06.10.2024, 08:06 ✶
stoisko nory -> loteria fantowa
Pewnie gdyby mogła czytać mu w myślach i wiedziała, jakie emocje targały nim wobec kobiety która wcześniej była na scenie, to by go wyśmiała. Było coś dla nie absolutnie zabawnego w tym że funkcjonariusz, którego pracą było mierzenie się z przestępcami, tak strachliwie podchodził do jednej kobiety.
- Gdyby ktoś mi pomagał to przecież byłoby za łatwo - uśmiechnęła się do niego lekko, odrobinkę zarozumiale, jakby pokładała w swoich umiejętnościach aż za dużo wiary. Wszystko sprowadzało się jednak do tego, że przecież nie zamierzała mu się tutaj chwalić że gdyby potrzebowała, to zawsze miała przy sobie rodzeństwo.
- Dobrej stronie? - prychnęła, spoglądając na niego jakoś tak protekcjonalnie. - Bardzo wygodne dzielić sobie świat na dobrą i złą stronę. Bardzo czarno-białe to twoje równanie, Thomasie. Opiekę dentystyczną też macie w tym całym pakiecie korzyści? - rzuciła na koniec już wręcz drwiąco, ale w taki odrobinę żartobliwy sposób. - Cóż... zawsze lubiłam piec. Kiedy byłam mała marzyłam o tym, żeby zostać piekarzem. Jest coś takiego w bochenkach chleba co porusza moje serce - mówiła to z taką miną, że Hardwick mógł się poważnie zastanawiać czy mówiła poważnie czy robiła sobie z niego właśnie jaja.
- Jest też taki stereotyp, że policjant z tej miłości do słodkości prędzej czy później sam zmieni się w pączka. Pamiętaj, żeby z tym akurat walczyć - uśmiechnęła się wesoło, bezpardonowo klepiąc go krótko na wysokości żołądka.
- A co, nie do twarzy mi? - zapytała, spoglądając na czerwone teraz pukle, a potem odwracając się, tak by spojrzeć na niego przez ramię i strzelić jakąś wymizdrzoną pozę. Nie mogła być jednak przy tym poważna i zaraz parsknęła śmiechem. - Mhm. Pójdę na ustępstwo i powiem, że wyglądasz teraz mądrzej, a nie starzej - poklepała go ugodowo po ramieniu, zaraz jednak ujmując go znowu pod ramię. Nie mogli tak po prostu stać. Znaczy mogli, ale ona nie chciała. Dlatego pociągnęła go dalej, ale o wiele wolniej jak wcześniej. - Moje ulubione to budyniowe. Jeszcze nie spotkałam nikogo kto by je też najbardziej lubił - westchnęła, trochę chyba żałując że tak się sprawy miały. - Ale cóż, może dzięki temu mogę czuć się bardziej wyjątkowo. O, chodź, podejdziemy do loterii - pociągnęła go nagle, kiedy zdała sobie sprawę że znaleźli się zaraz obok wielkiego koła. Nie było przy nim wcale tak wiele ludzi, dlatego zaraz po stanięciu w kolejce udało im się kupić losy i zakręcić. Za to akurat Layla zapłaciła sama. Może z obawy żeby się nie poczuł jakby wygrała coś fajnego.
Pewnie gdyby mogła czytać mu w myślach i wiedziała, jakie emocje targały nim wobec kobiety która wcześniej była na scenie, to by go wyśmiała. Było coś dla nie absolutnie zabawnego w tym że funkcjonariusz, którego pracą było mierzenie się z przestępcami, tak strachliwie podchodził do jednej kobiety.
- Gdyby ktoś mi pomagał to przecież byłoby za łatwo - uśmiechnęła się do niego lekko, odrobinkę zarozumiale, jakby pokładała w swoich umiejętnościach aż za dużo wiary. Wszystko sprowadzało się jednak do tego, że przecież nie zamierzała mu się tutaj chwalić że gdyby potrzebowała, to zawsze miała przy sobie rodzeństwo.
- Dobrej stronie? - prychnęła, spoglądając na niego jakoś tak protekcjonalnie. - Bardzo wygodne dzielić sobie świat na dobrą i złą stronę. Bardzo czarno-białe to twoje równanie, Thomasie. Opiekę dentystyczną też macie w tym całym pakiecie korzyści? - rzuciła na koniec już wręcz drwiąco, ale w taki odrobinę żartobliwy sposób. - Cóż... zawsze lubiłam piec. Kiedy byłam mała marzyłam o tym, żeby zostać piekarzem. Jest coś takiego w bochenkach chleba co porusza moje serce - mówiła to z taką miną, że Hardwick mógł się poważnie zastanawiać czy mówiła poważnie czy robiła sobie z niego właśnie jaja.
- Jest też taki stereotyp, że policjant z tej miłości do słodkości prędzej czy później sam zmieni się w pączka. Pamiętaj, żeby z tym akurat walczyć - uśmiechnęła się wesoło, bezpardonowo klepiąc go krótko na wysokości żołądka.
- A co, nie do twarzy mi? - zapytała, spoglądając na czerwone teraz pukle, a potem odwracając się, tak by spojrzeć na niego przez ramię i strzelić jakąś wymizdrzoną pozę. Nie mogła być jednak przy tym poważna i zaraz parsknęła śmiechem. - Mhm. Pójdę na ustępstwo i powiem, że wyglądasz teraz mądrzej, a nie starzej - poklepała go ugodowo po ramieniu, zaraz jednak ujmując go znowu pod ramię. Nie mogli tak po prostu stać. Znaczy mogli, ale ona nie chciała. Dlatego pociągnęła go dalej, ale o wiele wolniej jak wcześniej. - Moje ulubione to budyniowe. Jeszcze nie spotkałam nikogo kto by je też najbardziej lubił - westchnęła, trochę chyba żałując że tak się sprawy miały. - Ale cóż, może dzięki temu mogę czuć się bardziej wyjątkowo. O, chodź, podejdziemy do loterii - pociągnęła go nagle, kiedy zdała sobie sprawę że znaleźli się zaraz obok wielkiego koła. Nie było przy nim wcale tak wiele ludzi, dlatego zaraz po stanięciu w kolejce udało im się kupić losy i zakręcić. Za to akurat Layla zapłaciła sama. Może z obawy żeby się nie poczuł jakby wygrała coś fajnego.