07.10.2024, 20:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2024, 20:49 przez Anthony Shafiq.)
Z lekkim uśmiechem uciekł wzrokiem na ten bezpośredni komplement, który w ustach wielu mógłby brzmieć jak wyrzut, ale w jej ustach brzmiał tak samo szczerze i jasno, jak zawsze. Była piękną kobieta, która zdawała się bardzo dobrze współgrać z tym, za czym Anthony tęsknił, choć oczywiście nigdy nie pozwoliłby sobie nazwać jej substytutem. Stanowiła osobną istotę ludzką, pełną wartości i ideałów, które cenił w ludziach, nawet jeśli uważał je przy okazji za szalenie niepraktyczne.
Przemawiała przez niego zazdrość oportunisty. Kogoś, kto kiedyś chciał być kim innym, ale wybrał łatwiejszą drogę. Taką, która gwarantowała większą przeżywalność.
– Przed kilkoma dniami powróciłem do kraju. Pochowałem brata w marcu i okres żałoby rozciągnął się na... na kilka miesięcy – przyznał jej się z zaskakującą łatwością, nie wszyscy znali powód dla którego wycofał się na moment z życia publicznego. Prasa wietrzyła skandal i próbę jego zatuszowania, gdy tymczasem Anthony Shafiq zwyczajnie wyjechał do Afryki pożegnać swojego starszego brata. Starszego brata, którego szczerze nienawidził, ale raz że na pogrzebie wypadało się pokazać, dwa, że dla Alexnadra była to wystarczająca wymówka do dwumiesięcznego urlopu, trzy, że dzieki temu splotem przypadku dokonał bardzo korzystnej umowy, którą teraz legislacyjnie trzeba będzie przepchnąć. Zapowiadały się trzy miesiące pełne wytężonej pracy, a on...
... on czuł nadchodzące lato, dotykał niemal pyszniących się na drzewach owoców i myśli o tym, że jeszcze dwa lata temu planował wyjazd z Erikiem, nie wiedząc wcale, że będzie to ostatni raz, kiedy mógł być blisko niego w szczerości swoich niewypowiedzianych uczuć.
Przygryzł wargę na moment, zdradzając się nieco, że za jednym zdaniem kryje się coś więcej. Faye była iskrą, która nie mogłaby go rozpalić, ale jej towarzystwo było miłe.
– Wciąż dochodzę do siebie, próbuje się odnaleźć na nowo w Londyńskiej rzeczywistości i przyznam Ci się, że po dwóch miesiącach spędzonych na Prowansji, zdałem sobie sprawę, że nie tęskniłem wcale za miejskim zgiełkiem. Wręcz przeciwnie, tutaj... w Dolinie, jest zdecydowanie ciszej. Milej. – Przez moment rozejrzał się, nie wiedząc, czy kobieta ma ochotę w ogóle z nim rozmawiać trochę dłużej. Pomyślał o tym, że mógłby usiąść obok i ogrzać się jej wewnętrznym blaskiem. Na moment, jak strudzony wędrowiec.
– Słyszałem... że wielka tragedia dotknęła to miejsce – podjął ostrożnie, zaraz od razu dodając: – ale prosze nie mów, jeśli nie masz na to ochoty. Może... napijemy się czegoś? A conto starych dobrych czasów i wspólnych spraw. Nie mam dla Ciebie nic dzisiaj, ale kto wie, co przyniesie jutro? W czym w ogóle teraz się specjalizujesz? Dałaś się w końcu namówić na ciepłą posadę w ministerstwie, czy cały czas stajesz okoniem? – zapytał, gotów iść gdziekolwiek wskaże jego młodsza towarzyszka.
Przemawiała przez niego zazdrość oportunisty. Kogoś, kto kiedyś chciał być kim innym, ale wybrał łatwiejszą drogę. Taką, która gwarantowała większą przeżywalność.
– Przed kilkoma dniami powróciłem do kraju. Pochowałem brata w marcu i okres żałoby rozciągnął się na... na kilka miesięcy – przyznał jej się z zaskakującą łatwością, nie wszyscy znali powód dla którego wycofał się na moment z życia publicznego. Prasa wietrzyła skandal i próbę jego zatuszowania, gdy tymczasem Anthony Shafiq zwyczajnie wyjechał do Afryki pożegnać swojego starszego brata. Starszego brata, którego szczerze nienawidził, ale raz że na pogrzebie wypadało się pokazać, dwa, że dla Alexnadra była to wystarczająca wymówka do dwumiesięcznego urlopu, trzy, że dzieki temu splotem przypadku dokonał bardzo korzystnej umowy, którą teraz legislacyjnie trzeba będzie przepchnąć. Zapowiadały się trzy miesiące pełne wytężonej pracy, a on...
... on czuł nadchodzące lato, dotykał niemal pyszniących się na drzewach owoców i myśli o tym, że jeszcze dwa lata temu planował wyjazd z Erikiem, nie wiedząc wcale, że będzie to ostatni raz, kiedy mógł być blisko niego w szczerości swoich niewypowiedzianych uczuć.
Przygryzł wargę na moment, zdradzając się nieco, że za jednym zdaniem kryje się coś więcej. Faye była iskrą, która nie mogłaby go rozpalić, ale jej towarzystwo było miłe.
– Wciąż dochodzę do siebie, próbuje się odnaleźć na nowo w Londyńskiej rzeczywistości i przyznam Ci się, że po dwóch miesiącach spędzonych na Prowansji, zdałem sobie sprawę, że nie tęskniłem wcale za miejskim zgiełkiem. Wręcz przeciwnie, tutaj... w Dolinie, jest zdecydowanie ciszej. Milej. – Przez moment rozejrzał się, nie wiedząc, czy kobieta ma ochotę w ogóle z nim rozmawiać trochę dłużej. Pomyślał o tym, że mógłby usiąść obok i ogrzać się jej wewnętrznym blaskiem. Na moment, jak strudzony wędrowiec.
– Słyszałem... że wielka tragedia dotknęła to miejsce – podjął ostrożnie, zaraz od razu dodając: – ale prosze nie mów, jeśli nie masz na to ochoty. Może... napijemy się czegoś? A conto starych dobrych czasów i wspólnych spraw. Nie mam dla Ciebie nic dzisiaj, ale kto wie, co przyniesie jutro? W czym w ogóle teraz się specjalizujesz? Dałaś się w końcu namówić na ciepłą posadę w ministerstwie, czy cały czas stajesz okoniem? – zapytał, gotów iść gdziekolwiek wskaże jego młodsza towarzyszka.