06.10.2024, 22:29 ✶
Camille odwróciła się w stronę Laurenca, ale jej mina świadczyła o tym, że... Chyba nie do końca chce opuścić to miejsce, jak już było wspomniane. Spojrzała na Lestrange'a z uwagą, a potem przeniosła spojrzenie na ducha. Widać było, że mu współczuła, i nawet nie starała się tego ukrywać. Jednak gdy tylko jej dłoń została "schwytana" przez ducha, Delacour cofnęła ją. Jakby otrzeźwiała pod wpływem tego zimnego, nieumarłego dotyku, który był tak dziwny i nierealny, że niemalże natychmiast przywrócił ją do rzeczywistości.
- Ja... - odpowiedziała znowu, przełykając ślinę. - Ale co z nim?
Zapytała cicho, pozwalając by ją odsunął. Blondynka wsparła się na swoim towarzyszu, jednak nagle coś ją ukłuło. Dlaczego dysponował jej ciałem? Dlaczego zachowywał się w ten sposób? Nie należała do kobiet, które lubiły, gdy mówiło się im co mają robić. Tym bardziej nie lubiła, gdy ktoś w fizyczny sposób przymuszał ją do czegokolwiek. Poczuła ukłucie zazdrości, gdy wspomniał o Ministerstwie. Zazdrościła mu tego, jak wysokiej pozycji się doszarpał. Zazdrościła tego, że parł do celu, nie bał się porzucić dotychczasowego życia i faktycznie udało mu się osiągnąć to, co sobie zaplanował. Do tej pory myślała, że i jej się to uda, ale teraz... Teraz zwątpiła.
Nie strząsnęła jednak jego ręki. Kiwnęła głową. Skoro tak miało być...
- Zajmą się panem - powiedziała jeszcze miękko, wciąż patrząc na ducha, który unosił się przy maszynie do szycia. Patrzył na niedokończoną suknię z rozpaczą. - Laurence... Zgłośmy to natychmiast. A potem idźmy do Rosiera, bo mamy coraz mniej czasu.
Powiedziała poważnie, zaciskając dłoń na jego przedramieniu. Nie podejrzewała, że tak to się skończy. Nie wyglądał na czarodzieja, który by tak szybko umarł. Nie wiedział nawet że umarł, o sposobie śmierci nie wspominając. Czemu to musiało się przydarzyć właśnie teraz? Gdzie ona teraz znajdzie idealną sukienkę?
- Ja... - odpowiedziała znowu, przełykając ślinę. - Ale co z nim?
Zapytała cicho, pozwalając by ją odsunął. Blondynka wsparła się na swoim towarzyszu, jednak nagle coś ją ukłuło. Dlaczego dysponował jej ciałem? Dlaczego zachowywał się w ten sposób? Nie należała do kobiet, które lubiły, gdy mówiło się im co mają robić. Tym bardziej nie lubiła, gdy ktoś w fizyczny sposób przymuszał ją do czegokolwiek. Poczuła ukłucie zazdrości, gdy wspomniał o Ministerstwie. Zazdrościła mu tego, jak wysokiej pozycji się doszarpał. Zazdrościła tego, że parł do celu, nie bał się porzucić dotychczasowego życia i faktycznie udało mu się osiągnąć to, co sobie zaplanował. Do tej pory myślała, że i jej się to uda, ale teraz... Teraz zwątpiła.
Nie strząsnęła jednak jego ręki. Kiwnęła głową. Skoro tak miało być...
- Zajmą się panem - powiedziała jeszcze miękko, wciąż patrząc na ducha, który unosił się przy maszynie do szycia. Patrzył na niedokończoną suknię z rozpaczą. - Laurence... Zgłośmy to natychmiast. A potem idźmy do Rosiera, bo mamy coraz mniej czasu.
Powiedziała poważnie, zaciskając dłoń na jego przedramieniu. Nie podejrzewała, że tak to się skończy. Nie wyglądał na czarodzieja, który by tak szybko umarł. Nie wiedział nawet że umarł, o sposobie śmierci nie wspominając. Czemu to musiało się przydarzyć właśnie teraz? Gdzie ona teraz znajdzie idealną sukienkę?
Koniec sesji