08.10.2024, 12:42 ✶
...uszyłam sama... z magazynu...
Przełknął to bez trudu, jak wiele innych słów, które dalej padły. Lubił ubrania, szanował Rosierów za ich pomysły i jakoś wykonania, ale na bogów, żeby się samemu tym zajmować? Czym on się zajmował w tym wieku? Roztaczał sieć, werbując ludzi, którzy pracowali dla niego i za niego, bankrutował mugolskie kraje na giełdzie, wygryzał sobie drogę ku ciepłej, miłej i dożywotniej posadzie. Czym zajmowali się oni? Młodzi. Przyszłość magicznej społeczności?
Jego twarz obmalowana była życzliwym uśmiechem, głowa łagodnie kołysała się, gdy trzeba było przytaknąć. Powiedzieć, że był zdruzgotany to mało, ale pokornie przyjął rezonujące wciąż słowa Charlotte, że głównym walorem Electry jest fakt, że nie ma metra, pomarszczonej twarzy i bardzo długiego, haczykowatego nosa. Powinien wspomnieć przyjaciółce, że już wstępnie rozmawiał z Jasperem na temat ewentualnego wyjazdu, że próbuje go umówić z kimś, kto może czegokolwiek go nauczyć więcej, niż można było wyciągnąć z tego przeklętego szkockiego zamku.
A teraz musieli siedzieć i się uśmiechać i zapewne nie komentować faktu, że dziewczyna mogłaby znaleźć sobie jakiś normalny, uczciwy zawód i wpierać Jaspera w jego ambicjach klątwołamaczych, a nie mówić coś na temat oszczędzania? Z jak lichej gałęzi Prewettów musiała się wywodzić.
– Agencji? – zwątpił nieoczekiwanie, przekrzywiając głowę pytająco to na Charlotte, to na Electrę, potrzebując uściślenia, bo choć znał się na świecie mugolskim w sposób zaskakujący jak na swoją pozycję (z czym też się bynajmniej nie afiszował, nie było to zbyt popularne hobby), o tyle nie potrafił połączyć tego słowa z faktem, że ktoś robi drugiej osobie zdjęcia.
Przełknął to bez trudu, jak wiele innych słów, które dalej padły. Lubił ubrania, szanował Rosierów za ich pomysły i jakoś wykonania, ale na bogów, żeby się samemu tym zajmować? Czym on się zajmował w tym wieku? Roztaczał sieć, werbując ludzi, którzy pracowali dla niego i za niego, bankrutował mugolskie kraje na giełdzie, wygryzał sobie drogę ku ciepłej, miłej i dożywotniej posadzie. Czym zajmowali się oni? Młodzi. Przyszłość magicznej społeczności?
Jego twarz obmalowana była życzliwym uśmiechem, głowa łagodnie kołysała się, gdy trzeba było przytaknąć. Powiedzieć, że był zdruzgotany to mało, ale pokornie przyjął rezonujące wciąż słowa Charlotte, że głównym walorem Electry jest fakt, że nie ma metra, pomarszczonej twarzy i bardzo długiego, haczykowatego nosa. Powinien wspomnieć przyjaciółce, że już wstępnie rozmawiał z Jasperem na temat ewentualnego wyjazdu, że próbuje go umówić z kimś, kto może czegokolwiek go nauczyć więcej, niż można było wyciągnąć z tego przeklętego szkockiego zamku.
A teraz musieli siedzieć i się uśmiechać i zapewne nie komentować faktu, że dziewczyna mogłaby znaleźć sobie jakiś normalny, uczciwy zawód i wpierać Jaspera w jego ambicjach klątwołamaczych, a nie mówić coś na temat oszczędzania? Z jak lichej gałęzi Prewettów musiała się wywodzić.
– Agencji? – zwątpił nieoczekiwanie, przekrzywiając głowę pytająco to na Charlotte, to na Electrę, potrzebując uściślenia, bo choć znał się na świecie mugolskim w sposób zaskakujący jak na swoją pozycję (z czym też się bynajmniej nie afiszował, nie było to zbyt popularne hobby), o tyle nie potrafił połączyć tego słowa z faktem, że ktoś robi drugiej osobie zdjęcia.