Nawet nie liczyła na to, ze u Rodolphusa coś się bardzo zmieni przez te dwa dni, odkąd go odwiedziła ostatnio – i się nie przeliczyła, bo gdy znaleźli się w środku, to zanotowała, że wszystko jest na swoim miejscu dokładnie tak, jak to zapamiętała. Nawet fotel stał tam, gdzie stał, nim go złośliwie przesunęła o te kilka centymetrów, celowo doprowadzając do pulsacji żyłkę na skroni młodszego kuzyna. I nawet roślinka, którą mu wysłała, prezentowała się dumnie, co przyjęła z tajemniczym uśmieszkiem błąkającym się po ustach, ale kiwnięcie głową wyrażało aprobatę, bo niemalże od razu się do niej skierowała, żeby zobaczyć jak się ma, i czy radzi sobie w nowym środowisku. Nawet nie rozważała (póki co…) posyłania mu kolejnych roślin, w tym dużo trudniejszych w hodowli i uprawie. Ta jedna wystarczająco dobrze radziła sobie, by w pewnym sensie „ocieplić” wnętrze, nie psując jego charakteru.
– Wody. Wystarczy mi już tego wina – stwierdziła, pochyliwszy się odrobinę do liści rośliny, oglądając je z bliska. I najwyraźniej kontrola wypadła całkiem dobrze, bo za chwilę wyprostowała się i tak po prostu, jakby była u siebie, skierowała się do fotela, który ostatnio też zajmowała, i się nań wpasowała, zakładając przy tym nogę na nogę, a torebkę odłożyła na stolik i wlepiła spojrzenie ciemnych oczu w Rodolphusa. – I co, milej od razu z rośliną – to nie było pytanie, raczej powiedziała to w intonacji stwierdzenia. Bo nawet nie pytała go o zdanie…
Co być może przeoczyliście brzmiało jednocześnie wyzywająco, tajemniczo i… stawiało tak samo wiele pytań, co dawało odpowiedzi. Bo jedyni znani Zimni, to była ona, Mavelle, Atreus i Patrick, z którymi była w stałym kontakcie. I tylko ich badało Ministerstwo. Cóż więc takiego mógł dowiedzieć się Rodolphus, co pominęli oni lub to Ministerstwo…? Victoria milczała przez dłuższą chwilę, wpatrując się w kuzyna, jej chłodna mimika wyrażała raczej niewiele… Ale myślała. Bo wiedziała doskonale, że nie był ijedynymi osobami, które do Limbo trafiły. Był jeszcze Voldemort i… trójka jego popleczników. Kto to był? Cóż… Nie wiedziała, ale z łatwością można było założyć, że istnieje prawdopodobieństwo, że zmagają się z podobną przypadłością.
Tylko kto to był?
Opinia publiczna tego nie wiedziała. Zimni tego nie wiedzieli. Ministerstwo tego nie wiedziało. Ale…
Kurwamać.
Ta cisza była być może nawet trochę za długa jak na nią, lecz w końcu się odezwała.
– Z całym szacunkiem do Ministerstwa, ale bardzo się zdziwię, jeśli odkryje cokolwiek – A nawet jeśli, to się tym nie podzielą, bo od razu wyda się, że zrobili to nielegalnie – nie powiedziała tego na głos, za to pomyślała. – Co takiego mogliśmy przeoczyć? – zapytała w końcu. Nie skąd się dowiedziałeś, nie gdzie kopałeś, tylko co…