06.10.2024, 14:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2025, 14:33 przez Baldwin Malfoy.)
Orfeusz - Znajomość Półświatka (III)
“Przecież jesteśmy rodziną. Rodzinie się nie odmawia.” szepnął Orfeusz w lekko rozchylone, spękane usta bratanka, nie czując posmaku niczego prócz krwi z rozciętej wargi. Bo Baldwin żył tak jak artysta żyć powinien, na skraju nędzy, w pogardzie dla konwenansów i norm społecznych, składając samego siebie na ołtarzu Sztuki.
Jest synem, którego Armand Malfoy nigdy nie miał.
Cieniem jego wielkości jako artysty i nieodłącznym elementem otoczenia poety. Członek patologicznej bohemy nokturnowskiej Orfeusza - świata gdzie piękno przeplata się z brzydotą i zgnilizną.
Baldwin zdaje się być od niego chorobliwie uzależniony, a uzależnienie to przekłada się na ślepe oddanie, bo Armand skutecznie od lat truł ten młody, spragniony odrobiny ojcowskiej akceptacji, umysł. Był jednym z najważniejszych nauczycieli jakich chłopak miał w życiu. To on zdradził mu tajemnice hipnozy, wskazał ścieżkę po której kroczyć, by poznać słodycz czarnej magii.
Za odrobinę fałszywej aprobaty i protekcję na Podziemnych Ścieżkach - Orfeusz otrzymuje od Baldwina wszystko czego zapragnie.
Philip McKinnon:
Baldwin bywalcem Kościanego Zamtuza jest dość częstym, ale wbrew pozorom rzadko jako typowy klient. Z reguły maluje pracujące w przybytku dziewczęta gdzieś tam między godzinami ich pracy, szukając piękna w odpadniętych kończynach i wampirzych zębiskach. Pana McKinnona zna i szanuje. Jeszcze nigdy stamtąd nie wyleciał, choć podejrzewa, że tajemnica tkwi w tym, że szanowna małżonka właściciela często gości na jego obrazach i szkicach.
Madame Fontaine:
Raz palnął coś głupiego.
Miał może czternaście czy piętnaście lat, gdy w nieodpowiednim towarzystwie, powtórzył wyssaną z palca plotkę. Palca owego co prawda nie stracił, ale życie - nieomal tak. Skatowanego, porzucono go w głębinach katakumb. Wyczołgał się z nich o własnych siłach.
Ciężko powiedzieć co bardziej zszokowało czarnowłosą wiedźmę. Fakt, że dzieciak przeżył czy to, że ze skruszoną miną i złamanym nosem stanął po kilku dniach na jej progu z kwiatami, czekoladkami i poematem naskrobanym ręką Orfeusza.
Można odnieść wrażenie, że w siatce przestępczej Madame, chłopak nie pełni jakiejś znaczącej roli. A jednak - Baldwin jest szczurołapem. Przewodnikiem po katakumbach, których mapę ma wdrukowaną w pamięci; Jego zlecenia od Fontaine ograniczają się często do odnalezienia takiego zagubionego w podziemnych korytarzach młodziutkiego szczura i przyprowadzenie go z powrotem “do domu”.
“Przecież jesteśmy rodziną. Rodzinie się nie odmawia.” szepnął Orfeusz w lekko rozchylone, spękane usta bratanka, nie czując posmaku niczego prócz krwi z rozciętej wargi. Bo Baldwin żył tak jak artysta żyć powinien, na skraju nędzy, w pogardzie dla konwenansów i norm społecznych, składając samego siebie na ołtarzu Sztuki.
Jest synem, którego Armand Malfoy nigdy nie miał.
Cieniem jego wielkości jako artysty i nieodłącznym elementem otoczenia poety. Członek patologicznej bohemy nokturnowskiej Orfeusza - świata gdzie piękno przeplata się z brzydotą i zgnilizną.
Baldwin zdaje się być od niego chorobliwie uzależniony, a uzależnienie to przekłada się na ślepe oddanie, bo Armand skutecznie od lat truł ten młody, spragniony odrobiny ojcowskiej akceptacji, umysł. Był jednym z najważniejszych nauczycieli jakich chłopak miał w życiu. To on zdradził mu tajemnice hipnozy, wskazał ścieżkę po której kroczyć, by poznać słodycz czarnej magii.
Za odrobinę fałszywej aprobaty i protekcję na Podziemnych Ścieżkach - Orfeusz otrzymuje od Baldwina wszystko czego zapragnie.
adnotacja moderatora
Relacja zaakceptowana. (Baba Jaga)
Philip McKinnon:
Baldwin bywalcem Kościanego Zamtuza jest dość częstym, ale wbrew pozorom rzadko jako typowy klient. Z reguły maluje pracujące w przybytku dziewczęta gdzieś tam między godzinami ich pracy, szukając piękna w odpadniętych kończynach i wampirzych zębiskach. Pana McKinnona zna i szanuje. Jeszcze nigdy stamtąd nie wyleciał, choć podejrzewa, że tajemnica tkwi w tym, że szanowna małżonka właściciela często gości na jego obrazach i szkicach.
Madame Fontaine:
Raz palnął coś głupiego.
Miał może czternaście czy piętnaście lat, gdy w nieodpowiednim towarzystwie, powtórzył wyssaną z palca plotkę. Palca owego co prawda nie stracił, ale życie - nieomal tak. Skatowanego, porzucono go w głębinach katakumb. Wyczołgał się z nich o własnych siłach.
Ciężko powiedzieć co bardziej zszokowało czarnowłosą wiedźmę. Fakt, że dzieciak przeżył czy to, że ze skruszoną miną i złamanym nosem stanął po kilku dniach na jej progu z kwiatami, czekoladkami i poematem naskrobanym ręką Orfeusza.
Można odnieść wrażenie, że w siatce przestępczej Madame, chłopak nie pełni jakiejś znaczącej roli. A jednak - Baldwin jest szczurołapem. Przewodnikiem po katakumbach, których mapę ma wdrukowaną w pamięci; Jego zlecenia od Fontaine ograniczają się często do odnalezienia takiego zagubionego w podziemnych korytarzach młodziutkiego szczura i przyprowadzenie go z powrotem “do domu”.