18.01.2023, 11:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 11:47 przez Brenna Longbottom.)
Brenna prezentowała światu w ostatnich dniach swój zwykły uśmiech, choć mówiła nieco mniej im bliżej było do Beltaine, a w duchu stała się kłębkiem nerwów. Partnerzy przydzieleni z aurorów trochę ją niepokoili, trochę cieszyli - z jednej strony utrudniało im to operowanie w zwykłych duetach i wolałaby mieć oko na Heather, którą sama wezwała na dyżur, z drugiej oznaczało pewnie, że Ministerstwo też spodziewało się kłopotów. Po wejściu na polanę rozejrzała się, jakby już szukała rzeczy, które tutaj można by naprawić... i przy okazji dojrzała rudą głowę.
- Dajcie mi sekundkę, rozejrzę się i mam coś do przekazania Heather w sprawie Ollivanderów! - zwróciła się do Mavelle i tych domowników, którzy razem z nimi przyszli na polanę. Niezbyt cicho, jeśli ktoś chciał akurat podsłuchiwał.
Obiecała Wood szczegóły, a przecież nie mogła wiele powiedzieć, kiedy obok nich znajdą się Atreus oraz Chester.
Brenna szybkim krokiem ruszyła do Heather.
- Cześć, młoda - rzuciła do dziewczyny, dając jej znak, aby na moment odeszły na bok. Ustawiła się przodem do lasu - wyglądało na to, że obserwuje ją pod kątem zabezpieczeń... co też zresztą mówiła. - Nie mamy za wiele czasu, więc krótko - mruknęła, zniżając głos i pochylając ku niej głowę, gdy upewniła się, że nikt nie stoi blisko. Liczyła, że zdołają porozmawiać na spokojnie, ale przydziały pokrzyżowały plany. - Raz, sprawa Ollivanderów faktycznie trwa, czeka nas pewnie wizyta na Nokturnie sprawdzić parę miejsc w sprawie włamania. Dwa. Spodziewamy się kłopotów. Te pary z aurorami chyba to potwierdzają. Musimy obserwować ogniska i obrzeża.
Zastanawiała się, czy te ogniska wygasną, czy wręcz przeciwnie.
W tym drugim przypadku, zdaje się, byłby to ten rzadki przypadek, gdy klątwa Heather mogłaby się przydać.
Brenna poczekała, czy Heather coś odpowie, a potem obróciła się, gotowa wraz z nią wrócić na miejsce zbiórki.
- Chyba nie blokujemy wejść i wyjść? To Beltaine, i tak wszyscy będą się wymykać - rzuciła do wszystkich, którzy już byli. Zakładała, że śmierciożercy i tak się tu dostaną. Nie zdołają ich przed tym powstrzymać. Z dwojga złego wolała by łatwiej było stąd uciec niż trudniej wejść.
Nie proponowała nic więcej z prostego powodu - na razie musieli poczekać aż wypowie się Erik i nadciągnie Charles, bo zdaje się, że oni mieli najdłuższy staż.
- Dajcie mi sekundkę, rozejrzę się i mam coś do przekazania Heather w sprawie Ollivanderów! - zwróciła się do Mavelle i tych domowników, którzy razem z nimi przyszli na polanę. Niezbyt cicho, jeśli ktoś chciał akurat podsłuchiwał.
Obiecała Wood szczegóły, a przecież nie mogła wiele powiedzieć, kiedy obok nich znajdą się Atreus oraz Chester.
Brenna szybkim krokiem ruszyła do Heather.
- Cześć, młoda - rzuciła do dziewczyny, dając jej znak, aby na moment odeszły na bok. Ustawiła się przodem do lasu - wyglądało na to, że obserwuje ją pod kątem zabezpieczeń... co też zresztą mówiła. - Nie mamy za wiele czasu, więc krótko - mruknęła, zniżając głos i pochylając ku niej głowę, gdy upewniła się, że nikt nie stoi blisko. Liczyła, że zdołają porozmawiać na spokojnie, ale przydziały pokrzyżowały plany. - Raz, sprawa Ollivanderów faktycznie trwa, czeka nas pewnie wizyta na Nokturnie sprawdzić parę miejsc w sprawie włamania. Dwa. Spodziewamy się kłopotów. Te pary z aurorami chyba to potwierdzają. Musimy obserwować ogniska i obrzeża.
Zastanawiała się, czy te ogniska wygasną, czy wręcz przeciwnie.
W tym drugim przypadku, zdaje się, byłby to ten rzadki przypadek, gdy klątwa Heather mogłaby się przydać.
Brenna poczekała, czy Heather coś odpowie, a potem obróciła się, gotowa wraz z nią wrócić na miejsce zbiórki.
- Chyba nie blokujemy wejść i wyjść? To Beltaine, i tak wszyscy będą się wymykać - rzuciła do wszystkich, którzy już byli. Zakładała, że śmierciożercy i tak się tu dostaną. Nie zdołają ich przed tym powstrzymać. Z dwojga złego wolała by łatwiej było stąd uciec niż trudniej wejść.
Nie proponowała nic więcej z prostego powodu - na razie musieli poczekać aż wypowie się Erik i nadciągnie Charles, bo zdaje się, że oni mieli najdłuższy staż.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.