07.10.2024, 09:49 ✶
Nie podobało mu się podejście Cassandry. Być może reagowała w ten sposób dlatego, że od samego początku był wobec niej nieufny, lecz z drugiej strony on nie ufał nikomu na tyle, by tak po prostu wejść w nieznane i zagłębić się w te rozważania na temat życia i śmierci ot tak. Wyglądało jednak na to, że nie mieli wyboru.
Gdy Nicholas powiedział, żeby odpuścił, przechylił lekko głowę na bok, ale puścił kobietę. Jeżeli to nazywał przemocą, to chyba tak naprawdę wcale go nie znał. To, co robił, nie można było w żaden sposób przyrównać do przemocy. Przemoc zaczynała się dopiero za inną, dość cienką granicą. Zapewne by to odczytał z jego twarzy, lecz ta była ukryta pod maską. Kusiło go, ach jakże kusiło, by wystawić Fawley na tę próbę. Nie podobało mu się, że podważała ich zaangażowanie, nie podobało mu się też to, że próbowała dyktować warunki, skoro była wyłącznie wsparciem i lekką pomocą, w przeciwieństwie do nich. Inna sprawa miała się z Nicholasem. Lestrange zerknął na karafki, a potem z powrotem na Traversa. Czy był gotowy oddać życie za ich mistrza? Czy przypadkiem nie połączyli sił, bo na ten moment ich cele były zbieżne?
Fakt był taki, że Rodolphus poświęcił Czarnemu Panu całkiem sporo lat ze swojego dojrzałego życia. Bez słowa wykonywał jego polecenia, nawet jeżeli wydawały mu się nielogiczne. Doskonale wiedział, że on sam - i w zasadzie ktokolwiek z organizacji - nie miał całego obrazu, nie posiadał wszystkich elementów skomplikowanej układanki, którą próbowali uporządkować razem z mistrzem. Czy byłby gotów oddać za niego życie? Czy być może byłby gotów oddać życie za sprawę, którą dzielili? Za wspólną wizję świata - lepszego świata?
- Powinnaś to samo pytanie zadać sobie samej - odpowiedział cicho, przymykając oczy. Czy był gotowy oddać życie Voldemortowi?
A czy przecież już tego nie zrobił? Śmierć była dopiero początkiem, prawda? Co za różnica, czy zginie teraz, czy później? Czym był on sam w obliczu czegoś większego, czego mieli dokonać razem z Voldemortem? Morpheus ostrzegał go swoją przepowiednią, że ciąży na nim niebezpieczeństwo. Że widzi zagrożenie, które jest blisko, ale przecież całe jego życie to było jedno wielkie stąpanie po cienkiej linie, która w każdej chwili mogła się zarwać pod ciężarem nieodpowiednich decyzji. Sięgnął po naczynie i odwrócił się tak, by Fawley nie mogła dostrzec skrawka jego twarzy, gdy jednym haustem wypijał "próbę", czymkolwiek ona by nie była. Jeżeli padnie martwy, przynajmniej Nicholas się zajmie Fawley, tego był pewny.
Gdy Nicholas powiedział, żeby odpuścił, przechylił lekko głowę na bok, ale puścił kobietę. Jeżeli to nazywał przemocą, to chyba tak naprawdę wcale go nie znał. To, co robił, nie można było w żaden sposób przyrównać do przemocy. Przemoc zaczynała się dopiero za inną, dość cienką granicą. Zapewne by to odczytał z jego twarzy, lecz ta była ukryta pod maską. Kusiło go, ach jakże kusiło, by wystawić Fawley na tę próbę. Nie podobało mu się, że podważała ich zaangażowanie, nie podobało mu się też to, że próbowała dyktować warunki, skoro była wyłącznie wsparciem i lekką pomocą, w przeciwieństwie do nich. Inna sprawa miała się z Nicholasem. Lestrange zerknął na karafki, a potem z powrotem na Traversa. Czy był gotowy oddać życie za ich mistrza? Czy przypadkiem nie połączyli sił, bo na ten moment ich cele były zbieżne?
Fakt był taki, że Rodolphus poświęcił Czarnemu Panu całkiem sporo lat ze swojego dojrzałego życia. Bez słowa wykonywał jego polecenia, nawet jeżeli wydawały mu się nielogiczne. Doskonale wiedział, że on sam - i w zasadzie ktokolwiek z organizacji - nie miał całego obrazu, nie posiadał wszystkich elementów skomplikowanej układanki, którą próbowali uporządkować razem z mistrzem. Czy byłby gotów oddać za niego życie? Czy być może byłby gotów oddać życie za sprawę, którą dzielili? Za wspólną wizję świata - lepszego świata?
- Powinnaś to samo pytanie zadać sobie samej - odpowiedział cicho, przymykając oczy. Czy był gotowy oddać życie Voldemortowi?
A czy przecież już tego nie zrobił? Śmierć była dopiero początkiem, prawda? Co za różnica, czy zginie teraz, czy później? Czym był on sam w obliczu czegoś większego, czego mieli dokonać razem z Voldemortem? Morpheus ostrzegał go swoją przepowiednią, że ciąży na nim niebezpieczeństwo. Że widzi zagrożenie, które jest blisko, ale przecież całe jego życie to było jedno wielkie stąpanie po cienkiej linie, która w każdej chwili mogła się zarwać pod ciężarem nieodpowiednich decyzji. Sięgnął po naczynie i odwrócił się tak, by Fawley nie mogła dostrzec skrawka jego twarzy, gdy jednym haustem wypijał "próbę", czymkolwiek ona by nie była. Jeżeli padnie martwy, przynajmniej Nicholas się zajmie Fawley, tego był pewny.