem, a kobietę samotną, w czterych ścianach Lecznicy Dusz. Teraz serce Malfoya wypełniało jedynie przyjemne ciepło uczucia, gdy patrzył na jej zasypiającą twarz wychodząc z pokoju i zmierzajac w kierunku pomieszczenia, w którym zostawił siostrę. Przechodząc pomiędzy meblami w holu przyszło mu do glowy, że czasy są niesamowicie niespokojne, że nastroje ojca wcale nie łagodnieją, a wręcz radykalizują się. Nie wiedział co ma uczynić w tym kierunku, bo nie było nawet mowy o sprzeciwie Fortinbrasowi, a dziecko, które było w drodze bardzo mocno przypominało Elliottowi, że ma się o kogo martwić i o czyją przyszłość walczyć. Nie chciał, aby przyszły członek rodziny wychowywał się w podobnym strachu i rygorze, co on sam, a już na pewno nie pod okiem i oceną innych, jeżeli ktokolwiek dowiedziałby się o tym, co wyczyniał jego dziadek, a i też na jego polecenie, ojciec. Westchnął w duchu i przekroczył próg pomieszczenia biorąc w dłoń kubek ze swoim grzańcem, który odstawił na stolik, gdy poszedł odprowadzić żonę.
- Lub zasugerować ojcu, że czas zafundować ci swoje własne lokum, choćby mieszkanie - uniósł lekko brwi. Chociaż nie miał nic przeciwko siostrze zostającej na noc, tak lubił swoją prywatność. Być może mógłby ją przyjac tez na dłuższy okres czasu, gdyby tego wymagała sytuacja, ale jego żona miała rodzić w niedalekiej przyszłości, więc dziecko było jego priorytetem. Nie chciał jednak mówić tego na głos, bo posiadał jakieś ostatni empatii - Yule zapasem, możesz mu wspomnieć, że takowy prezent by sie przydał, to raczej praktyczny człowiek. Śpiesz sie zanim kupi ci zestaw próbówek - zaśmiał się pod nosem i usiadł na kanapie, aby mieć dobry widok na twarz swojej rozmówczyni. Elliott był o wiele luźniej ubrany, niż podczas pobytu w domu. Miał na sobie koszule, ale nie była ona spięta mankietami. Narzucony miał na nią wełniany, bordowy sweter, a na to wszystko gruby szlafrok, w którym chodził po domu, nie taki, który wdziewał zaraz przed snem lub po przebudzeniu - tak miał pare szlafroków, tak jak wypadało.
- Mamy przywilej spokoju, to fakt. - przyznał siostrze rację i chociaż nie był osobą, z której dało się czytać jak z otwartej księgi, tak na pewno dało się zauważyć, że jego niebieskie oczy pociemniały - Na dłuższą mete nikt nie jest bezpieczny, wszyscy możemy być celem przypadku, nawet we własnym domu, zwłaszcza przy ostatnim obwieszczeniu Voldemorta, które drukowali w Proroku. - upił wina pozwalajac słowom rozejść się po pomieszczeniu i pozostawić po sobie ciszę, nieprzyjemna i wbijającą się w umysł szpilkami niepewności o kolejne lata życia nie tylko swojego, ale i najbliższych.
Odprowadził Simone do łóżka, chcąc życzyć jej dobrej nocy. W końcu dopiero w bliskiej przyszłości los tej relacji miał się całkowicie wykoleić, rozłączyć małżonków zostawiajac Elliotta z dzieckiem, a kobietę samotną, w czterych ścianach Lecznicy Dusz. Teraz serce Malfoya wypełniało jedynie przyjemne ciepło uczucia, gdy patrzył na jej zasypiającą twarz wychodząc z pokoju i zmierzajac w kierunku pomieszczenia, w którym zostawił siostrę. Przechodząc pomiędzy meblami w holu przyszło mu do glowy, że czasy są niesamowicie niespokojne, że nastroje ojca wcale nie łagodnieją, a wręcz radykalizują się. Nie wiedział co ma uczynić w tym kierunku, bo nie było nawet mowy o sprzeciwie Fortinbrasowi, a dziecko, które było w drodze bardzo mocno przypominało Elliottowi, że ma się o kogo martwić i o czyją przyszłość walczyć. Nie chciał, aby przyszły członek rodziny wychowywał się w podobnym strachu i rygorze, co on sam, a już na pewno nie pod okiem i oceną innych, jeżeli ktokolwiek dowiedziałby się o tym, co wyczyniał jego dziadek, a i też na jego polecenie, ojciec. Westchnął w duchu i przekroczył próg pomieszczenia biorąc w dłoń kubek ze swoim grzańcem, który odstawił na stolik, gdy poszedł odprowadzić żonę.
- Lub zasugerować ojcu, że czas zafundować ci swoje własne lokum, choćby mieszkanie - uniósł lekko brwi. Chociaż nie miał nic przeciwko siostrze zostającej na noc, tak lubił swoją prywatność. Być może mógłby ją przyjac tez na dłuższy okres czasu, gdyby tego wymagała sytuacja, ale jego żona miała rodzić w niedalekiej przyszłości, więc dziecko było jego priorytetem. Nie chciał jednak mówić tego na głos, bo posiadał jakieś ostatni empatii - Yule zapasem, możesz mu wspomnieć, że takowy prezent by sie przydał, to raczej praktyczny człowiek. Śpiesz sie zanim kupi ci zestaw próbówek - zaśmiał się pod nosem i usiadł na kanapie, aby mieć dobry widok na twarz swojej rozmówczyni. Elliott był o wiele luźniej ubrany, niż podczas pobytu w domu. Miał na sobie koszule, ale nie była ona spięta mankietami. Narzucony miał na nią wełniany, bordowy sweter, a na to wszystko gruby szlafrok, w którym chodził po domu, nie taki, który wdziewał zaraz przed snem lub po przebudzeniu - tak miał pare szlafroków, tak jak wypadało.
- Mamy przywilej spokoju, to fakt. - przyznał siostrze rację i chociaż nie był osobą, z której dało się czytać jak z otwartej księgi, tak na pewno dało się zauważyć, że jego niebieskie oczy pociemniały - Na dłuższą mete nikt nie jest bezpieczny, wszyscy możemy być celem przypadku, nawet we własnym domu, zwłaszcza przy ostatnim obwieszczeniu Voldemorta, które drukowali w Proroku. - upił wina pozwalajac słowom rozejść się po pomieszczeniu i pozostawić po sobie ciszę, nieprzyjemna i wbijającą się w umysł szpilkami niepewności o kolejne lata życia nie tylko swojego, ale i najbliższych.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦