18.01.2023, 14:38 ✶
Patrick pokiwał odruchowo głową. Florence miała rację. Istotą całej sprawy był Lyndon, to on niepotrzebnie zrównywał życie niewinnego dzieciaka z samym sobą. Ale sam miał tę przewagę, że był dorosłym, wykształconym czarodziejem. Chyba potrafiłby się obronić przed atakiem. A na pewno potrafiłby to zrobić lepiej niż dzieciak, który jeszcze nawet nie poszedł do Hogwartu.
Poprowadził ich ku przejściu dla pieszych. Steward poruszał się po części Londynu zamieszkanej przez mugoli dość swobodnie, jakby albo często tu bywał, albo dobrze znał mugoli i ich zwyczaje.
- Szantażowała przynajmniej trzy osoby – odpowiedział. – Trzy różne osoby. O ile wiem, oni raczej nie wiedzieli o sobie nawzajem.
Doszli do kawiarni. Patrick otworzył drzwi i przepuścił przodem Florence. Wnętrze kawiarni wyglądało dość przytulnie. Umiejętnie połączono w nim drewnianą, ciemną podłogę z wielkimi, przeszklonymi oknami i ceglaną ścianą. Poza stolikami i krzesłami, były tu również pufy i siedziska z nadprogramową ilością poduszek. Dla najbardziej wybrednych gości umieszczono miękkie, wyglądające na bardzo babcine fotele. Na ścianach wisiały obrazy, zatopione w ramkach fragmenty filiżanek, imbryczków i talerzyków. Było też sporo zielonych roślin, w tym paprotek, skrzydłokwiatów i monster. Pachniało tu intensywnie świeżo zmielonymi ziarnami kawy, orzeźwiającą zieloną herbatą i jakimiś korzennymi przyprawami.
Patrick od razu ruszył w stronę stojącej za ladą i uśmiechającej do nich mugolki.
- Dzień dobry – przywitał się jowialnie, jakby dobrze znał sprzedawczynię, choć pewnie widział ją po raz pierwszy w życiu. – Coś bardzo ładnie pachnie.
- To nasza zimowa herbata – wyrecytowała. – Z jabłkami, goździkami, imbirem i cynamonem.
- Skusisz się? – posłał pytające spojrzenie Florence. – A ta obok? – znowu dopytał młodziutką sprzedawczynię.
- Ta obok jest w wersji z pomarańczami i niewielką ilością malin oraz kardamonu. Mamy też bardzo dobrą kawę dyniową. I szarlotkę na ciepło.
Patrick zaczekał aż Florence wybierze cokolwiek z tego, co polecała sprzedawczyni. Oczywiście poza sezonowymi herbatami i kawami, były tu również napoje dostępne przez cały rok. Od zwykłych herbat – podawanych tradycyjnie po brytyjsku po yerba matę. Podobnie było z przekąskami. Choć sprzedawczyni wymieniła szarlotkę, bez problemu mogli zamówić zwykłe kruche ciastka, muffinki, sernik lub croissanty.
- Dla mnie to samo – powiedział, gdy już wybrała na co miała ochotę. – Wolisz na wynos czy posiedzimy gdzieś tutaj? – Ręką wskazał na stolik znajdujący się w kącie, sprawiający wrażenie dającego więcej prywatności niż reszta wolnych miejsc.
Zaraz po tym zapłacił za zamówienie, z góry zakładając, że Florence mogła nie nosić ze sobą mugolskiej gotówki.
Poprowadził ich ku przejściu dla pieszych. Steward poruszał się po części Londynu zamieszkanej przez mugoli dość swobodnie, jakby albo często tu bywał, albo dobrze znał mugoli i ich zwyczaje.
- Szantażowała przynajmniej trzy osoby – odpowiedział. – Trzy różne osoby. O ile wiem, oni raczej nie wiedzieli o sobie nawzajem.
Doszli do kawiarni. Patrick otworzył drzwi i przepuścił przodem Florence. Wnętrze kawiarni wyglądało dość przytulnie. Umiejętnie połączono w nim drewnianą, ciemną podłogę z wielkimi, przeszklonymi oknami i ceglaną ścianą. Poza stolikami i krzesłami, były tu również pufy i siedziska z nadprogramową ilością poduszek. Dla najbardziej wybrednych gości umieszczono miękkie, wyglądające na bardzo babcine fotele. Na ścianach wisiały obrazy, zatopione w ramkach fragmenty filiżanek, imbryczków i talerzyków. Było też sporo zielonych roślin, w tym paprotek, skrzydłokwiatów i monster. Pachniało tu intensywnie świeżo zmielonymi ziarnami kawy, orzeźwiającą zieloną herbatą i jakimiś korzennymi przyprawami.
Patrick od razu ruszył w stronę stojącej za ladą i uśmiechającej do nich mugolki.
- Dzień dobry – przywitał się jowialnie, jakby dobrze znał sprzedawczynię, choć pewnie widział ją po raz pierwszy w życiu. – Coś bardzo ładnie pachnie.
- To nasza zimowa herbata – wyrecytowała. – Z jabłkami, goździkami, imbirem i cynamonem.
- Skusisz się? – posłał pytające spojrzenie Florence. – A ta obok? – znowu dopytał młodziutką sprzedawczynię.
- Ta obok jest w wersji z pomarańczami i niewielką ilością malin oraz kardamonu. Mamy też bardzo dobrą kawę dyniową. I szarlotkę na ciepło.
Patrick zaczekał aż Florence wybierze cokolwiek z tego, co polecała sprzedawczyni. Oczywiście poza sezonowymi herbatami i kawami, były tu również napoje dostępne przez cały rok. Od zwykłych herbat – podawanych tradycyjnie po brytyjsku po yerba matę. Podobnie było z przekąskami. Choć sprzedawczyni wymieniła szarlotkę, bez problemu mogli zamówić zwykłe kruche ciastka, muffinki, sernik lub croissanty.
- Dla mnie to samo – powiedział, gdy już wybrała na co miała ochotę. – Wolisz na wynos czy posiedzimy gdzieś tutaj? – Ręką wskazał na stolik znajdujący się w kącie, sprawiający wrażenie dającego więcej prywatności niż reszta wolnych miejsc.
Zaraz po tym zapłacił za zamówienie, z góry zakładając, że Florence mogła nie nosić ze sobą mugolskiej gotówki.