05.10.2024, 03:07 ✶
- Nic nigdy nie ma kontekstu. Tylko dlatego, że coś jest wyrwane ze swojego świata nie znaczy, że traci kontekst. Po prostu zyskuje nowy - a jeśli czemuś brakowało oczekiwanego od kogoś kontekstu, to mógł go sobie sam dorobić. Dla Leviathana to było ja ze sztuką, gdzie wiele należało do samego odbiorcy i nawet jeśli autor miał intencje to nie musiały się one przekładać na osobę, która podziwiała obraz czy rzeźbę. Wszystko było relatywne. - Ale te są tu dla ozdoby - powiedział w równie spokojny i powolny sposób co ona, mimowolnie uśmiechając się z tymi słowami kącikami ust. Te konkretne miały wyglądać ładnie, ale gdzieś w jego twarzy kryła się informacja, że inne eksponaty znajdujace się w tym domu miały zupełnie inną rolę.
Wsunął dłonie do kieszeni spodni, kiedy pochyliła się nad mapą, przyglądając się jej jeszcze po tym jak wyznaczył jej kolejne obszary. Nie był na tyle zadufany w sobie, żeby oczekiwać iż przy jej pomocy spotkają stado centaurów dokładnie tam gdzie sobie tego zażyczy. Dla niego, nawet jeśli inteligentne, te stworzenia były tak samo nieprzewidywalne jak każde inne. Podążały za gwiazdami i swoimi przepowiedniami, a akurat trzeciego oka Leviathan nigdy nie był w stanie do końca podchwycić. Dla niego to było jak tropienie, ale na tym wszelkie podobieństwa się kończyły, bo on skupiał się na znakach na ziemi, a jasnowidzowie podążali za samym losem.
Poruszył lekko brwiami w zdziwieniu, ale w gruncie rzeczy rozbawił go ten jej komentarz. Zabawa w chowanego brzmiała infantylnie, ale jak najbardziej na miejscu. Szkoda tylko, że ta rozrywka nie miała żadnych wyraźnych zasad, tak jak przy ganianiu się po podwórku dzieciaków. Wtedy pewnie nawet nie potrzebowałby interwencji tej dziwnej dziewczyny.
Z uwagą przyglądał się jej kolejnym poczynaniom, jak z dziecinnym wręcz zapałem zabrała się do machania wahadełkiem nad rozłożoną mapą. Jak przewiesiła przez oparcie krzesła, przez moment pozwalając by wahadełko prowadziło tam, gdzie ciągnął go absolut a może zwyczajnie jej intuicja. A potem, kiedy zakomunikowała zwycięstwo, ponownie zerknął uważniej na mapę, pochylając się nad nią obok Greyback.
Wskazane przez nią miejsce okazało się położone na południowych terenach obszaru wyznaczonego przez Ministerstwo i niby nie było w tym nic złego, ale Rowle przez dłuższą chwilę zwyczajnie patrzył bez słowa na otaczające punkt tereny, opierając się przy tym na pięściach o blat stołu.
- Czy to teraz czy kiedyś? - zapytał, zerkając na dziewczynę z zaciekawieniem, wbijając w nią pionowe źrenice. - Czy jeśli powiem ci kiedy chciałbym tam pójść, wahadełko zachowa się inaczej?
Wsunął dłonie do kieszeni spodni, kiedy pochyliła się nad mapą, przyglądając się jej jeszcze po tym jak wyznaczył jej kolejne obszary. Nie był na tyle zadufany w sobie, żeby oczekiwać iż przy jej pomocy spotkają stado centaurów dokładnie tam gdzie sobie tego zażyczy. Dla niego, nawet jeśli inteligentne, te stworzenia były tak samo nieprzewidywalne jak każde inne. Podążały za gwiazdami i swoimi przepowiedniami, a akurat trzeciego oka Leviathan nigdy nie był w stanie do końca podchwycić. Dla niego to było jak tropienie, ale na tym wszelkie podobieństwa się kończyły, bo on skupiał się na znakach na ziemi, a jasnowidzowie podążali za samym losem.
Poruszył lekko brwiami w zdziwieniu, ale w gruncie rzeczy rozbawił go ten jej komentarz. Zabawa w chowanego brzmiała infantylnie, ale jak najbardziej na miejscu. Szkoda tylko, że ta rozrywka nie miała żadnych wyraźnych zasad, tak jak przy ganianiu się po podwórku dzieciaków. Wtedy pewnie nawet nie potrzebowałby interwencji tej dziwnej dziewczyny.
Z uwagą przyglądał się jej kolejnym poczynaniom, jak z dziecinnym wręcz zapałem zabrała się do machania wahadełkiem nad rozłożoną mapą. Jak przewiesiła przez oparcie krzesła, przez moment pozwalając by wahadełko prowadziło tam, gdzie ciągnął go absolut a może zwyczajnie jej intuicja. A potem, kiedy zakomunikowała zwycięstwo, ponownie zerknął uważniej na mapę, pochylając się nad nią obok Greyback.
Wskazane przez nią miejsce okazało się położone na południowych terenach obszaru wyznaczonego przez Ministerstwo i niby nie było w tym nic złego, ale Rowle przez dłuższą chwilę zwyczajnie patrzył bez słowa na otaczające punkt tereny, opierając się przy tym na pięściach o blat stołu.
- Czy to teraz czy kiedyś? - zapytał, zerkając na dziewczynę z zaciekawieniem, wbijając w nią pionowe źrenice. - Czy jeśli powiem ci kiedy chciałbym tam pójść, wahadełko zachowa się inaczej?