Na jej twarzy pojawił się wyraz zamyślenia. Trochę tak sugerowała, może nie do końca o to jej chodziło, ale jakby nie patrzeć mógł odczytać to w ten sposób. Miejsce do potajemnych schadzek nie brzmiało jednak dokładnie tak jak chciała. Miał to być ich dom, ostoja, gdzie mogli się zaszyć, no nic musiała się pogodzić, że faktycznie chodziło jej o miejsce do potajemnych schadzek. Tyle, że w sumie, czy te schadzki był na pewno potajemne, skoro pokazywali się razem poza tym miejscem? Trochę zaczęła się gubić w swoich zawiłych myślach, nie szło jej zbyt dobrze analizowanie tego wszystkiego.
- To nie do końca to, co miałam na myśli, oczywiście mogło by to być całkiem ciekawym rozwiązaniem... - Tak, ukrywanie się i udawanie na co dzień, że się nie znają. Czuła w powietrzu ten dreszczyk emocji, ale to nie było to, co chciała z nim zrobić. Zależało jej na tym, aby wszyscy wiedzieli, że do siebie należą, aby nikt nie spróbował nawet do niego podchodzić, bo był jej. Zdecydowanie potajemny romans nie miał w tym przypadku racji bytu. - Jest zdecydowanie zbyt późno, no i nie pozwoliłabym na to, żeby te wszystkie czystokrwiste dziewuchy myślały o tym, że jest szansa, że mogą się do ciebie zbliżyć. - Och tak, potrafiła być bardzo zaborcza, jeśli jej na czymś zależało.
Nie zaliczyli jeszcze swojego oficjalnego debiutu jako para, ale wiedziała, że ten moment się zbliża. Tak naprawdę to na niego czekała, wiedziała, że z początku może to wzbudzić pewne kontrowersje, ale z drugiej strony, czy w ogóle powinno? Należeli do odpowiednich rodzin, nie łamali żadnych zasad, które od lat były mile widziane wśród ich kręgów, wszystko rysowało się naprawdę nieźle.
Okazało się, że nie było to takie trudne. Zaakceptował jej pomysł. Była zadowolona, że nie miał nic przeciwko temu. To miejsce pozostanie tylko ich, nikt nie będzie wiedział, gdzie znikają, aby wyrwać te kilka dni rzeczywistości. Uśmiechnęła się i odruchowo cmoknęła go w policzek, uradowana, że zaakaceptował ten pomysł. Mogli więc zacząć pracować nad tym, aby to miejsce faktycznie stało się ich domem.
- Wydaje mi się, że zawsze, nie sądzę, że w miesiąc coś by się zmieniło. - Nie zwracała wcześniej uwagi na te drobne mankamenty, które teraz stawały się bardziej widoczne. Coż, może przez to, że faktycznie aktualnie to był ich problem, bo domek został ich własnością. Nie powinni mieć jednak problemu z tym, aby sobie ze wszystkim poradzić. Mieli w końcu magię, przy pomocy zaklęć odrestaurują to miejsce całkiem szybko. Nie wydawało jej się, żeby była potrzeba, aby naprawiali to miejsce, jak mugole. Nie byli nimi. Kilka wprawnych zaklęć wystarczy, aby domek sprawiał pozory niemagicznego. Przydałoby się również nałożyć jakieś zabezpieczenia, aby nikt nieproszony tutaj nie wchodził pod ich nieobecność. Miejsce znajdowało się na uboczu, ale to nie zmieniało faktu, że ktoś mógł się nim zainteresować.
- Fioletowo? - Powtórzyła po nim cicho. Nie był to chyba jej ulubiony kolor, na pewno rzucał się w oczy, szczególnie w tej mugolskiej części zabudowań, ale czy jej to przeszkadzało? Nie. - Może być fioletowy, chociaż nie wiem, czy nie lepiej pozostać przy mugolskim wtapianiu się w tło. - To byłoby bezpieczniejszym rozwiązaniem, zdecydowanie. Może faktycznie powinni jednak podążać tą ścieżką, skoro nikt miał nie domyślić się, że mieszkają tutaj dziwacy, to znaczy czarodzieje. Tak właściwie to nie miała jeszcze pomysłu w jaki sposób powinni urządzić ten domek, miała zamiar improwizować, to zawsze była odpowiednia metoda. Pewnie postanowi tu przynieść coś ze swojego mieszkania, może jakieś futra zwierząt, które mogłyby wprowadzić do wnętrza nieco ciepła. Tak, Yaxleyówna uwielbiała odzwierzęce materiały, jak przystało na łowcę potworów. Wiedziała, że nie wszyscy lubią trzymać martwe części zwierząt w domu, no ale w jej przypadku nie było innej możliwości. Szczególnie, że zostawiała sobie te materiały, które wydawały jej się być atrakcyjniejsze, z kwiatkami Ambroise'a to mogło być naprawdę całkiem przyjemne miejsce. Musiała się go zapytać o to, czy zna jakieś gatunki roślin, którym odpowiadał piasek jako podłoże do życia. Nie znała się praktycznie w ogóle na tej części przyrody, ale miło by było mieć tu jakiś ogródek, cokolwiek.
Zresztą dopiero co stali się właścicielami tego miejsca, czuła, że nie powinni mieć problemu z określeniem tego, jak to miejsce miało wyglądać. Jeszcze kilka przyjazdów, a domek zacznie w pełni należeć do nich. Gdyby się uparli zapewne byliby w stanie zrobić to w jeden weekend, ale Yaxleyówna nie przyjeżdżała tu tylko po to, żeby odrestaurowywać domek, nie, to był tylko dodatek do czasu, który mieli spędzać z ukochanym na zupełnie innych czynnościach.
Nadal czuła się, jakby trwał ich miesiąc miodowy, było wspaniale, nie mogła przestać się cieszyć jego obecnością. Niby powinna do tego przywyknąć, bo miała to na co dzień, ale zdecydowanie jeszcze się tak nie stało.
- Ależ oczywiście. - W kilka sekund znalazła się w jego ramionach, oplotła swoje dłonie wokół szyi mężczyzny i dała się wnieść do chatki.
Najgorsze mieli już za sobą, załatwili wszystkie formalności związane z zakupem tego miejsca, wypadałoby więc wreszcie się w nim rozgościć. Rozmawiałi przecież o tym, że je ochrzczą, miała nadzieję, że i ta obietnica zostanie spełniona.