21.10.2022, 22:00 ✶
Przystanął na moment, z kilkoma kosmykami jednorożca w dłoni. Jemu chodziło o jakieś potwory, którymi mogli ich później straszyć, żyjące gdzieś tam w otchłaniach, w ciemnym lesie. Bo na pewno jak pójdą głębiej, to zrobi się ciemniej. Tak przecież w książkach pisali. Tych mniej naukowych i mniej czarodziejskich.
Zmrużył oczy i uśmiechnął się pod nosem, nie wiedząc do końca jak na to zareagować. Nie chciał jej przecież obrazić, czy coś. Byli z tego samego roku i oboje nosili na sobie żółto-czerwone szaliki Gryffindoru. Znał Brennę, przelotnie. Zamienili ze sobą parę zdań lub więcej. Można powiedzieć, że nawet ją lubił. Sam był raczej z boku, miał niewielkie grono przyjaciół, większość skupiona wokół Quiddicha.
Drugie pytanie trochę zbiło go z pantałyku, czasem się zapominał. Niektóre wersje opowieści czy książek mugolskich trafiały również do świata czarodziejów. Sam uznawał pewne rzeczy za praktyczne. Ale to inna bajka.
- No… tak. – odpowiedział po chwili. Zmruży oczy ponownie. – Ale to nie jest... raczej... taka bajka do snu. – dodał. Przez myśl przeleciało mu wspomnienie o mamie, która czytała mu do snu.
- Ty czytasz mugolskie rzeczy? – zapytał neutralnym głosem. Ugryzł się zaraz w język. Przecież przez to się pogryzł z tym Ślizgonem, który go zaczepiał o jakąś głupotę. Owszem, dał się sprowokować, ale tamten zaczął!
- Dzięki. – Wystawił łapę po żabę i schował ją z papierkiem do kieszeni płaszcza. Przyglądał się przez chwilę jak Brenna odwija swoją.
- Czemu? – zapytał. – Potrzebowałaś czegoś ze środka? – dociekał. Robiąc mały obrót, odsłonił kawałek miejsca przy drzewie.
- Ale te halucynogenne, wbrew pozorom, też są potrzebne. Mówią nam tylko, że mamy ich unikać, żeby nam do głowy nie przyszło próbować. Widziałem kiedyś jak Brandon liże grzyba i urosły mu uszy… - powiedział, rozbawiony. Podniósł ręce i przyłożył obie dłonie do uszu, chcąc zobrazować jak duże były owe uszy Brandona, kolegi z zespołu.
Zmrużył oczy i uśmiechnął się pod nosem, nie wiedząc do końca jak na to zareagować. Nie chciał jej przecież obrazić, czy coś. Byli z tego samego roku i oboje nosili na sobie żółto-czerwone szaliki Gryffindoru. Znał Brennę, przelotnie. Zamienili ze sobą parę zdań lub więcej. Można powiedzieć, że nawet ją lubił. Sam był raczej z boku, miał niewielkie grono przyjaciół, większość skupiona wokół Quiddicha.
Drugie pytanie trochę zbiło go z pantałyku, czasem się zapominał. Niektóre wersje opowieści czy książek mugolskich trafiały również do świata czarodziejów. Sam uznawał pewne rzeczy za praktyczne. Ale to inna bajka.
- No… tak. – odpowiedział po chwili. Zmruży oczy ponownie. – Ale to nie jest... raczej... taka bajka do snu. – dodał. Przez myśl przeleciało mu wspomnienie o mamie, która czytała mu do snu.
- Ty czytasz mugolskie rzeczy? – zapytał neutralnym głosem. Ugryzł się zaraz w język. Przecież przez to się pogryzł z tym Ślizgonem, który go zaczepiał o jakąś głupotę. Owszem, dał się sprowokować, ale tamten zaczął!
- Dzięki. – Wystawił łapę po żabę i schował ją z papierkiem do kieszeni płaszcza. Przyglądał się przez chwilę jak Brenna odwija swoją.
- Czemu? – zapytał. – Potrzebowałaś czegoś ze środka? – dociekał. Robiąc mały obrót, odsłonił kawałek miejsca przy drzewie.
- Ale te halucynogenne, wbrew pozorom, też są potrzebne. Mówią nam tylko, że mamy ich unikać, żeby nam do głowy nie przyszło próbować. Widziałem kiedyś jak Brandon liże grzyba i urosły mu uszy… - powiedział, rozbawiony. Podniósł ręce i przyłożył obie dłonie do uszu, chcąc zobrazować jak duże były owe uszy Brandona, kolegi z zespołu.