05.10.2024, 02:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2024, 02:13 przez Scylla Greyback.)
Scylla stała nieco z boku, obserwując Atreusa, który zbliżył się do masek. Jego prowokacyjne pytanie, czy chciała ich dotknąć, odbiło się od niej bez większego wrażenia. Oczywiście, że chciała, ale w tym momencie jej pragnienia miały znaczenie drugorzędne. Rodolphus jasno zaznaczył, że dotykanie ich jest niebezpieczne, a Scylli nie zawsze trzeba powtarzać dwa razy. Zwykle tylko w przypadkach, gdy przy pierwszym ostrzeżeniu jej spojrzenie jest mętne, jakby jej myśli krążyły gdzieś daleko, w przestrzeniach, do których nikt inny nie miał dostępu.
- Nie chcę - odpowiedziała miękko, prawie nieobecnie, ale nagle cień uśmiechu przemknął przez jej usta. - Za to wiem, kogo ty chcesz dotknąć - delikatny głosik wybrzmiał dumą, odnosząc się do dziewczyny, którą widziała w jego przyszłości. Nie była skora do docinków, nie lubiła być uszczypliwa; niemniej kiedy ktoś sam zaczynał jej dokuczać, moralność słyszała niewyraźnie. Zupełnie jakby bulgotała spod powierzchni wody, przytrzymywana żelaznym uchwytem pierwotnej chęci odpłacenia się pięknym za nadobne.
Przez chwilę panowała cisza, a Scylla jedynie kątem oka obserwowała, jak Atreus bada maski bez większego zapału. Ona sama była skoncentrowana na czymś, co niewidzialnie unosiło się w powietrzu, jakby przeczucie, że niedługo coś się wydarzy. Czuła, że nadchodzi moment, w którym jej intuicja mogłaby okazać się kluczowa.
W końcu drzwi otworzyły się i Rodolphus wrócił z mapą. Scylla spojrzała na niego, ale uśmiechnęła się jedynie przelotnie, jakby jego powrót był czymś zupełnie naturalnym i nieuniknionym. Przyjęła mapę w milczeniu, chcąc od razu wziąć się do pracy. Ostrożnie przełożyła gdzieś na bok wszystkie rzeczy ze stołu, aby zrobić sobie miejsce - pozostali mogli zauważyć, z jaką dbałością i dokładnością układała je na sobie, pozwalając sobie spędzić nad tym więcej czasu niż to zdecydowanie było konieczne. Koniec końców, mając już czysty blat, rozwinęła na nim mapę. A potem wróciła po kilka wcześniej odłożonych klamotów; chciała położyć coś cięższego na każdym krańcu papieru, aby przestał się nieznośnie zwijać.
- Proszę was teraz o ciszę - oznajmiła grzecznie, nie nadając słowom znamion nakazu. Liczyła, że da się to załatwić sympatyczną prośbą. - Wahadło musi wsłuchać się w magię, aby poprawnie wskazać drogę, a niestety ma paskudną tendencję do sugerowania się ludzkim podszeptem. - Nieco skłamała. Wahadło nie miało uszu, nie mogło brać pod uwagę ludzkich wypowiedzi. Nie można było tego jednak powiedzieć o wróżbicie; miała podskórne przeczucie, że Atreus z wrodzonej złośliwości będzie próbował tutaj namieszać, a wyglądało na to, że łatwiej było mu wmówić, że to wahadełko potrzebuje ciszy, a nie Scylla. Większa szansa, że prośbę uszanuje.
Zawiesiła wahadełko nad mapą. Jej spojrzenie się zamgliło, a twarz przybrała wyraz nieprzeniknionego skupienia. Wokół niej atmosfera zaczęła gęstnieć, a czas wydawał się zwalniać. Wahadełko zaczęło drgać, powoli zataczając kręgi, a Scylla, głęboko skoncentrowana, wpatrywała się w nie bez mrugnięcia.
- Inveniam viam - szepnęła nagle, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, jakby ukradzione łacinie zaklęcie było warunkiem koniecznym do wejścia w stan transu.
Wahadełko zatoczyło jeszcze kilka kręgów, zanim zatrzymało się nad jednym punktem na mapie. Scylla trwała w tym stanie przez kilka długich chwil, jakby badała coś niewidzialnego, a potem powoli uniosła głowę. Jej wzrok wrócił do rzeczywistości, choć nadal była gdzieś między światem materialnym a tym, co duchowe.
- To tutaj, choć nie wiem, co rozumiem przez tutaj. Bardziej pomóc nie umiem. Nie znam się na geografii - oznajmiła, przyjmując przepraszający wyraz twarzy.
- Nie chcę - odpowiedziała miękko, prawie nieobecnie, ale nagle cień uśmiechu przemknął przez jej usta. - Za to wiem, kogo ty chcesz dotknąć - delikatny głosik wybrzmiał dumą, odnosząc się do dziewczyny, którą widziała w jego przyszłości. Nie była skora do docinków, nie lubiła być uszczypliwa; niemniej kiedy ktoś sam zaczynał jej dokuczać, moralność słyszała niewyraźnie. Zupełnie jakby bulgotała spod powierzchni wody, przytrzymywana żelaznym uchwytem pierwotnej chęci odpłacenia się pięknym za nadobne.
Przez chwilę panowała cisza, a Scylla jedynie kątem oka obserwowała, jak Atreus bada maski bez większego zapału. Ona sama była skoncentrowana na czymś, co niewidzialnie unosiło się w powietrzu, jakby przeczucie, że niedługo coś się wydarzy. Czuła, że nadchodzi moment, w którym jej intuicja mogłaby okazać się kluczowa.
W końcu drzwi otworzyły się i Rodolphus wrócił z mapą. Scylla spojrzała na niego, ale uśmiechnęła się jedynie przelotnie, jakby jego powrót był czymś zupełnie naturalnym i nieuniknionym. Przyjęła mapę w milczeniu, chcąc od razu wziąć się do pracy. Ostrożnie przełożyła gdzieś na bok wszystkie rzeczy ze stołu, aby zrobić sobie miejsce - pozostali mogli zauważyć, z jaką dbałością i dokładnością układała je na sobie, pozwalając sobie spędzić nad tym więcej czasu niż to zdecydowanie było konieczne. Koniec końców, mając już czysty blat, rozwinęła na nim mapę. A potem wróciła po kilka wcześniej odłożonych klamotów; chciała położyć coś cięższego na każdym krańcu papieru, aby przestał się nieznośnie zwijać.
- Proszę was teraz o ciszę - oznajmiła grzecznie, nie nadając słowom znamion nakazu. Liczyła, że da się to załatwić sympatyczną prośbą. - Wahadło musi wsłuchać się w magię, aby poprawnie wskazać drogę, a niestety ma paskudną tendencję do sugerowania się ludzkim podszeptem. - Nieco skłamała. Wahadło nie miało uszu, nie mogło brać pod uwagę ludzkich wypowiedzi. Nie można było tego jednak powiedzieć o wróżbicie; miała podskórne przeczucie, że Atreus z wrodzonej złośliwości będzie próbował tutaj namieszać, a wyglądało na to, że łatwiej było mu wmówić, że to wahadełko potrzebuje ciszy, a nie Scylla. Większa szansa, że prośbę uszanuje.
Zawiesiła wahadełko nad mapą. Jej spojrzenie się zamgliło, a twarz przybrała wyraz nieprzeniknionego skupienia. Wokół niej atmosfera zaczęła gęstnieć, a czas wydawał się zwalniać. Wahadełko zaczęło drgać, powoli zataczając kręgi, a Scylla, głęboko skoncentrowana, wpatrywała się w nie bez mrugnięcia.
- Inveniam viam - szepnęła nagle, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, jakby ukradzione łacinie zaklęcie było warunkiem koniecznym do wejścia w stan transu.
Rzut Strony 1d4 - 2
Południe
Południe
Wahadełko zatoczyło jeszcze kilka kręgów, zanim zatrzymało się nad jednym punktem na mapie. Scylla trwała w tym stanie przez kilka długich chwil, jakby badała coś niewidzialnego, a potem powoli uniosła głowę. Jej wzrok wrócił do rzeczywistości, choć nadal była gdzieś między światem materialnym a tym, co duchowe.
- To tutaj, choć nie wiem, co rozumiem przez tutaj. Bardziej pomóc nie umiem. Nie znam się na geografii - oznajmiła, przyjmując przepraszający wyraz twarzy.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga