07.10.2024, 20:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2024, 22:47 przez Cameron Lupin.)
Trzymam się Nory Figg, a potem przechodzę bliżej tuby, kiedy lądujemy już w sali.
Ostatnie tygodnie nie były dla Camerona zbyt łaskawe. Większość maja spędził, doglądając swojej narzeczonej, która została ranna podczas Beltane i musiała odbyć intensywną rekonwalescencję w Szpitalu św. Munga, a potem... Cóż, nie za bardzo miał czas na zabawę. Między innymi dlatego powoli dojrzewał do decyzji o tym, aby wycofać się z działalności klubu podróżniczego. I tak niezbyt przepadał za tymi spotkaniami, chociaż potrafiły nieco poszerzyć jego wiedzę o świecie.
Ciągłe dyżury w szpitalu i problemy ze znalezieniem czasu wolnego mogły sugerować, że podobny los czekało także jego członkostwo w klubie herbologicznym. Do tego jednak Lupin nie chciał dopuścić. Zielarstwo było jednym z nielicznych hobby, którymi mógł się zajmować w ramach rozwoju swoich umiejętności przydatnych w pracy. Bądź co bądź, eliksiry były jego konikiem, a opieka nad roślinami pozwalała na pozyskanie całkiem bogatej oferty wyjątkowych składników! Może dlatego tak bardzo zaciekawiły go doniesienia o egzotycznej mandragorze pozyskanej przez stowarzyszenie?
Z początku sądził, że tylko on został poproszony o ekspertyzę w tej sprawie, jednak po przybyciu do kwatery głównej klubu dosyć szybko został wyprowadzony z błędu. Grupa nie była ogromna, ale była... sporawa. Jak grupa stażystów, która dotrwała do wieczornych zajęć i zdecydowała się nie ulotnić przed jednym z najnudniejszych wykładów. Dosyć szybko zwrócił uwagę na to, że większość osób była mu tu jednak obca. Znał Norę Figg, kojarzył także Ambrożego, który również pracował w szpitalu, ale reszta? Kompletna pustka.
— Najpierw jakaś dzika magia wyrzuciła nas w środku Kniei Godryka, a teraz spotykamy się ponownie przez jakąś dziwną mandragorę — napomknął w kierunku panny Figg, próbując za nią nadążyć i nie potknąć się przy okazji o własne nogi. Chociaż od wydarzeń na Beltane minął już dobry kawałek czasu, tak dalej pamiętał, jak wielkim wsparciem w lesie okazała się kobieta. Gdyby nie ona nigdy nie udałoby im się wrócić na Polanę Ognisk! — Śmiesznie, że w obu przypadkach połączyła nas natura.
Lepsze to niż atak cholernych Śmierciożerców, dodał w myślach, zaciskając zaraz usta, gdy doszli do odpowiedniej sali, a przewodnicząca rozpoczęła swą przemowę, przedstawiając ich wszystkich sobie nawzajem. Wzrok Camerona momentalnie powędrował w stronę wypełnionej ziemią szklanej tuby. Poprawił torbę, którą miał przewieszoną przez ramię i wyciągnął z kieszonki mały notatnik i ołówek. Zbliżył się do tuby (za pozwoleniem liderki grupy) przyglądając się pędom, które zdawały się badać granice swojego więzienia. Chęć stałego rozrostu? Być może.
Gdyby jeszcze tak nie śmierdziało, pomyślał, żałując, że nie zabrał ze sobą żadnej dodatkowej maseczki. Merlinie, tutaj po prostu capiło. Jak w oborze. Albo innej farmie. Mugolskiej, oczywiście, bo jak dobrze było wszystkim wiadomo, czarodzieje potrafiliby zamaskować tego rodzaju zapaszki paroma sprytnymi zaklęciami. Szkoda, że tutaj o tym nie pomyślano. Z drugiej strony, był to teren badań, więc powinni wziąć pod uwagę także i takie czynniki...
Ostatnie tygodnie nie były dla Camerona zbyt łaskawe. Większość maja spędził, doglądając swojej narzeczonej, która została ranna podczas Beltane i musiała odbyć intensywną rekonwalescencję w Szpitalu św. Munga, a potem... Cóż, nie za bardzo miał czas na zabawę. Między innymi dlatego powoli dojrzewał do decyzji o tym, aby wycofać się z działalności klubu podróżniczego. I tak niezbyt przepadał za tymi spotkaniami, chociaż potrafiły nieco poszerzyć jego wiedzę o świecie.
Ciągłe dyżury w szpitalu i problemy ze znalezieniem czasu wolnego mogły sugerować, że podobny los czekało także jego członkostwo w klubie herbologicznym. Do tego jednak Lupin nie chciał dopuścić. Zielarstwo było jednym z nielicznych hobby, którymi mógł się zajmować w ramach rozwoju swoich umiejętności przydatnych w pracy. Bądź co bądź, eliksiry były jego konikiem, a opieka nad roślinami pozwalała na pozyskanie całkiem bogatej oferty wyjątkowych składników! Może dlatego tak bardzo zaciekawiły go doniesienia o egzotycznej mandragorze pozyskanej przez stowarzyszenie?
Z początku sądził, że tylko on został poproszony o ekspertyzę w tej sprawie, jednak po przybyciu do kwatery głównej klubu dosyć szybko został wyprowadzony z błędu. Grupa nie była ogromna, ale była... sporawa. Jak grupa stażystów, która dotrwała do wieczornych zajęć i zdecydowała się nie ulotnić przed jednym z najnudniejszych wykładów. Dosyć szybko zwrócił uwagę na to, że większość osób była mu tu jednak obca. Znał Norę Figg, kojarzył także Ambrożego, który również pracował w szpitalu, ale reszta? Kompletna pustka.
— Najpierw jakaś dzika magia wyrzuciła nas w środku Kniei Godryka, a teraz spotykamy się ponownie przez jakąś dziwną mandragorę — napomknął w kierunku panny Figg, próbując za nią nadążyć i nie potknąć się przy okazji o własne nogi. Chociaż od wydarzeń na Beltane minął już dobry kawałek czasu, tak dalej pamiętał, jak wielkim wsparciem w lesie okazała się kobieta. Gdyby nie ona nigdy nie udałoby im się wrócić na Polanę Ognisk! — Śmiesznie, że w obu przypadkach połączyła nas natura.
Lepsze to niż atak cholernych Śmierciożerców, dodał w myślach, zaciskając zaraz usta, gdy doszli do odpowiedniej sali, a przewodnicząca rozpoczęła swą przemowę, przedstawiając ich wszystkich sobie nawzajem. Wzrok Camerona momentalnie powędrował w stronę wypełnionej ziemią szklanej tuby. Poprawił torbę, którą miał przewieszoną przez ramię i wyciągnął z kieszonki mały notatnik i ołówek. Zbliżył się do tuby (za pozwoleniem liderki grupy) przyglądając się pędom, które zdawały się badać granice swojego więzienia. Chęć stałego rozrostu? Być może.
Gdyby jeszcze tak nie śmierdziało, pomyślał, żałując, że nie zabrał ze sobą żadnej dodatkowej maseczki. Merlinie, tutaj po prostu capiło. Jak w oborze. Albo innej farmie. Mugolskiej, oczywiście, bo jak dobrze było wszystkim wiadomo, czarodzieje potrafiliby zamaskować tego rodzaju zapaszki paroma sprytnymi zaklęciami. Szkoda, że tutaj o tym nie pomyślano. Z drugiej strony, był to teren badań, więc powinni wziąć pod uwagę także i takie czynniki...
(Wiedza przyrodnicza IV) Zestaw dodatkowych informacji na temat mandragory x2
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana