06.10.2024, 15:20 ✶
- Po co miałabym chcieć tu sprzątać? - zapytała, wstając i sięgając po jedną z butelek. Nie zwróciła szczególnej uwagi na to, którą dokładnie wybrała. To teraz nie było ważne, ważne było to, czy potrafiło nie tylko mocno kopnąć, ale również rozluźnić język i spięte stresem mięśnie. Roselyn nie należała do osób, które twierdziły, że piją dla smaku. Owszem, niektóre wina jej smakowały, czasem też pijała drinki, lecz wtedy były to drinki z naprawdę śladową ilością alkoholu. Ogólnie rzecz biorąc Greengrassówna uważała, że alkohol służył do tego, by wytrzymać tę wkurwiającą, bolesną rzeczywistość. Inaczej nie dało się przetrwać - każdy czasem musiał się zresetować i przypomnieć sobie, jak to jest gdy mózg nagle przypomni sobie, by zrobić potężny wyrzut dopaminy. - Nie powiedziałam, że tu będę spać. Poza tym nie mogę się wiecznie ukrywać przed ojcem, prawda? No i gdzie będziesz sprowadzał kolejne kandydatki na żonę, jak nie tu?
Odpowiedziała dość opryskliwie, wyciągając rękę po szklankę. Nawet na nią nie spojrzała, tylko od razu wystawiła ją pod kran, spodziewając się najwyraźniej, że wszystko tu będzie pokryte kurzem, brudem i ewentualnymi pajęczynami. Nie wychodziła z kuchni, dopóki nie upewniła się, że nie dostanie sraczki stulecia, gdy postanowi napić się z jakiegokolwiek naczynia, pochodzącego z tego mieszkania.
- Roise, nie przewiduję tutaj opcji "zmiana pytania" - powiedziała poważnie, nalewając złocisty płyn do szkła. Na moment, na krótką chwilę, przymknęła oczy, zastanawiając się po co to właściwie robi? Czy miała wystarczająco sił, by kontynuować tę przepychankę? Czy być może ogarniało ją zmęczenie, nie tylko fizyczne przez te pieprzone schody, które musiała pokonać? Nie miała pojęcia, ale półsłówka przestały ją bawić w chwili, w której opuścili towarzystwo innych ludzi. - Nie obchodzi mnie to, jaki jest Anthony.
Powiedziała w końcu, poważnie, gdy udało jej się wrócić do głównej izby. Usiadła, tym razem na fotelu, i machnęła różdżką w kierunku okna, by je otworzyć. Nie chciało jej się wstawać, a potrzebowała zapalić. Jednocześnie nie chciała tu smrodzić bardziej niż ustawa przewidywała, bo nienawidziła palić w zamkniętych pomieszczeniach. Jednak alkohol wzmagał u niej chęć zapalenia, więc nawet nie chciała się oszukiwać, że będzie grzecznie dygać na dół. Zresztą Ambroise nie powinien mieć nic przeciwko temu, w końcu i tak "tu nie spał", prawda?
- Roise, nie wiążę z nim żadnej przyszłości. Absolutnie żadnej. Jedyne czego od niego chcę, to żeby inni dali mi spokój. Niech odgrywa rolę dobrego narzeczonego, niech wysyła kwiaty i pokazuje, że mu zależy. Niech odgania innych kandydatów i wypije piwo, którego nawarzył. A potem się rozstaniemy, mówiąc że mnie zdradził. Wyjdę na tym lepiej niż gdybyśmy mieli teraz to odkręcać na szybko - powiedziała poważnie, na koniec swojej wypowiedzi wypijając jednym haustem zawartość szklanki. Z cichym westchnięciem machnęła różdżką w stronę kuchni. I po chuj zostawiała tam tę butelkę? Przecież mogła ją zabrać ze sobą. - Po co chciał się z tobą spotkać?
Tego nie wiedziała. Zaskoczył ją, Anthony nic nie mówił. Uniosła brwi, nie kryjąc się nawet ze swoim zaskoczeniem.
Rzut na transolakcję, żeby przywołać flaszkę do siebie
Rzut O 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana