08.10.2024, 11:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2024, 11:31 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)
Na pełne pewności słowa Thomasa Ambroise niemalże zareagował ponurym parsknięciem. Nie ze względu na wiarę przyjaciela w to, że w ogóle planowali coś tak rozsądnego. Uważał Figga za wyjątkowego optymistę i niespecjalnie dziwiło go, że w tym wypadku był on także najmniej zapalczywym z ich grona, gotowym na załatwienie sprawy w klasyczny sposób jak na klątwołamacza przystało.
Szczególnie, że umówmy się - Geraldine znał aż nazbyt dobrze a znajomy kobiety wyglądał, jakby wcześniej potrzebowała podrobić mu przepustkę na wyjście z połączenia Lecznicy Dusz z pierdlem. Placówki, w której leczono traumy większymi traumami. Coś na zasadzie złam sobie rękę to przestaniesz zwracać uwagę na ból głowy.
On sam również nie prezentował zbyt profesjonalnego poziomu w zajmowaniu się podobnymi sprawami, więc Figg naturalnie stał się tu najstabilniejszą i najbardziej doświadczoną jednostką. Niestety to nie znaczyło, że miał być słuchany. Raczej miał po prostu zaliczyć większy spadek wiary w ludzi.
Uwięzienie demona i zapieczętowanie go w jakimś naczyniu, które optymistycznie założył Thomas byłoby całkiem logicznym posunięciem. W dalszym ciągu niełatwym, ale z pewnością nie wymagającym od nich aż tyle, co podejmowanie się próby zabicia skurwysyna. Być może nawet niemożliwej, bowiem z rozmowy Greengrassa z Yaxleyówną sprzed kilkunastu dni wynikało, że kobieta nie jest pewna schematu postępowania w celu pozbycia się doppelgangera na zawsze. Miała po prostu zamiar nie poparty niczym innym niż wściekłą chęcią zemsty za doznane krzywdy. Tą, którą wyrażała znacznie bardziej ochoczo od planu pieczętowania.
Ambroise powstrzymał wszelkie przejawy cynizmu, które mogłyby ukazać się w jego postawie, ale po raz pierwszy od dłuższego czasu przeniósł przy tym wzrok na Geraldine i nieznacznie uniósł brwi, instynktownie wymieniając z nią spojrzenie, bo też na niego patrzyła. Jeśli coś zdążyło się zmienić w tym zakresie to właśnie była ta chwila, żeby usłyszeć jasne i klarowne wyjaśnienia wraz z logicznym planem.
Niestety nie sądził, aby tak się miało stać. Odnosił raczej wrażenie, że porywają się z motyką na słońce, a szybka wymiana spojrzeń pozwoliła mu to potwierdzić. Późniejsze słowa nie były już potrzebne. Przynajmniej jemu. Jasne - pisał się na to z pełną świadomością, popierając pomysł załatwienia skurwysyna tak, żeby nie było co pieczętować. Nie mogli pozwolić sobie na to, żeby w jakichkolwiek okolicznościach z powrotem wypełzł na powierzchnię a skoro już raz udało mu się uwolnić to kolejny też byłby bardzo prawdopodobny. Mieliby wtedy powtórkę z rozrywki z jeszcze bardziej rozwścieczonym, mniej hamującym się bytem. Jednym słowem: przesrane.
Nie łudził się, że teraz nie mają. Mieli i to bardzo, bo żaden logiczny plan nie spadł im nagle z nieba wraz z nasilającym się deszczem. Mogli tu w dalszym ciągu stać i dyskutować o tym, jak beznadziejnym pomysłem było rzucanie się na mieszającego w głowach demona z różdżką, kordzikiem i paczką fajek, ale nie sądził, aby Geraldine miała zmienić zdanie co do swojego pomysłu. Nagle postępując logicznie. Mogli też od razu odbębnić wszystkie próby wykrycia pułapki w pułapce i ruszyć dalej, ku czemu osobiście się skłaniał.
Greengrass nie włączył się w dyskusję, nie podjął próby własnego wykrycia podejrzanych zaklęć czy mechanizmów. To nie było w zakresie jego wiedzy. Zamiast tego w milczeniu nachylił się, żeby dokładniej przyjrzeć się korzeniom i roślinności dookoła oraz nad wejściem. Chciał upewnić się czy nie mają do czynienia z żadnymi hybrydami, efektami wpływu potencjalnie nienaturalnej (czarnej?) magii na stworzenie tego typu pułapek, skażeniem terenu mogącym sugerować, że gdy tylko wejdą pod ziemię wejście zniknie w gąszczu korzeni i innych trujących sideł. Prócz tego natura miała to do siebie, że reagowała na niemal każdą złowrogą ingerencję, czasami dając do zrozumienia coś nieoczywistego, bo sama w sobie zazwyczaj była sprzyjającą siłą. A nuż mogło tak być także tym razem.
Percepcja: ◉◉○○○ - przyglądam się korzeniom
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉◉○ [ewentualnie wzięte pod uwagę może być Zielarstwo III]
Szczególnie, że umówmy się - Geraldine znał aż nazbyt dobrze a znajomy kobiety wyglądał, jakby wcześniej potrzebowała podrobić mu przepustkę na wyjście z połączenia Lecznicy Dusz z pierdlem. Placówki, w której leczono traumy większymi traumami. Coś na zasadzie złam sobie rękę to przestaniesz zwracać uwagę na ból głowy.
On sam również nie prezentował zbyt profesjonalnego poziomu w zajmowaniu się podobnymi sprawami, więc Figg naturalnie stał się tu najstabilniejszą i najbardziej doświadczoną jednostką. Niestety to nie znaczyło, że miał być słuchany. Raczej miał po prostu zaliczyć większy spadek wiary w ludzi.
Uwięzienie demona i zapieczętowanie go w jakimś naczyniu, które optymistycznie założył Thomas byłoby całkiem logicznym posunięciem. W dalszym ciągu niełatwym, ale z pewnością nie wymagającym od nich aż tyle, co podejmowanie się próby zabicia skurwysyna. Być może nawet niemożliwej, bowiem z rozmowy Greengrassa z Yaxleyówną sprzed kilkunastu dni wynikało, że kobieta nie jest pewna schematu postępowania w celu pozbycia się doppelgangera na zawsze. Miała po prostu zamiar nie poparty niczym innym niż wściekłą chęcią zemsty za doznane krzywdy. Tą, którą wyrażała znacznie bardziej ochoczo od planu pieczętowania.
Ambroise powstrzymał wszelkie przejawy cynizmu, które mogłyby ukazać się w jego postawie, ale po raz pierwszy od dłuższego czasu przeniósł przy tym wzrok na Geraldine i nieznacznie uniósł brwi, instynktownie wymieniając z nią spojrzenie, bo też na niego patrzyła. Jeśli coś zdążyło się zmienić w tym zakresie to właśnie była ta chwila, żeby usłyszeć jasne i klarowne wyjaśnienia wraz z logicznym planem.
Niestety nie sądził, aby tak się miało stać. Odnosił raczej wrażenie, że porywają się z motyką na słońce, a szybka wymiana spojrzeń pozwoliła mu to potwierdzić. Późniejsze słowa nie były już potrzebne. Przynajmniej jemu. Jasne - pisał się na to z pełną świadomością, popierając pomysł załatwienia skurwysyna tak, żeby nie było co pieczętować. Nie mogli pozwolić sobie na to, żeby w jakichkolwiek okolicznościach z powrotem wypełzł na powierzchnię a skoro już raz udało mu się uwolnić to kolejny też byłby bardzo prawdopodobny. Mieliby wtedy powtórkę z rozrywki z jeszcze bardziej rozwścieczonym, mniej hamującym się bytem. Jednym słowem: przesrane.
Nie łudził się, że teraz nie mają. Mieli i to bardzo, bo żaden logiczny plan nie spadł im nagle z nieba wraz z nasilającym się deszczem. Mogli tu w dalszym ciągu stać i dyskutować o tym, jak beznadziejnym pomysłem było rzucanie się na mieszającego w głowach demona z różdżką, kordzikiem i paczką fajek, ale nie sądził, aby Geraldine miała zmienić zdanie co do swojego pomysłu. Nagle postępując logicznie. Mogli też od razu odbębnić wszystkie próby wykrycia pułapki w pułapce i ruszyć dalej, ku czemu osobiście się skłaniał.
Greengrass nie włączył się w dyskusję, nie podjął próby własnego wykrycia podejrzanych zaklęć czy mechanizmów. To nie było w zakresie jego wiedzy. Zamiast tego w milczeniu nachylił się, żeby dokładniej przyjrzeć się korzeniom i roślinności dookoła oraz nad wejściem. Chciał upewnić się czy nie mają do czynienia z żadnymi hybrydami, efektami wpływu potencjalnie nienaturalnej (czarnej?) magii na stworzenie tego typu pułapek, skażeniem terenu mogącym sugerować, że gdy tylko wejdą pod ziemię wejście zniknie w gąszczu korzeni i innych trujących sideł. Prócz tego natura miała to do siebie, że reagowała na niemal każdą złowrogą ingerencję, czasami dając do zrozumienia coś nieoczywistego, bo sama w sobie zazwyczaj była sprzyjającą siłą. A nuż mogło tak być także tym razem.
Percepcja: ◉◉○○○ - przyglądam się korzeniom
Rzut N 1d100 - 44
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut N 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉◉○ [ewentualnie wzięte pod uwagę może być Zielarstwo III]
Rzut PO 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana