A więc był ładny, tylko nie w guście Morpheusa. Wieszcz uścisnął dłoń bibliotekarza, nie za mocno, nie za słabo. Zawsze bawiły go osoby, które w tym momencie przepychały się o moc tego gestu. Nie rozumiał części męskich rytuałów, ale z drugiej strony denerwowało go, gdy ktoś wystawiał rękę jak śnięta ryba. Najgorsze za to było to, gdy ktoś miał dłoń aż oślizgłą ze zdenerwowania, co zdarzało się nader często przez sytuacje, gdy występował jako przedstawiciel Departamentu Tajemnic.
Teraz jednak urzędowa estyma nie goniła jego osoby, nie był też specjalnie znanym nazwiskiem naukowym, jego praca zwykle zostawała w głębinach archiwum, podstemplowana jako ściśle tajne. Pewnego rodzaju swoboda i zadowolenie z poczynionych przez siebie (dzięki Antoniuszowi) kroków, już wpłynęły na Morpheusa, który po raz pierwszy od dłuższego czasu, prawdziwe się wyprostował i rozluźnił.
— Morpheus Longbottom, miło mi — dopełnił swoją godność, chociaż spodziewał się, że jest ona znana w pełnej formie Milo. — Jestem zainteresowany konkretnie transferami energetycznymi i różnicowaniem pochodzenia energetycznego. Chciałbym przyjrzeć się również badaniom na temat magazynowania zebranej energii.
Nie był pierwszakiem w kwestii badań naukowych, nawet jeżeli jego wiedza o Czarnej Magii była raczej nominalna. Przede wszystkim nie zamierzał na głos nazywać jej czarną magią, będąc w miejscu, gdzie była to tylko kolejna dziedzina, jak transmutacja czy translokacja, w miejscu, gdzie była legalna. Po drugie, konkrety. Tylko żółtodzioby przychodzą do świątyni nauki i mówią, że coś by chcieli, ale nie wiedzą co. On miał plan. Wiedział czego chciał. Wszystkiego.
Był gotów podążyć za panem Icebergiem, co za durne nazwisko, pomyślał, po czym przeanalizował własne i uznał, że jednak nie ma prawa tego oceniać. Mógł oceniać zapach swojego przewodnika. Nie przeszkadzał mu i chyba to było w tym wszystkim najgorsze. Mógłby tak pachnieć.
Uśmiechnął się do Antoniusza.
— Preferowany język to angielski, mogą być również starożytne runy, w razie jednak potrzeby, skorzystamy z pomocy mojego przyjaciela.